piątek, 14 grudnia 2012

XV

Coś nagle wybudza mnie ze snu. W pokoju jest jeszcze ciemno. Nie wiem czy jest już rano, czy to jeszcze noc. Spałam jak kamień. Szukam ręką komórki, by sprawdzić, która jest godzina. Cholera, nie wyjęłam jej wieczorem z torebki, na 100% zaspałam, straciłam poczucie czasu. Ale było warto, nagle przypominam sobie nasz pocałunek przed restauracją i cudny, spokojny i bezpieczny wieczór. Spoglądam na podłogę obok łóżka, Jurka tam nie ma. Udaję się na poszukiwania. Wyszedł w nocy, czy jest ze mną nadal. Otwieram drzwi od sypialni. Dochodzi mnie cichy dżingiel radiowy i informacja, że minęła 6:30. Mój zegar wewnętrzny jednak mnie nie zawiódł. W kuchni pali się światło, a Jurek wykłada śliczne, małe bułeczki z papierowej torebki na talerz. Gdy wyciąga rękę by włączyć ekspres, dostrzega mnie, ciekawie mu się przyglądającą. Wygląda bardzo świeżo, zupełnie jakby przespał co najmniej osiem godzin, a spaliśmy najwyżej pięć, a w dodatku on na podłodze. Ale zaraz, zaraz, jest ogolony, wymuskany i ma na sobie zupełnie inne ubranie niż wczoraj. Podchodzi do mnie i całuje mnie w czoło.
- Nie wiedziałem o której wstajesz, ale postanowiłem trochę pohałasować, żeby już cię obudzić. Zaraz będzie kawa.
- A Ty w ogóle spałeś? Mogłabym przysiąc, że w nocy widziałam cię leżącego na podłodze.
- Chciałem poczekać aż zaśniesz i jechać do domu, ale nie dałem rady, zasnąłem chyba równo z tobą, na szczęście masz miękką wykładzinę. Obudziłem się ze dwie godziny temu, podjechałem do domu, żeby się przebrać i niedawno wróciłem.
- Musisz być wykończony- cmokam go w policzek i ruszyłam w stronę łazienki- daleko masz do domu? No właśnie, gdzie ty właściwie mieszkasz?
- Niedaleko, kojarzysz taki kilkupiętrowy na rogu Puławskiej i Domaniewskiej?
- Nie bardzo- mówiłam z łazienki, fajnie było nie budzić się samej w pustym domu- ale kojarzę okolicę.
- No to dziś wieczorem zapraszam cię do siebie, teraz ty zobaczysz jak mieszkam.
Kurczę, przydałby mi się wieczór tylko dla mnie, ale też nie chcę zostawiać go ani na minutę.
- Okej- mówię i zamykam się w łazience. Mimo krótkiej nocy nie jest ze mną tak źle. Biorę szybki prysznic. Owijam włosy ręcznikiem, a drugim się okrywam. Robię szybki makijaż. Teraz muszę czmychnąć do sypialni. Tam mam ubrania. Na szczęście Jurek jest w kuchni. Słyszę jak spienia mleko do kawy. Chyba trafił mi się wyjątkowy skarb. Spokojnie dziewczyno, to faza zalotów, wtedy każdy jest wspaniały, przebiega mi przez głowę myśl. Ganię się za to. Weź wreszcie to ci przynosi los i przestań analizować. Tylko to tak cholernie boli, gdy się kończy. Ubieram się w satynową koszulę w kolorze fuksji i czarną ołówkową spódnicę. Na nogi wciągam kryjące czarne rajstopy. Wracam do łazienki i suszę włosy. Zamykam oczy i delektuje się cieplutkim powietrzem owiewającym moje włosy. Nagle czuję jego obecność. Otwieram oczy. Stoi za mną i wpatruje się we mnie. Nasze spojrzenia krzyżują się w lustrze. Przebiega mnie przyjemny dreszcz i znowu budzi się w moim brzuchu stado motyli. Podchodzi bliżej, cały czas patrząc na mnie w lustrze i kładzie mi rękę na lewym biodrze. Druga ręką wyjmuje mi suszarkę z dłoni, wyłącza ją i umieszcza metodycznie na wieszaku. Jego druga ręka też wędruje na moje biodro. Ciasno do mnie przywiera. Prawą ręką ponad moją głową zatacza koło i odgarnia moje włosy, by za chwilę przyssać się do mojej szyi. Potem gryzie mnie w ucho. Czuję go na pośladkach. O rety, ten boski facet ma na mnie ochotę. Nie wytrzymuję i odwracam się, mocno wczepiam mu palce we włosy i mocno go całuję. Jego dłonie wędrują tym razem na moje pośladki. Mocno przyciąga mnie do siebie i zaczyna je rytmicznie ugniatać. Moje biodra zaczynają się poruszać, nie jestem w stanie dłużej być opanowana i poddaję się swojemu pragnieniu. Zagłuszam swój rozum, pierwszy raz w życiu. Jurek pieści mnie coraz bardziej intensywnie. Rytmicznie, mocno przyciąga mnie do siebie, gdy jego dłonie znajdują się tam, gdzie pośladki stykają się z udami. Ogarnia mnie dzika radość i dochodzę...przestaję go całować i cała nieruchomieję, odchylam głowę, a on przygryza moją brodę.
- Trzymaj mnie bo zaraz upadnę- proszę go ostatkiem sił.
- Moja dziewczynka była bardzo spragniona- mówi ciepło- podobało ci się? Nie bój się trzymam cię- obejmuje go za szyję i chowam się w jego ramionach, czuję lekki...wstyd? Zażenowanie? Jak ja na niego teraz spojrzę? Stoimy tak chwilę, Jurek odzywa się pierwszy- wszystko dobrze?- próbuje na mnie spojrzeć, ale skutecznie się przed nim kryję w zagłębieniu jego szyi- hej mała, odezwij się- lekko mnie od siebie odsuwa- co jest?
Decyduję się odpowiedzieć.
- Było mi bardzo dobrze, ale trochę mi wstyd.
- Dlaczego?- znowu unikam jego wzroku, chwyta w dwa palce moja brodę i zmusza mnie bym patrzyła mu w oczy- nie zrobiłaś nic złego, coś tak przyjemnego nie może być złe. Poza tym zobacz- nadal jesteś w ubraniu- i na ustach pojawia się ten jego szelmowski uśmiech – chodźmy na tę kawę, bo jeszcze trochę i spóźnisz się do pracy- dobrze, że chociaż on trzeźwo myśli.
Pijemy kawę w milczeniu, ja bezmyślnie zajadam się bułeczkami. Jurek bacznie mnie obserwuje. Ja jak zwykle mam w głowie kaskadę myśli. To było nieziemskie przeżycie. Nikt nigdy mi tak nie zrobił. Czuję się cudownie odprężona, ale gdzieś tam w środku ganię się za to co się stało. Ostatecznie dochodzę do wniosku, że w tej chwili miliony ludzi mają orgazm i to dodaje mi otuchy.
- Doszłaś już do jakiś wniosków- Jurek z lekką ironią przerywa mi zadumę.
- Tak, myślę, że to wszystko twoja wina, ale do diabła podobało mi się!- uśmiecham się zawadiacko, marszcząc nos.
- Moja wina?!- jest oburzony, że tak to nazywam. Ale i bardzo z siebie zadowolony. Przyciąga mnie z całym krzesłem do siebie i całuje mnie powyżej ust, zlizując cukier puder, przymyka oczy i mówi- pycha!
Jest taki intensywny, całkowicie mnie obezwładnia. O nie znowu czuje motyle. Ale Jurek wstaje i sięga na kanapę po swoją marynarkę.
- Pani Moniko, w drogę- zarządza i szybko się ubiera. Ależ on ma nerwy, czy on nic nie czuje? Może powinnam coś zrobić? W końcu jestem mu winna orgazm. Coś mi jednak podpowiada, że on wcale nie chce niczego ode mnie w zamian. To dobrze, źle? Nie wiem? Ty rozum wyłącz się na chwilę, błagam cię, jest rano, a ja już jestem wykończona rozmyślaniem. Gasimy światło, wychodzimy na klatkę. Jurek zamyka drzwi moimi kluczami, po czym mi je oddaje. Bardzo szarmancko. Podaje mi ramię i jak stateczna para udajemy się na dół do samochodu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz