Coś
nagle wybudza mnie ze snu. W pokoju jest jeszcze ciemno. Nie wiem czy
jest już rano, czy to jeszcze noc. Spałam jak kamień. Szukam ręką
komórki, by sprawdzić, która jest godzina. Cholera, nie wyjęłam
jej wieczorem z torebki, na 100% zaspałam, straciłam poczucie
czasu. Ale było warto, nagle przypominam sobie nasz pocałunek przed
restauracją i cudny, spokojny i bezpieczny wieczór. Spoglądam na
podłogę obok łóżka, Jurka tam nie ma. Udaję się na
poszukiwania. Wyszedł w nocy, czy jest ze mną nadal. Otwieram drzwi
od sypialni. Dochodzi mnie cichy dżingiel radiowy i informacja, że
minęła 6:30. Mój zegar wewnętrzny jednak mnie nie zawiódł. W
kuchni pali się światło, a Jurek wykłada śliczne, małe bułeczki
z papierowej torebki na talerz. Gdy wyciąga rękę by włączyć
ekspres, dostrzega mnie, ciekawie mu się przyglądającą. Wygląda
bardzo świeżo, zupełnie jakby przespał co najmniej osiem godzin,
a spaliśmy najwyżej pięć, a w dodatku on na podłodze. Ale zaraz,
zaraz, jest ogolony, wymuskany i ma na sobie zupełnie inne ubranie
niż wczoraj. Podchodzi do mnie i całuje mnie w czoło.
-
Nie wiedziałem o której wstajesz, ale postanowiłem trochę
pohałasować, żeby już cię obudzić. Zaraz będzie kawa.
-
A Ty w ogóle spałeś? Mogłabym przysiąc, że w nocy widziałam
cię leżącego na podłodze.
-
Chciałem poczekać aż zaśniesz i jechać do domu, ale nie dałem
rady, zasnąłem chyba równo z tobą, na szczęście masz miękką
wykładzinę. Obudziłem się ze dwie godziny temu, podjechałem do
domu, żeby się przebrać i niedawno wróciłem.
-
Musisz być wykończony- cmokam go w policzek i ruszyłam w stronę
łazienki- daleko masz do domu? No właśnie, gdzie ty właściwie
mieszkasz?
-
Niedaleko, kojarzysz taki kilkupiętrowy na rogu Puławskiej i
Domaniewskiej?
-
Nie bardzo- mówiłam z łazienki, fajnie było nie budzić się
samej w pustym domu- ale kojarzę okolicę.
-
No to dziś wieczorem zapraszam cię do siebie, teraz ty zobaczysz
jak mieszkam.
Kurczę,
przydałby mi się wieczór tylko dla mnie, ale też nie chcę
zostawiać go ani na minutę.
-
Okej- mówię i zamykam się w łazience. Mimo krótkiej nocy nie
jest ze mną tak źle. Biorę szybki prysznic. Owijam włosy
ręcznikiem, a drugim się okrywam. Robię szybki makijaż. Teraz
muszę czmychnąć do sypialni. Tam mam ubrania. Na szczęście Jurek
jest w kuchni. Słyszę jak spienia mleko do kawy. Chyba trafił mi
się wyjątkowy skarb. Spokojnie dziewczyno, to faza zalotów, wtedy
każdy jest wspaniały, przebiega mi przez głowę myśl. Ganię się
za to. Weź wreszcie to ci przynosi los i przestań analizować.
Tylko to tak cholernie boli, gdy się kończy. Ubieram się w
satynową koszulę w kolorze fuksji i czarną ołówkową spódnicę.
Na nogi wciągam kryjące czarne rajstopy. Wracam do łazienki i
suszę włosy. Zamykam oczy i delektuje się cieplutkim powietrzem
owiewającym moje włosy. Nagle czuję jego obecność. Otwieram oczy.
Stoi za mną i wpatruje się we mnie. Nasze spojrzenia krzyżują się
w lustrze. Przebiega mnie przyjemny dreszcz i znowu budzi się w moim
brzuchu stado motyli. Podchodzi bliżej, cały czas patrząc na mnie
w lustrze i kładzie mi rękę na lewym biodrze. Druga ręką wyjmuje
mi suszarkę z dłoni, wyłącza ją i umieszcza metodycznie na
wieszaku. Jego druga ręka też wędruje na moje biodro. Ciasno do
mnie przywiera. Prawą ręką ponad moją głową zatacza koło i
odgarnia moje włosy, by za chwilę przyssać się do mojej szyi.
Potem gryzie mnie w ucho. Czuję go na pośladkach. O rety, ten boski
facet ma na mnie ochotę. Nie wytrzymuję i odwracam się, mocno
wczepiam mu palce we włosy i mocno go całuję. Jego dłonie wędrują
tym razem na moje pośladki. Mocno przyciąga mnie do siebie i
zaczyna je rytmicznie ugniatać. Moje biodra zaczynają się
poruszać, nie jestem w stanie dłużej być opanowana i poddaję się
swojemu pragnieniu. Zagłuszam swój rozum, pierwszy raz w życiu.
Jurek pieści mnie coraz bardziej intensywnie. Rytmicznie, mocno przyciąga mnie
do siebie, gdy jego dłonie znajdują się tam, gdzie pośladki
stykają się z udami. Ogarnia mnie dzika radość i
dochodzę...przestaję go całować i cała nieruchomieję, odchylam
głowę, a on przygryza moją brodę.
-
Trzymaj mnie bo zaraz upadnę- proszę go ostatkiem sił.
-
Moja dziewczynka była bardzo spragniona- mówi ciepło- podobało ci
się? Nie bój się trzymam cię- obejmuje go za szyję i chowam się
w jego ramionach, czuję lekki...wstyd? Zażenowanie? Jak ja na niego
teraz spojrzę? Stoimy tak chwilę, Jurek odzywa się pierwszy-
wszystko dobrze?- próbuje na mnie spojrzeć, ale skutecznie się
przed nim kryję w zagłębieniu jego szyi- hej mała, odezwij się-
lekko mnie od siebie odsuwa- co jest?
Decyduję
się odpowiedzieć.
-
Było mi bardzo dobrze, ale trochę mi wstyd.
-
Dlaczego?- znowu unikam jego wzroku, chwyta w dwa palce moja brodę i
zmusza mnie bym patrzyła mu w oczy- nie zrobiłaś nic złego, coś
tak przyjemnego nie może być złe. Poza tym zobacz- nadal jesteś w
ubraniu- i na ustach pojawia się ten jego szelmowski uśmiech –
chodźmy na tę kawę, bo jeszcze trochę i spóźnisz się do pracy-
dobrze, że chociaż on trzeźwo myśli.
Pijemy
kawę w milczeniu, ja bezmyślnie zajadam się bułeczkami. Jurek
bacznie mnie obserwuje. Ja jak zwykle mam w głowie kaskadę myśli.
To było nieziemskie przeżycie. Nikt nigdy mi tak nie zrobił. Czuję
się cudownie odprężona, ale gdzieś tam w środku ganię się za
to co się stało. Ostatecznie dochodzę do wniosku, że w tej chwili
miliony ludzi mają orgazm i to dodaje mi otuchy.
-
Doszłaś już do jakiś wniosków- Jurek z lekką ironią przerywa
mi zadumę.
- Tak,
myślę, że to wszystko twoja wina, ale do diabła podobało mi
się!- uśmiecham się zawadiacko, marszcząc nos.
- Moja
wina?!- jest oburzony, że tak to nazywam. Ale i bardzo z siebie zadowolony. Przyciąga mnie z całym
krzesłem do siebie i całuje mnie powyżej ust, zlizując cukier
puder, przymyka oczy i mówi- pycha!
Jest
taki intensywny, całkowicie mnie obezwładnia. O nie znowu czuje
motyle. Ale Jurek wstaje i sięga na kanapę po swoją marynarkę.
-
Pani Moniko, w drogę- zarządza i szybko się ubiera. Ależ on ma
nerwy, czy on nic nie czuje? Może powinnam coś zrobić? W końcu
jestem mu winna orgazm. Coś mi jednak podpowiada, że on wcale nie
chce niczego ode mnie w zamian. To dobrze, źle? Nie wiem? Ty rozum
wyłącz się na chwilę, błagam cię, jest rano, a ja już jestem
wykończona rozmyślaniem. Gasimy światło, wychodzimy na klatkę.
Jurek zamyka drzwi moimi kluczami, po czym mi je oddaje. Bardzo
szarmancko. Podaje mi ramię i jak stateczna para udajemy się na dół
do samochodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz