wtorek, 18 grudnia 2012

XVI

-Pani Moniko, jak wygląda kalendarz kolejnych spotkań?- pan Stefan wyszedł właśnie z gabinetu prezesa i podszedł do mojego biurka.
-Jurek ustalił, że ani dziś ani jutro nie będzie już spotkań. Rozmawiał z Pawłem, że handlowców nie można całkowicie odrywać od pracy i uważam, że słusznie, kiedy myślą o pracy z klientem, łatwiej im pracować koncepcyjnie nad wytycznymi do systemu..
-Też tak uważam, więc kiedy będą następne spotkania?
- W pełnym składzie w poniedziałek od 9:00 do 12:00, a potem we wtorek od 14:00 do końca dnia, później już w małych grupach roboczych.
- W grupach roboczych?
- Tak, Jurek podzielił cały system na procesy, procesy na zadania i każde z zadań przydzielił grupie roboczej, w ten sposób kilka tematów będzie się mogło toczyć jednocześnie- mówiąc to zastanawiam się kiedy to zrobił, przecież zajmuję mu ostatnio sporo czasu.
- Sprytnie, ten chłopak wie co robi. A jak współpraca?
- Dziękuję, bezproblemowo...
- Właśnie, ależ on się zmienił przez te lata w Norwegii, kiedyś niełatwo było do niego dotrzeć- pan Stefan chyba nie bardzo chce mnie słuchać, tak już ma, lubi wejść na jakiś temat i płynąć, byle ktoś go słuchał, ale, że tematem miał być Jurek zamieniam się w słuch,
- Tak, właśnie wspominał pobyt w Norwegii- próbowałam się wbić między słowa pana Stefana
- To była dla niego wielka szansa, wie pani, że znamy się od lat, kiedyś był moim studentem, ale kiedy zacząłem tu pracować odszedłem ostatecznie z uczelni, nadal jednak brałem udział w jego zwariowanych projektach. Na pewno pani wie, że jest laureatem wielu prestiżowych nagród. Był genialny, jest nadal, ale coś się w nim zmieniło, kiedyś był bardzo skryty, jakby w jakieś skorupie, po wyjeździe się zmienił, zrobił się taki przebojowy, zastanawiałem się czy go tam nie podmienili w tej Norwegii, gdyby nie ten geniusz...-pan Stefan przestaje mówić, zamyśla się nad tym co przed chwilą powiedział, zdejmuje okulary i przygryza zausznik, nie wiem, czy powinnam teraz coś powiedzieć, próbuje:
- No wie pan, wyjechał, zmienił otoczenie, poza tym dojrzał, takie rzeczy się zdarzają- pan Stefan zastanawia się nad moimi słowami, po czym jakby ocknął się ze snu, przeciera szkła okularów wyjęta z kieszeni chusteczką, zdecydowanie wkłada je na nos i mówi:
- Może, może. Myślę, że ten wypadek też miał na niego jednak jakiś wpływ...
Wypadek? Jaki wypadek? Muszę pozwolić mu mówić, może to klucz do wyjaśnienia jego zachowania, gdy temat schodzi na powody wyjazdu z Norwegii. No panie Stefanie, proszę mówić, dawno nikt nie słuchał pana z takim zaangażowaniem. Niestety w tej chwili z gabinetu wychylił się prezes.
- Panie Stefanie, dobrze, że pan tu jeszcze jest, proszę pozwolić na moment, zapomnieliśmy jeszcze o kwestii harmonogramu- cholera, jeszcze kilka minut i wiedziałabym więcej, a tak przepadło, nie będę już mogła wrócić do tego tematu. Może po prostu go zapytam? Jurka nie Stefana naturalnie, tak będzie najlepiej.
- Właśnie omawialiśmy go z panią Moniką, młodzież daje sobie świetnie radę, możemy im to zostawić- powiedział z uznaniem pan Stefan i wszedł do gabinetu prezesa.
Chciałam chwilę pomyśleć o tym, co usłyszałam od pana Stefana, ale przerywa mi telefon, patrzę na wyświetlacz, o kurczę siostra, no tak nie odzywałam się ostatnio, a zwykle słyszymy się codziennie, no góra co drugi dzień, odbieram pewna, że zbiorę ochrzan:
- Monika co się z tobą dzieje!?
- Cześć siostra, też się cieszę, że cię słyszę, nie martw się wszystko dobrze.
- To czemu się nie odzywasz?
- Oj, daj spokój, ty też nie dzwoniłaś.
- Dobra, dobra. Co się dzieje??- no nie da za wygraną...
- Mam sporo pracy, dostałam nowe zadanie do wykonania, zmieniamy w firmie cały system i mam opisać procesy, cały dzień poza zwykłymi rzeczami muszę jeszcze brać udział w spotkaniach, które to wszystko omawiają i budować z tego raport- próbuję jej zamydlić oczy.
- To super! Cieszę się, zawsze uważałam, że się tam trochę marnujesz. Na szczęście wreszcie cię docenili! A co poza tym? Czemu do nas nie wpadłaś któregoś wieczora?
- Padam z nóg jak wracam z pracy- wzdycham- no i poznałam kogoś- mówię nieco ciszej, a przy tym bezwiednie się uśmiecham
- No i to jest konkret!! Dopiero teraz mi o tym mówisz. To teraz rozumiem, że nie masz czasu, ale może spotkamy się dziś, to wszystko mi opowiesz?
- Marta, przepraszam cię, ale już się umówiłam...
- Dobra, dobra, ale w sobotę się nie wykręcisz, to co widzimy się u rodziców, pa.
- Pa- o kurczę, w ten weekend obiecaliśmy zjechać do rodziców, na śmierć bym zapomniała. Boże to straszne, przez niego zapominam o rodzinie, niedobrze, muszę się trochę wziąć w garść. Wszystko toczy się zbyt szybko. Ten wyjazd dobrze mi zrobi. Będę miała chwilę by się nad wszystkim zastanowić.
W czasie moich rozmów przyszło do mnie trochę maili. Zajęłam się nimi, a potem spadły na mnie kolejne sprawy i tak zrobiła się 13:00. Czuję straszny głód. Postanawiam wyskoczyć do sklepiku po jakąś drożdżówkę. Narzucam płaszcz, chwytam z torebki portfel i już biegnę po schodach w dół. Kiedy jestem na dole, spostrzegam w holu Jurka. Gorączkowo rozmawia przez telefon. Przez chwilę mu się przyglądam. Ma zatroskaną minę. Po chwili i on mnie dostrzega. Stoi tak przez chwilę wpatrując się we mnie. Jego wzrok nieco się rozmiękcza. Jakie to miłe. Daje mi znać, żebym chwilkę zaczekała. Jest bardzo przystojny, ale czy jeszcze niedawno też by mi się podobał? Jest blondynem, a ja zawsze wolałam ciemnowłosych. Jego włosy są bardzo krótkie, nieco dłuższe na górze i te są fajnie zmierzwione. Ma męską twarz z mocno zaznaczona żuchwą. Jego zielone oczy teraz wpatrują się we mnie ze spokojem, ale ogólnie ich wyraz jest raczej smutny, zatroskany? Jego brwi są kilka tonów ciemniejsze od włosów, co daje efekt jakby włosy rozjaśniły mu się na słońcu. Musiał nieźle wpasować się w tłum Norwegów, no może poza karnacją. Jego skóra jest bardzo ciepła, lekko brązowa. Stoi teraz kilka kroków ode mnie, wyprostowany, w lekkim rozkroku. Prawą ręką trzyma telefon, lewą ma w kieszeni spodni. Nie ma na sobie krawata, górny guzik koszuli jest rozpięty, a rękawy koszuli podwinięte, jakby ktoś go oderwał od jakiegoś wyczerpującego zajęcia. Mówi do rozmówcy, że teraz już musi kończyć, ale bardzo go prosi, żeby zastanowił się nad jego propozycją. Kończy rozmowę i zbliża się do mnie kocimi ruchami. Nie widziałam go zaledwie kilka godzin, ale teraz czuje jak bardzo brakowało mi jego bliskości. Staje bardzo blisko mnie, ale nie dotyka mnie.
- Właśnie miałem do ciebie zajrzeć i zapytać czy nie masz ochoty na coś do jedzenia?- mówi.
- A ja właśnie wybieram się po drożdżówkę do sklepu- nie mogę opanować uśmiechu na jego widok.
- To może wybierzemy się gdzieś razem?
- Nie bardzo mam czas, muszę nadrobić czas spędzony na spotkaniach, chciałam coś przegryźć szybko i wrócić do pracy.
- Ok, to zjemy razem drożdżówkę, chociaż bułki już dziś były, nie ma czegoś innego w tym sklepie?
- Tylko to na szybko przyszło mi do głowy- kurczę ma rację, jem za dużo bułek.
- Zaczekaj chwilkę, wezmę płaszcz i pójdziemy razem, będę cię miał chociaż przez chwilę- znika za ciężkimi drzwiami IT. Niewiele osób ma tam wstęp. „Będę cię miał chociaż przez chwilę”- nikt nigdy nie zwracał się do mnie w ten sposób. Czy to jego naturalny sposób komunikacji, czy też sposób na uwiedzenie dziewczyny. Zawsze byłam na to odporna, ale w jego ustach brzmi to jakoś inaczej. Chyba dam się uwieść. Za chwilę jest już koło mnie.
- Chodź, zobaczymy czym cię dziś nakarmimy- no i znowu to samo, czuje się taka mała przy nim, taka zaopiekowana.
Sklep jest nie daleko. W budynku obok. W sklepie kupują chyba tylko pracownicy okolicznych biurowców. O tej porze jest mała kolejka. Kilka osób przed nami stoi wesoły Mareczek.
- Monika, chodź zająłem ci kolejkę!- woła do mnie by inni klienci go słyszeli- za chwilę nieco się chmurzy, widząc, że nie przyszłam sama.
- Dzięki!- odpowiadam- muszę się jeszcze chwilę zastanowić.- Patrzę na Jurka, jest zadowolony z mojej odpowiedzi. Kolejka posuwa się szybko. Marek kupuje papierosy i kieruje się do wyjścia.
- To na razie- rzuca szybko- do zobaczenia w biurze.
- Na razie- odpowiadamy z Jurkiem równocześnie. Gdy marek znika, Jurek patrzy chwile w jego kierunku, po czym gwałtownie odwraca głowę i mówi:
- Nie cierpię takich cwaniaczków, czy w Polsce nadal działa obchodzenie zasad? Czy coś się zmieniło...
- Daj spokój, niestety nic się nie zmieniło, ale to tylko kolejka, chciał dobrze.
- Jak ktoś postępuje tak w kolejce, to tak samo robi i w innych dziedzinach, albo są zasady, albo ich nie ma- nadeszła nasza kolej, a ja nadal nie wiem co mogłabym tu kupić poza drożdżówką, Jurek jest jednak zdecydowany i zwraca się do sprzedawczyni- poprosimy opakowanie wędzonego łososia, paczkowana sałatę, jogurt naturalny, tymianek i dwa soki marchwiowe jednodniowe- to można to wszystko tu kupić, nigdy nie zwróciłam na to uwagi- coś jeszcze dla ciebie?-zwraca się do mnie.
- Nie, dziękuje- odpowiadam zastanawiając się co che z tym zrobić.
Wracamy do firmy i kieruje się za nim do kuchni na dole. Rzadko tu zaglądam, pracuje raczej na górze i tam korzystam z kuchni. Ale wolę pobyć chwilę tutaj. Na górze jest teraz pełno ludzi, a chcę być z Jurkiem sam na sam, choć przez chwilę. Nie do końca nam się udaje skryć. W tej kuchni natykamy się na jednego z czarnych swetrów działu IT, ale kompletnie nas nie dostrzega. Parzy sobie dziwnie pachnący napar i jest w wielkich słuchawkach. Jurek kontrolnie zgaduje do niego:
- Czego słuchasz Robo?
Cisza...
- Chyba nas nie słyszy- uśmiecha się do mnie Jurek i wtedy Robo odwraca się i wzdryga na nasz widok.
-Sorry, myślałem, że jestem sam, ale ja skończyłem, nara- i na szczęście wychodzi.
Jurek sięga do zmywarki i wyjmuje dwa talerze, kubek, łyżeczkę, dwa widelce i nóż. Rozrywa opakowanie sałaty i łososia. Układa sałatę na talerzach, potem dzieli łososia na mniejsze kawałki i kładzie na sałacie. Miesza w kubku jogurt z tymiankiem i polewa dwie porcje. Wszystko zajmuje mu minutę. Podaje mi widelec i posuwa do mnie jeden z talerzy:
-Smacznego- jest bardzo z siebie zadowolony, widząc moje zaskoczenie.
- Kurczę, to takie proste- mówię i zabieram się za sałatkę.
- Jak ci mija dzień?- pyta Jurek
- Szybko, mam sporo pracy, ach był u mnie dziś pan Stefan i sprawdzał harmonogram na kolejne dni. Wygląda na to, że jest tobą zachwycony, mówi, że jesteś genialny. Jurek wygląda na zażenowanego komplementem.
- Mówił coś jeszcze?- stara się ukryć dziwne poruszenie jakie wywołała w nim wiadomość o mojej rozmowie z panem Stefanem. Właśnie do mnie dotarło, że on chce coś przede mną ukryć, a może nie chce o tym mówić.
- Właściwe to nie...- obserwuje go i przyjmuje plotkarski ton- ...a, mówił coś jeszcze, że się zmieniłeś- spina się coraz bardziej, nie patrzy na mnie- podejrzewa, że to przez twój pobyt w Norwegii.
Widzę, że Jurek szybko się opanowuje, prostuje się krześle i spogląda na mnie oceniając, czy coś zauważyłam. Tak, zauważyłam, ale nie daję tego po sobie poznać. Chce mi pokazać, że jest zniecierpliwiony zachowaniem Stefana i mówi z pobłażaniem:
- Eh, stary, poczciwy Stefan. Był moim wykładowcą, jakieś sto lat temu.
- Doprawdy- pozwalam się wciągnąć w tę konwencję, ale już wiem, że w Norwegii coś się wydarzyło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz