sobota, 29 grudnia 2012

XVIII

  • -  To było naprawdę pyszne, a znowu takie proste, zaskakujesz mnie coraz bardziej- wstaję i zabieram swój i jego talerz do zlewu. Odkręcam wodę i zabieram się za zmywanie. Podchodzi, staje za mną, a przez moje ciało przebiega ten przyjemny dreszcz. Wyłącza wodę i bierze mnie za rękę.
    -  Myślę, że tym może się spokojnie zająć zmywarka, później- prowadzi mnie za rękę do swojej wielkiej szarej kanapy- jesteś moim gościem- sadza mnie na kanapie- czego się napijesz? Może wina? Lekkie, owocowe, białe...?- zawiesza głos i idzie w kierunku lodówki.
    -  Poproszę- mówię z lekkim wyczekiwaniem co wydarzy się dalej. Niestety, Jurek otwiera wino, napełnia kieliszki, podaje mi jeden, drugi stawia na stoliku obok kanapy i odbiera dzwoniący telefon, rozmawiając kieruje się do sypialni, to chyba znowu jego kumpel z kłopotami. Jurek zapewnia go, że nie ma problemu, nawet gdyby przyjechał w nocy to na niego czeka, ma gdzieś rozkładane łóżko i niech przestanie się krygować jak panienka tylko przyjeżdża.
    Kiedy Jurek rozmawia, dostrzegam, że obok kartonu z muzyką stoi drugi z książkami, ale na wierzchu nie leży książka, ale album ze zdjęciami. Wstaję i podchodzę do kartonu. Biorę album do ręki i unoszę go do góry, pytając wzrokiem stojącego w sypialni Jurka czy mogę zobaczyć. Z lekkim zakłopotaniem na twarzy, odmachuje, że się zgadza. Rozsiadam się na kanapie, podwijam nogi i otwieram album. Za okładka znajduje się kartka:
    „Synku cieszę się, że wróciłeś, to ode mnie na nowe mieszkanie, prezent ze wspomnieniami. Mama.”
    Pierwsze zdjęcia to oczywiście Jurek jako bobas, Jurek z rodzicami, Jurek z siostrą, Jurek w szkole, tradycyjne zdjęcia klasowe, Jurek na kolejnych stronach jest coraz starszy i mam wrażenie coraz smutniejszy. Nigdy nie patrzy na wprost, zawsze gdzieś w bok, jakby był nieobecny? Nieświadomy bycia fotografowanym? Obojętny? Jako nastolatek nie prezentował się zbyt ciekawie. Miał przydługie włosy i za duże okulary. Nosił nieforemne spodnie i swetry, głównie czarne i wyglądał... jak prawie całe nasze IT. Ale zza tych szkieł spoglądały te same zielone oczy, może były bardziej smutne, niż te które znam. Nie miał jeszcze wtedy tej swojej bruzdy na czole. Chyba często je marszczy, a ta bruzda wyjątkowo dodaje mu męskości. Po tych zdjęciach widzę jak bardzo się zmienił. To nie tylko wygląd. To jak teraz wygląda jest raczej kwestią głębszej zmiany jego wnętrza. Teraz rozumiem co mówił pan Stefan. Nie mam oczywiście pewności, nie odczytam z tych zdjęć jaki był kiedyś...
    -  Nad czym tak się zamyśliłaś?- Jurek wraca do mnie, siada na oparciu kanapy, przerzuca nogi tak, że moje plecy znajdują się między jego nogami, opiera swoją brodę o moją głowę, odpowiadam mu przywierając do niego mocniej, a on zręcznie mnie odsuwa i wsuwa się za mnie, tak, że teraz to on jest moja kanapą.
    -  Rozmyślam jak bardzo się zmieniłeś i zastanawiam się, czy to tylko zmiana zewnętrzna, czy też zmieniłeś się cały ty- teraz dopiero widzę, że zdążył się przebrać. Ma na sobie czarne dżinsy i czarny t-shirt z długimi rękawami. Tak mi wygodnie w jego ramionach. Przytula mnie do siebie i długo się nie odzywa. Wzdycha i odpowiada:
    -  To fakt zmieniłem się. Niewiele zostało z tego zakompleksionego młokosa, a przynajmniej nie pozwalam mu dojść do głosu. Nie byłem wtedy zbyt szczęśliwy. Czułem się jak zombi, cały czas spędzałem przed komputerem, nie miałem zbyt wielu kolegów, byłem wytykanym palcami kujonem, żadna dziewczyna nie chciała nawet na mnie spojrzeć. To było bardzo frustrujące, więc jeszcze bardziej zamykałem się w sobie i jeszcze bardziej uciekałem w wirtualny świat.- mówi spokojnie, ale słyszę w jego głosie rozżalenie.
    -  Co spowodowało, że tak się zmieniłeś? W czasie spotkań z handlowcami obserwowałam cię dokładnie, zakompleksieni kolesie tak pewnie nie wypowiadają się publicznie, a dziewczyny piszczą na twój widok. No i nadal programujesz....
    -  Tak, to jedyna stała i właściwie pewnie też  i przez to się zmieniłem. Moje umiejętności otworzyły mi wiele drzwi. Sporo zawdzięczam matematykowi z liceum. Szybko zauważył, że nieźle kojarzę, zaczął ze mną pracować indywidualnie, a gdy siedliśmy do kompa szybko wynalazł dla mnie jakiś konkurs. Napisałem zadany projekt w kilka wieczorów, bez większego wysiłku i po kilku tygodniach okazało się, że wygrałem. Pojechałem odebrać nagrodę. Impreza odbywała się na mazurach w jakimś luksusowym hotelu. Laureaci mieli zapewnione wszelkie rozrywki przez cały weekend. Pierwszy raz byłem w takim miejscu. Pamiętam z tego pobytu każdy szczegół. A najbardziej to, że nie bylem tam kosmitą. Kolesie, którzy odbierali inne nagrody byli tacy jak ja, a ludzie z jakiś uczelni patrzyli na nas z uznaniem. Pamiętam asystentkę jakiegoś profesora. Rozmawiała ze mną z uznaniem, nie widziała we mnie dziwnego kujona, ale zdolnego faceta. Byłem strasznie spięty, ale coraz bardziej docierało do mnie, że chyba nie tak wszystko jest ze mną nie tak. Zauważyłem, że dobrze było przez chwilę poczuć się inaczej. Zlałem to całe zblazowane towarzystwo z liceum, nawet nie byłem na studniówce i programowałem jak szalony, uczyłem się wciąż nowych rzeczy. Brałem udział w tylu projektach, że na uczelnię dostałem się z marszu bez egzaminów. To chyba by było na tyle... Jeszcze wina?
    -  Nie, dziękuję...ale pan Stefan wspominał, że to wyjazd tak bardzo cię zmienił...
    -  Wyjazd??- znowu się zamyślił- no tak wszystko co się wydarzyło i tam i tu było jakąś naturalną konsekwencją, ale w mojej głowie wszystko zaczęło się od tego pierwszego konkursu.
    -  „Wszystko co się wydarzyło”- cytuję jego słowa- zawsze mówisz bardzo ogólnie o Norwegii. Czy coś się tam stało?- pytam niepewnie, Stefan wspominał coś o jakimś wypadku, teraz obie to przypomniałam i już żałuję moich słów. Spłoszyłam go. Wydostaje się zwinnie zza moich pleców i idzie do kuchni. Nalewa sobie wino, stoi tyłem do mnie, nie widzę jego twarzy. Drążyć ten temat? Zostawić? Poczekać, aż sam mi opowie? Na razie zostawię to w spokoju. Ciężko będzie się wycofać z raz zadanego pytania. Spoglądam na zegarek- Chyba już pójdę, pewnie niedługo zjawi się twój zdruzgotany kumpel- próbuję zmienić temat.
    -  Nie idź jeszcze, proszę- mówi nie odrywając wzroku od kuchennego blatu, wciąż na mnie nie patrzy, co go gryzie, nie mam pojęcia, wiem, że chcę być blisko tego faceta. Podchodzę, więc do niego i przywieram do jego pleców, dotykam dłońmi jego klatki piersiowej. Czuję jak się rozluźnia. Po chwili gładzi moje dłonie. Stoimy tak przytuleni- on tak szybko nie przyjedzie, będzie pewnie dość późno. Chciałbym, żebyście się poznali. Tylko dziś to chyba nie najlepszy pomysł. On jest w kiepskim stanie, a nie chcę ci kazać na niego czekać do późna. Może przedstawię ci go jutro?
    -  To posiedźmy jeszcze trochę, a potem pójdę do domu, to niedaleko...
    -  Odprowadzę cię, ale jeszcze nie, nie puszczę cię jeszcze- odwraca się do mnie. Opiera się o blat kuchenny i stawia mnie sobie między nogami. Opiera swoje ręce swobodnie na moich biodrach. Jego oczy są teraz dokładnie na wysokości moich. Patrzy na mnie żarliwie- chciałem cię przeprosić za moje zachowanie, niedługo zbiorę się na odwagę i opowiem ci co działo się ze mną w Norwegii przez te kilka lat, ale daj mi chwilę. Nie ze wszystkiego jestem dumny...
    -  Nie zapytam cię o to więcej, ale pamiętaj- odpowiadam szybko- cokolwiek tam się stało sprawiło, że jesteś tym kim jesteś, a to właśnie taki mnie zauroczyłeś- jego oczy patrzą na mnie teraz z uwielbieniem. Silne ramiona przyciągają mnie bliżej do niego i tuli mnie do siebie. Zarzucam mu ramiona na barki i po chwili zatracamy się w namiętnym pocałunku. Jurek odrywa ode mnie usta i mówi:
    -  Dobrze mi przy tobie, jesteś niezwykła, bardzo wyrozumiała, gdzie ty byłaś tak długo??
    -  Kiedy będziesz u mnie następnym razem, też pokaże ci moje zdjęcia, chyba wtedy nie zwróciłbyś na mnie uwagi, w rewanżu uchylę ci rąbka mojej przeszłości...
    -  A co tam zobaczę?
    -  No dobrze, przygotuję cię- mówię z wielka łaską- zobaczysz tam pulchne dziecko, wysportowaną członkinię zespołu zagrzewającego licealna drużynę siatkarską, a potem czarną damę, fankę rocka gotyckiego, rozchmurz się, nie byłeś jedynym frickiem, też miałam swoje „fazy”...
    -  Rocka gotyckiego?
    -  Tak, tak. Nosiłam powłóczyste długie suknie, rozpuszczone włosy i miałam bladą twarz, dodatkowo podkreśloną makijażem...
    -  Potrafisz zaskakiwać- wróciliśmy z winem na kanapę i opowiedziałam mu trochę o swoim gimnazjum i liceum. O tym jak dużo ćwiczyłam i stworzyłam zespół cheerliderek w szkole, gdzie mieliśmy niezłą drużynę siatkówki. O tym jak po przetasowaniach w klasach, trafiłam do takiej, gdzie moja sportowa przeszłość absolutnie się nie komponowała z metalowym otoczeniem i jak wsiąkłam w gotyckie otoczenie. Byłam jak kameleon, długo szukałam w tym wszystkim siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz