-Pani
Moniko, jak wygląda kalendarz kolejnych spotkań?- pan Stefan
wyszedł właśnie z gabinetu prezesa i podszedł do mojego biurka.
-Jurek
ustalił, że ani dziś ani jutro nie będzie już spotkań.
Rozmawiał z Pawłem, że handlowców nie można całkowicie odrywać
od pracy i uważam, że słusznie, kiedy myślą o pracy z klientem,
łatwiej im pracować koncepcyjnie nad wytycznymi do systemu..
-Też
tak uważam, więc kiedy będą następne spotkania?
- W
pełnym składzie w poniedziałek od 9:00 do 12:00, a potem we wtorek
od 14:00 do końca dnia, później już w małych grupach roboczych.
-
W grupach roboczych?
-
Tak, Jurek podzielił cały system na procesy, procesy na zadania i
każde z zadań przydzielił grupie roboczej, w ten sposób kilka
tematów będzie się mogło toczyć jednocześnie- mówiąc to
zastanawiam się kiedy to zrobił, przecież zajmuję mu ostatnio
sporo czasu.
-
Sprytnie, ten chłopak wie co robi. A jak współpraca?
-
Dziękuję, bezproblemowo...
-
Właśnie, ależ on się zmienił przez te lata w Norwegii, kiedyś
niełatwo było do niego dotrzeć- pan Stefan chyba nie bardzo chce
mnie słuchać, tak już ma, lubi wejść na jakiś temat i płynąć,
byle ktoś go słuchał, ale, że tematem miał być Jurek zamieniam
się w słuch,
-
Tak, właśnie wspominał pobyt w Norwegii- próbowałam się wbić
między słowa pana Stefana
-
To była dla niego wielka szansa, wie pani, że znamy się od lat,
kiedyś był moim studentem, ale kiedy zacząłem tu pracować
odszedłem ostatecznie z uczelni, nadal jednak brałem udział w jego
zwariowanych projektach. Na pewno pani wie, że jest laureatem wielu
prestiżowych nagród. Był genialny, jest nadal, ale coś się w nim
zmieniło, kiedyś był bardzo skryty, jakby w jakieś skorupie, po
wyjeździe się zmienił, zrobił się taki przebojowy, zastanawiałem
się czy go tam nie podmienili w tej Norwegii, gdyby nie ten
geniusz...-pan Stefan przestaje mówić, zamyśla się nad tym co
przed chwilą powiedział, zdejmuje okulary i przygryza zausznik, nie
wiem, czy powinnam teraz coś powiedzieć, próbuje:
-
No wie pan, wyjechał, zmienił otoczenie, poza tym dojrzał, takie
rzeczy się zdarzają- pan Stefan zastanawia się nad moimi słowami,
po czym jakby ocknął się ze snu, przeciera szkła okularów wyjęta
z kieszeni chusteczką, zdecydowanie wkłada je na nos i mówi:
-
Może, może. Myślę, że ten wypadek też miał na niego jednak
jakiś wpływ...
Wypadek?
Jaki wypadek? Muszę pozwolić mu mówić, może to klucz do
wyjaśnienia jego zachowania, gdy temat schodzi na powody wyjazdu z
Norwegii. No panie Stefanie, proszę mówić, dawno nikt nie słuchał
pana z takim zaangażowaniem. Niestety w tej chwili z gabinetu
wychylił się prezes.
-
Panie Stefanie, dobrze, że pan tu jeszcze jest, proszę pozwolić na
moment, zapomnieliśmy jeszcze o kwestii harmonogramu- cholera,
jeszcze kilka minut i wiedziałabym więcej, a tak przepadło, nie
będę już mogła wrócić do tego tematu. Może po prostu go
zapytam? Jurka nie Stefana naturalnie, tak będzie najlepiej.
-
Właśnie omawialiśmy go z panią Moniką, młodzież daje sobie
świetnie radę, możemy im to zostawić- powiedział z uznaniem pan
Stefan i wszedł do gabinetu prezesa.
Chciałam
chwilę pomyśleć o tym, co usłyszałam od pana Stefana, ale
przerywa mi telefon, patrzę na wyświetlacz, o kurczę siostra, no
tak nie odzywałam się ostatnio, a zwykle słyszymy się codziennie,
no góra co drugi dzień, odbieram pewna, że zbiorę ochrzan:
-
Monika co się z tobą dzieje!?
-
Cześć siostra, też się cieszę, że cię słyszę, nie martw się
wszystko dobrze.
-
To czemu się nie odzywasz?
-
Oj, daj spokój, ty też nie dzwoniłaś.
-
Dobra, dobra. Co się dzieje??- no nie da za wygraną...
-
Mam sporo pracy, dostałam nowe zadanie do wykonania, zmieniamy w
firmie cały system i mam opisać procesy, cały dzień poza zwykłymi
rzeczami muszę jeszcze brać udział w spotkaniach, które to
wszystko omawiają i budować z tego raport- próbuję jej zamydlić
oczy.
-
To super! Cieszę się, zawsze uważałam, że się tam trochę
marnujesz. Na szczęście wreszcie cię docenili! A co poza tym?
Czemu do nas nie wpadłaś któregoś wieczora?
-
Padam z nóg jak wracam z pracy- wzdycham- no i poznałam kogoś-
mówię nieco ciszej, a przy tym bezwiednie się uśmiecham
-
No i to jest konkret!! Dopiero teraz mi o tym mówisz. To teraz
rozumiem, że nie masz czasu, ale może spotkamy się dziś, to
wszystko mi opowiesz?
-
Marta, przepraszam cię, ale już się umówiłam...
-
Dobra, dobra, ale w sobotę się nie wykręcisz, to co widzimy się u
rodziców, pa.
-
Pa- o kurczę, w ten weekend obiecaliśmy zjechać do rodziców, na
śmierć bym zapomniała. Boże to straszne, przez niego zapominam o
rodzinie, niedobrze, muszę się trochę wziąć w garść. Wszystko
toczy się zbyt szybko. Ten wyjazd dobrze mi zrobi. Będę miała
chwilę by się nad wszystkim zastanowić.
W
czasie moich rozmów przyszło do mnie trochę maili. Zajęłam się
nimi, a potem spadły na mnie kolejne sprawy i tak zrobiła się
13:00. Czuję straszny głód. Postanawiam wyskoczyć do sklepiku po
jakąś drożdżówkę. Narzucam płaszcz, chwytam z torebki portfel
i już biegnę po schodach w dół. Kiedy jestem na dole, spostrzegam
w holu Jurka. Gorączkowo rozmawia przez telefon. Przez chwilę mu
się przyglądam. Ma zatroskaną minę. Po chwili i on mnie
dostrzega. Stoi tak przez chwilę wpatrując się we mnie. Jego wzrok
nieco się rozmiękcza. Jakie to miłe. Daje mi znać, żebym chwilkę
zaczekała. Jest bardzo przystojny, ale czy jeszcze niedawno też by
mi się podobał? Jest blondynem, a ja zawsze wolałam ciemnowłosych.
Jego włosy są bardzo krótkie, nieco dłuższe na górze i te są
fajnie zmierzwione. Ma męską twarz z mocno zaznaczona żuchwą.
Jego zielone oczy teraz wpatrują się we mnie ze spokojem, ale
ogólnie ich wyraz jest raczej smutny, zatroskany? Jego brwi są
kilka tonów ciemniejsze od włosów, co daje efekt jakby włosy
rozjaśniły mu się na słońcu. Musiał nieźle wpasować się w
tłum Norwegów, no może poza karnacją. Jego skóra jest bardzo
ciepła, lekko brązowa. Stoi teraz kilka kroków ode mnie,
wyprostowany, w lekkim rozkroku. Prawą ręką trzyma telefon, lewą
ma w kieszeni spodni. Nie ma na sobie krawata, górny guzik koszuli
jest rozpięty, a rękawy koszuli podwinięte, jakby ktoś go oderwał
od jakiegoś wyczerpującego zajęcia. Mówi do rozmówcy, że teraz
już musi kończyć, ale bardzo go prosi, żeby zastanowił się nad
jego propozycją. Kończy rozmowę i zbliża się do mnie kocimi
ruchami. Nie widziałam go zaledwie kilka godzin, ale teraz czuje jak
bardzo brakowało mi jego bliskości. Staje bardzo blisko mnie, ale
nie dotyka mnie.
-
Właśnie miałem do ciebie zajrzeć i zapytać czy nie masz ochoty
na coś do jedzenia?- mówi.
-
A ja właśnie wybieram się po drożdżówkę do sklepu- nie mogę
opanować uśmiechu na jego widok.
-
To może wybierzemy się gdzieś razem?
-
Nie bardzo mam czas, muszę nadrobić czas spędzony na spotkaniach,
chciałam coś przegryźć szybko i wrócić do pracy.
-
Ok, to zjemy razem drożdżówkę, chociaż bułki już dziś były,
nie ma czegoś innego w tym sklepie?
-
Tylko to na szybko przyszło mi do głowy- kurczę ma rację, jem za
dużo bułek.
-
Zaczekaj chwilkę, wezmę płaszcz i pójdziemy razem, będę cię
miał chociaż przez chwilę- znika za ciężkimi drzwiami IT.
Niewiele osób ma tam wstęp. „Będę cię miał chociaż przez
chwilę”- nikt nigdy nie zwracał się do mnie w ten sposób. Czy
to jego naturalny sposób komunikacji, czy też sposób na uwiedzenie
dziewczyny. Zawsze byłam na to odporna, ale w jego ustach brzmi to
jakoś inaczej. Chyba dam się uwieść. Za chwilę jest już koło
mnie.
-
Chodź, zobaczymy czym cię dziś nakarmimy- no i znowu to samo,
czuje się taka mała przy nim, taka zaopiekowana.
Sklep
jest nie daleko. W budynku obok. W sklepie kupują chyba tylko
pracownicy okolicznych biurowców. O tej porze jest mała kolejka.
Kilka osób przed nami stoi wesoły Mareczek.
-
Monika, chodź zająłem ci kolejkę!- woła do mnie by inni klienci
go słyszeli- za chwilę nieco się chmurzy, widząc, że nie
przyszłam sama.
-
Dzięki!- odpowiadam- muszę się jeszcze chwilę zastanowić.-
Patrzę na Jurka, jest zadowolony z mojej odpowiedzi. Kolejka posuwa
się szybko. Marek kupuje papierosy i kieruje się do wyjścia.
-
To na razie- rzuca szybko- do zobaczenia w biurze.
-
Na razie- odpowiadamy z Jurkiem równocześnie. Gdy marek znika,
Jurek patrzy chwile w jego kierunku, po czym gwałtownie odwraca
głowę i mówi:
-
Nie cierpię takich cwaniaczków, czy w Polsce nadal działa
obchodzenie zasad? Czy coś się zmieniło...
-
Daj spokój, niestety nic się nie zmieniło, ale to tylko kolejka,
chciał dobrze.
-
Jak ktoś postępuje tak w kolejce, to tak samo robi i w innych
dziedzinach, albo są zasady, albo ich nie ma- nadeszła nasza kolej,
a ja nadal nie wiem co mogłabym tu kupić poza drożdżówką, Jurek
jest jednak zdecydowany i zwraca się do sprzedawczyni- poprosimy
opakowanie wędzonego łososia, paczkowana sałatę, jogurt
naturalny, tymianek i dwa soki marchwiowe jednodniowe- to można to
wszystko tu kupić, nigdy nie zwróciłam na to uwagi- coś jeszcze
dla ciebie?-zwraca się do mnie.
-
Nie, dziękuje- odpowiadam zastanawiając się co che z tym zrobić.
Wracamy
do firmy i kieruje się za nim do kuchni na dole. Rzadko tu zaglądam,
pracuje raczej na górze i tam korzystam z kuchni. Ale wolę pobyć
chwilę tutaj. Na górze jest teraz pełno ludzi, a chcę być z
Jurkiem sam na sam, choć przez chwilę. Nie do końca nam się udaje
skryć. W tej kuchni natykamy się na jednego z czarnych swetrów
działu IT, ale kompletnie nas nie dostrzega. Parzy sobie dziwnie
pachnący napar i jest w wielkich słuchawkach. Jurek kontrolnie
zgaduje do niego:
-
Czego słuchasz Robo?
Cisza...
-
Chyba nas nie słyszy- uśmiecha się do mnie Jurek i wtedy Robo
odwraca się i wzdryga na nasz widok.
-Sorry,
myślałem, że jestem sam, ale ja skończyłem, nara- i na szczęście
wychodzi.
Jurek
sięga do zmywarki i wyjmuje dwa talerze, kubek, łyżeczkę, dwa
widelce i nóż. Rozrywa opakowanie sałaty i łososia. Układa
sałatę na talerzach, potem dzieli łososia na mniejsze kawałki i
kładzie na sałacie. Miesza w kubku jogurt z tymiankiem i polewa
dwie porcje. Wszystko zajmuje mu minutę. Podaje mi widelec i posuwa
do mnie jeden z talerzy:
-Smacznego-
jest bardzo z siebie zadowolony, widząc moje zaskoczenie.
-
Kurczę, to takie proste- mówię i zabieram się za sałatkę.
-
Jak ci mija dzień?- pyta Jurek
-
Szybko, mam sporo pracy, ach był u mnie dziś pan Stefan i sprawdzał
harmonogram na kolejne dni. Wygląda na to, że jest tobą
zachwycony, mówi, że jesteś genialny. Jurek wygląda na
zażenowanego komplementem.
-
Mówił coś jeszcze?- stara się ukryć dziwne poruszenie jakie
wywołała w nim wiadomość o mojej rozmowie z panem Stefanem.
Właśnie do mnie dotarło, że on chce coś przede mną ukryć, a
może nie chce o tym mówić.
-
Właściwe to nie...- obserwuje go i przyjmuje plotkarski ton- ...a,
mówił coś jeszcze, że się zmieniłeś- spina się coraz
bardziej, nie patrzy na mnie- podejrzewa, że to przez twój pobyt w
Norwegii.
Widzę,
że Jurek szybko się opanowuje, prostuje się krześle i spogląda
na mnie oceniając, czy coś zauważyłam. Tak, zauważyłam, ale nie
daję tego po sobie poznać. Chce mi pokazać, że jest
zniecierpliwiony zachowaniem Stefana i mówi z pobłażaniem:
-
Eh, stary, poczciwy Stefan. Był moim wykładowcą, jakieś sto lat
temu.
-
Doprawdy- pozwalam się wciągnąć w tę konwencję, ale już wiem,
że w Norwegii coś się wydarzyło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz