wtorek, 4 grudnia 2012

VI

Nie mogłam się już skupić na niczym, nie mogłam zrozumieć jak facet mógł mnie tak obezwładnić tym, że... jest. Jak to możliwe, że przecież nie rozmawiała z nim pierwszy raz a właśnie teraz zareagowałam tak na kilka wymienionych zdań, kilka spojrzeń (ach jakich głębokich), na jeden dotyk. Muszę się opanować, bardzo chcę się z nim znowu spotkać, ojej to będzie zaraz, chwyciłam kosmetyczkę i pobiegłam do łazienki. Lustro odpowiedziało akceptacją, wyglądałam na prawdę dobrze, mimo całego dnia w pracy, przypudrowałam nieco twarz, dotknęłam rzęsy szczoteczką od tuszu i zaznaczyłam usta połyskliwym błyszczykiem w kolorze wina.
Wróciłam do swojego biurka. Dałam znać szefowi, że już wychodzę. Założyłam płaszcz w konikowym kolorze, kiedy chciałam wyciągnąć spod płaszcza swój koński ogon, ktoś mnie wyręczył. Odwróciła się, to on, sprawca mojego odurzenia.
- Idziemy?- zapytał.
- Tak- odpowiedziała, ale myślałam tylko o tym jak się nie rozpaść na kawałeczki.
Podmuch listopadowego wiatru zadziałał na mnie niezawodnie kojąco. Zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko. Co będzie, to będzie, nie pisz scenariuszy, idź i po prostu pogadaj z miłym i przystojnym facetem, próbowałam przekonać sama siebie, że to nic wielkiego, ot zwykłe spotkanie dwójki razem pracujących ludzi, by się lepiej poznać. Przecież to nie pierwszy raz, umawiałam się już przecież z kolegami z pracy. Nagle odezwał się mój telefon, jako dzwonek miałam ustawiony wstęp do „Child of mine” Gunsów, co ewidentnie go rozbawiło.
- Przepraszam cię, odbiorę...Tak panie Tomku? O nie, na śmierć zapomniałam, momencik....Słuchaj- zwróciłam się do Jurka- awaria, zapomniałam, że dziś mam odebrać samochód z warsztatu, możemy to przełożyć?
- O nie ma mowy, chodź, zawiozę cię- i wskazał mi drogę do swojego samochodu.
- Panie Tomku, będę za 15 minut.- spojrzałam na Jurka z wdzięcznością.
Dotarli do parkingu. Jurek nacisnął kluczyk i rozświetliło się czarne Volvo XC 90. Odprowadził mnie do drzwi pasażera, otworzył je i podał mi rękę, bym mogła z gracją znaleźć się w środku. Zatrzasnął drzwi i podbiegł do swoich drzwi. Jednym susem znalazł się w środku. Uruchomił silnik i zapytał:
- Dokąd?
- Łopuszańska, dosłownie kilka kilometrów stąd, ale może być korek. Przepraszam cię, kompletnie o tym zapomniałam, to chyba przez to zebranie, trochę jestem nim oszołomiona, to pierwsze takie moje duże zadanie.
- Już miałem nadzieję, że to mój wdzięk tak cię poruszył, a to tylko praca- powiedział zawadiacko.
Na szczęście patrzył na drogę, było już ciemno, więc nie widział jak się zarumieniłam. Dobra moja, myśli, że to przez pracę, uff, nie wyjdę na kompletną kretynkę. Jurek wymijając inne samochody, sprawnie dojechał na miejsce. Nieźle jak na jajogłowego z IT, Jureczek ma polot.
- Chodź, odbierzemy twoje autko, a potem gdzieś pójdziemy. Na co masz ochotę? Jeśli jesteś głodna, zjemy gdzieś obiad, a jeśli nie bardzo, to proponuję jakieś ciacho i kawę, oboje jesteśmy samochodami, więc drinki innym razem.
- Wolę kawę i ciacho, jak się okaże, że jesteś nudziarzem, będę mogła się szybciej zmyć- powiedziałam trochę za szybko, a potem zostało już tylko liczyć na jego poczucie humoru.
- Zawsze mówisz, to co myślisz?- popatrzył mi w oczy, ściągając brwi, trwało to chwilę, po czym szybko rozluźnił twarz i dodał- nie wiesz nawet jaka to ulga, po tych głupich gąskach, które tu ostatnio spotykałem, chodź po autko.
- Znaczy masz na myśli kobiety, mówiąc o tych gąskach.
- Nie, mam na myśli gąski- otworzył drzwi do recepcji warsztatu.
Akurat za kontuarem stał pan Tomek, który od kilku lat zajmował się z czułością moim ukochanym ,zdobytym nie bez wyrzeczeń samochodem.
- Wszystko gotowe pani Moniko, poza standardowymi rzeczami niczego mu nie potrzeba więcej. Oto fakturka.
- Niby standardzik, ale i tak boli, mogę kartą- sięgnęłam do portfela.
Po transakcji pan Tomek oddał mi kluczyki i wskazał miejsce, w którym zaparkowano jej wóz. Ciekawe czy zaskoczę Jurka moim autkiem. Jurek ruszył za mną. Zatrzymałam się przed kilkoma samochodami i wcisnęłam przycisk, tym razem rozświetliło się równie czarne co samochód Jurka, Volvo C70.
- Widzę, że też lubisz Volvo- roześmiał się Jurek- jest fantastyczne.
- To mój pierwszy Volvo, mam go od kilku lat i bardzo sobie chwalę. To gdzie na tę kawkę? A może jednak obiad? Może ty jesteś głodny?- znowu wyrwało mi się bez namysłu, kurczę ja mogę nie chcieć jeść, ale to nie znaczy, że sporych rozmiarów facet po całym dniu pracy nie miałby ochoty czegoś przekąsić.
- Wolę kawę, bo jak okażesz się nudziarą....- zripostował.
- Czyli kawka, opcja bezpieczna, jakieś propozycje?
- A gdzie mieszkasz? Znajdźmy coś w pobliżu, żebyś nie musiała potem wracać przez całą Warszawę.
- Na Mokotowie...
- To wybór jest prosty, idziemy do Starego Domu.
- Skusiłeś mnie, uwielbiam ich bezowe torty.
- Jedźmy zatem pod twój dom, zostawisz samochód, a potem pojedziemy moim do kawiarni.
- OK- podobał jej się ten pomysł. Kurczę, czuje się nadzwyczaj dobrze w jego towarzystwie.
Jechaliśmy tak razem w oddzielnych samochodach przez Warszawę. Miasto o tej porze nie było zbyt przyjazne dla zmotoryzowanych, ale wreszcie dotarliśmy na miejsce. Usiedliśmy w samym kącie, przy oknie. Zamówiliśmy kawę i po kawałku najpyszniejszej bezy w mieście.
- Opowiadaj- postanowiłam czegoś się o nim dowiedzieć.
- A o czym?- dopytał Jurek.
- No skąd się wziąłeś w naszej firmie?!
- Ah, to cię interesuje, a więc, szukaliście specjalisty do spraw rozwoju systemu, a ja takim poniekąd jestem no i się wziąłem.
- No dobrze, ale nie dawaliśmy żadnego ogłoszenia, nie było rekrutacji, żadna agencja dla nas nie węszyła...
- Jesteś dociekliwa, to dobrze wróży wykonaniu twojego WELKIEGO zadania. Masz rację. Wiesz, tak się złożyło, ja właśnie skończyłem mój poprzedni projekt, rozglądałem się za czymś nowym i ciekawym, a mój stary znajomy Stefan właśnie zaczął omawiać z prezesem wstępne założenia nowego systemu i tak od słowa do słowa, od czynu do czynu przeszedłem do Yellow Pages.
- Przeszedłeś? Skąd? Przepraszam, że tak się dopytuję, po prostu bardzo mnie to ciekawi...
- To żadna tajemnica, wcześniej pracowałem w Norwegii dla tamtejszego koncernu naftowego.
Byłam pod wrażeniem, tylko dlaczego zamienił Norwegię na Polskę, koncern naftowy na Yellow Pages.
- A ty?- teraz on próbował czegoś dowiedzieć się o mnie- jak ty się tu znalazłaś?
- Banał, moja pierwsza poważna podjęta jeszcze na studiach i tak już zostało, o kurczę to już... 4 lata.
- A co studiowałaś?
- Przy twojej opowieści, aż wstyd się przyznać- zarządzanie.
- Dlaczego wstyd?
- Wiesz, teraz wszyscy są po zarządzaniu, trochę to deprymujące, a najgorsze jest to, że ja się tam znalazłam na prawdę z zamiłowania, a trzy czwarte koleżeństwa z roku było tam, dlatego, że było to modne w tamtym czasie, gdy zaczynaliśmy. Na teraz postrzegam ten wybór jako najgorszy błąd w moim życiu, ale dobrnęłam jakoś do końca. Teraz jestem na etapie wyczekiwania inspiracji, co dalej zrobić ze swoim życiem.
Rozmowa potoczyła się dalej i przeciągnęła aż do kolacji. Przenieśliśmy się jednak do restauracji, gdzie jednak postanowiliśmy zjeść coś bardziej konkretnego. Delektując się pysznościami słuchałam doskonale opowiedzianej historii o Jurku i jego przygodzie z Norwegią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz