wtorek, 4 grudnia 2012

VII

Jurek wyjechał do Norwegii kilka lat temu, prawie zaraz po studiach. Chociaż tak tego nie nazwał, był młodym geniuszem programowania. Zajmował się tym od dziecka, a na studiach dystansował kolegów i zadziwiał wykładowców, którzy wynajdowali dla niego różne plebiscyty i konkursy, w których brał udział. Większość z nich odbywała się za granicą, więc w czasie studiów Jurek odwiedził wiele miejsc. Zwrócił na siebie uwagę norweskiego koncernu naftowego, który zlecał mu początkowo pewne zadania. Kiedy tylko obronił pracę Norwegowie zaproponowali mu przyjazd do pracy. Postanowił skorzystać z propozycji. Praca totalnie spełniła jego oczekiwania, zadań było mnóstwo, ale jedno ciekawsze od drugiego, nie mógł trafić lepiej. Był całkowicie zabezpieczony finansowo i to jeszcze na kilka lat do przodu, dużo pracował, zarabiał nieźle, a nie bardzo miał czas na wydawanie pieniędzy.      Do Polski przyjeżdżał kilka razy do roku, spędzał z rodziną święta i urodziny, ale żył właściwie już tam. Mieszkał tam prawie 4 lata. Potem zdecydował się wrócić.
- Nie mogę w to uwierzyć, czemu wróciłeś?
Zauważyłam, że bardzo się spiął słysząc to pytanie.
- Tak wyszło...- odpowiedział- masz ochotę na deser?- zmienił temat.
- Nie, dzięki, nie dam rady więcej zjeść- przewróciłam oczami- poza tym deser już jedliśmy, na początku, pamiętasz?
- Racja- zamyślił się, ewidentnie temat powodu powrotu do Polski nie był dla niego łatwy, ale byłam strasznie ciekawa, co takiego się wydarzyło. Postanowiłam jednak nie dopytywać, w zamian za to oznajmiłam:
- Wiesz, strasznie późno się zrobiło, jest bardzo miło, ale chyba czas do domu.
- Wcale tego nie chcę, tak fajnie się rozmawia, a patrzeć na ciebie to prawdziwa przyjemność. Skoro jednak tego chcesz, odwiozę cię do domu. Rachunek proszę!- powiedział do kelnera.
Wyszliśmy z restauracji w doskonałych humorach. Do samochodu mieliśmy kilka kroków.
- Zapraszam- otworzył mi drzwi. Te jego gesty, niby takie oczywiste, były bardzo ujmujące. Brakowało mi traktowania mnie jak damę.
- Wprawdzie to wstyd jechać taki mały kawałek samochodem, ale dam się namówić, jestem bardzo zmęczona, ogłuszona jedzeniem i winem- wsiadłam z gracją na jaką tylko było mnie stać do auta.
- Już panią dowożę, wprost do łóżka.
Oby to była prawda zaśmiałam się w duchu, w życiu nie miała na nikogo takiej ochoty jak na niego w tej chwili, pokonałabym nawet zmęczenie. Eh, kogo ja oszukuję, ja i spontaniczne uniesienia nigdy nie szły w parze. Od czasów Adama nie kochałam się z żadnym facetem. Z paroma wymieniłam kilka pocałunków, ale na tym zawsze się kończyło, bo zawsze coś było nie tak.
Do tej pory dużo wyżej plasował się w moim zestawieniu przyjemności sen niż seks. Dziś, zdecydowanie seks objął prowadzenie. Nie miałam pojęcia jak sprawić by odczytał moje pragnienia, sama nie byłam ich pewna, trochę się zawstydziłam tym nagłym wybuchem mojej fantazji, więc póki co z pewnością zachowam je dla siebie. Poza tym zawsze rozum górował u mnie nad sercem. Daleko mi było do romantyczki, więcej- romantyzm trochę mnie drażnił. Skąd, więc ta fascynacja Aną i Christianem?? Z pewnością dzieje się ze mną coś dziwnego. I jeszcze on- skubaniec odbierał mi zdolność jasnego myślenia.
Zatrzymał się przed moją kamienicą, otworzył drzwi, podał ramię i odprowadził do drzwi klatki. Byłam zła, że ta droga od samochodu była taka krótka, eh trzeba było wybrać spacer z restauracji, dłużej mogłabym bezkarnie się do niego tulić. Nieśmiało trzymałam go pod ramię, wyczuł to i sięgnął po moja rękę by się nie wysunęła. Gdy byliśmy już przed drzwiami, wyjął moją rękę spod swojego ramienia i podniósł do ust, po czym pocałował moją dłoń nieco przeciągłym jak na zwykły gest pocałunkiem, jakby nie chciał mnie puścić. W odpowiedzi objęłam dłońmi jego twarz i pocałowałam go w kącik ust, sama nie mogłam w to uwierzyć, zaczynałam przejmować inicjatywę.
- Przepraszam, zwykle tego nie robię, ale chcę ci w ten sposób powiedzieć, że wieczór był udany bardziej niż zwykle.
Jurek westchnął w bardzo zmysłowy sposób. Objął mnie nieco śmielej za talię i przyciągnął do siebie. Przez chwile zabrakło mi tchu.
- Żebyś ty wiedziała co się za mną teraz dzieje- szepnął mi do ucha.
Już chciałam powiedzieć „wejdź ze mną na górę”, ale mnie uprzedził:
- I właśnie dlatego wykradnę ci ostatniego całusa i zniknę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz