Poranek zastał mnie w świetnym nastroju. Taki nastrój ma kobieta, która spotkała fantastycznego faceta i okazało się, że ona też nie jest mu obojętna, wpadła w stan zauroczenia i wyczekiwania na dalszy ciąg. Już wie, że ten dalszy ciąg nastąpi i nie może na niczym się skupić. Ma za to niepokojący błysk w oku i przyklejony do twarzy uśmiech. Nie musi robić wiele, by wyglądać obłędnie. Mimowolnie zakładam na siebie to, w czym wyglądam wspaniale. Twarz mi promienie, włosy układają się dziś same.
Jeszcze szybkie płatki przed wyjściem z domu, bo znów zaplanowałam, że będę się dobrze odżywiać, spakowałam też przygotowaną fritattę, bo to na zimno można zjeść w pracy i w drogę. Lekko sfrunęłam po schodach i otworzyłam drzwi. Gwałtowny, jesienny podmuch wiatru wyrwał mnie nieco z rozmarzenia, ale tylko na chwilę- jednak piękna jest ta jesień, nawet gdy pada. Szybkim krokiem ruszyłam na przystanek, akurat dziś byłam bez samochodu, nocował w warsztacie. Właściwie to chciało mi się skakać i tańczyć, ale opanowywałam się ostatkiem sił, uśmiech jednak nie był w stanie zniknąć mi z twarzy.
Wrócili do siebie, na prawdę wrócili, nie mogą bez siebie żyć i jest wspaniale, Ana Steel i Christian Grey są razem!!! Ciekawe co będzie dalej, na pewno pojawią się kłopoty, ale oni je przezwyciężą i już zawsze będą razem. Niech ten dzień już się skończy, bym mogła wrócić do czytania.
Już dawno nic nie wywołało u mnie takiego stanu, żaden facet z krwi i kości, żadna z randek, które ostatnimi czasy zaliczyłam. Nie oszukujmy się, nie było ich wiele, jakoś wymiotło wszystkich supermenów z mojego otoczenia ostatnimi czasy. Kurczę, zachowuję się jakby dotyczyło to mnie samej, a nie bohaterów ostatnio czytanej książki. Ma na mnie przemożny wpływ. Czuję się dzięki niej piękniejsza i kusząca. Chcę być jak Anastasia i chce spotkać swojego Greya, tylko to mnie interesuje, tylko to. Nie chcę byle jakiego pośredniego rozwiązania, nie chcę mdłego faceta, chce drugiego Greya!!!.
To będzie bardzo trudne. Póki co już od paru miesięcy nie napatoczył się nikt, kto wykraczałby poza pojęcie „pośredniego rozwiązania”. Ci którzy wykazywali mną względne zainteresowanie byli zwykle wesołkami z potężnego działu handlowego Yellow Pages, gdzie od kilku lat pracowałam. Lalusie przekonani o swojej wspaniałości, a tak na prawdę nie wiele warci kolesie. Spotkałam się z paroma, którzy dawali jakiekolwiek nadzieje na spędzenie miłego wieczoru, ale wieczór przed telewizorem i moim ulubionym Comedy Central byłby zdecydowanie ciekawszy.
Rozmyślając o Anie i Christianie dotarłam do firmy. Zarejestrowałam swoje wejście, minęłam milion osób, z którymi wypadało się przywitać, dotarłam do swojego biura, zdjęłam płaszcz i usiadłam za wielkim biurkiem. Włączyłam komputer, wstukałam hasło i dając sprzętowi chwilę do namysłu ruszyłam do kuchenki przygotować sobie kawę, kaweczkę, kawusię, napój bogów o tej porze dnia.
- UUU Monika! Super dziś wyglądasz, było coś??- to jeden z handlowych wesołków, fajny, można się pośmiać z nim i pożartować, nawet chwilę pogadać poważniej, ale nic więcej,
- Cześć Mareczku, dziękuję za komplement, ale to nie twoja sprawa.
- Ale mogłaby być moja, miło nam się rozmawiało, nieprawdaż.
- Niech ci będzie, że miło, ale nie zaiskrzyło.
- A to zawsze musi iskrzyć? Wy baby tylko byście chciały fajerwerków, trzęsienia ziemi i rycerza na białym koniu, ale to to tylko w bajkach. Można po prostu czasem miło spędzić czas, razem.
- To nie dla mnie, od dziś biorę tylko wszystko albo nic, żadnych randek dla zabicia czasu.
- Czemu od dziś? Co miało wpływ na takie mocne postanowienie...
- Dogłębna analiza własnych pragnień- powiedziałam to bardzo, bardzo uwodzicielsko, aż Mareczkowi zapewne zjeżyły się wszystkie włoski na karku. Zauważyłam, że zrobiło to na nim wrażenie, ale właśnie do kuchni wszedł rozbawiony tłum innych wesołków. Pogawędziliśmy sobie chwilkę jak zwykle o wszystkim i o niczym i ruszyliśmy do własnych zajęć.
Dzięki ci opatrzności za pracę, która zdejmuje z nas natrętne myśli dzięki załatwianiu setek maili, telefonów i tysiąca spraw. Zaraz pojawi się szef i pracy zrobi się jeszcze więcej, więc skup się dziewczyno.
- Dzień dobry Pani Moniko- od zestawienia miesięcznych kosztów oderwał mnie głos wchodzącego bossa- Bardzo elegancko dziś pani wygląda.
- Dzięki szefie, kawa?
- Poproszę.
- Madziu, możesz kawkę dla mojego szefa- zleciłam przez telefon na recepcję- dzięki.
Wróciłam do pracy.
- Pani Moniko, można?
- Tak już idę szefie.
- Pani Moniko- zaczął gdy tylko przekroczyłam próg jego niewyobrażalnie wielkiego biura- mamy już listopad, czas pomyśleć o wigilii dla pracowników firmy.
- Tak już się tym zajęłam, mam kilka ciekawych ofert, ale oczywiście możemy zamówić to co zwykle.
- Tak zrobimy, wszyscy się już przyzwyczaili do Zalewajki i swobodnie się tam czują, poza tym ma fajny klimat, pasujący do świąt Bożego Narodzenia.
- Okej sprawdzę terminy i wszystko zorganizuję.
- Dziękuję.
Kilka chwil zajęło mi ustalenie wszystkiego z restauracją, nasza ulubiona sala była wolna i to w piątek przed wigilią 21/12/2012, super. Jeszcze mail z akceptacją do szefa.
„Dziękuję Pani Moniko, proszę poinformować pracowników”.
„Szanowni Państwo,
miło mi w imieniu Prezesa poinformować, że tegoroczne spotkanie świąteczne odbędzie się w restauracji Zalewajka, 21/12/2012 o godzinie 17:00.
Pozdrawiam
Monika Stawo
Asystentka Prezesa Zarządu
Yellow Pages Sp. z o.o.”
Wysłałam maila i wróciłam do reszty zadań.
Dzwoneczek dał znać, że nadeszła wiadomość.
Pawełek z klubu wesołków: „21/12/2012 jest koniec świata”.
„Spędzimy go zatem miło razem”- odpowiedziałam bez namysłu, teraz się zacznie, milion zbędnych komentarzy od klubu wesołków.
Marcin z finansów: „Ja słyszałem, że koniec świata jest 12/12/12”, o proszę pion finansowy się włączył, dość niezwykłe.
Ponownie Paweł: „Masz złe informacje, Majowie zaplanowali go na pewno na 21/12/2012”.
„Pieprzę, ja koniec świata obchodzę 12/12/12!!!”- uparł się Marcin.
A to kto się włączył? Jurek Grejpner IT: „Czyżby panie Marcinie nie było to miganie się przed firmową kolacją?”, to dopiero niespodzianka, komentarz z IT był jeszcze bardziej zaskakujący niż ten z finansów. Oni nigdy nie wdają się w takie gadki.
A co mi tam, pomyślałam i wstukałam: „Cóż za przenikliwość panie Bond?”
Jurek IT: „Dziękuję Moneypenny”- oho, ktoś już był na nowym Bondzie. Daniel Craig jak zwykle wyglądał smakowicie, co dziwne, że tak myślę, bo zawsze wolałam ciemnowłosych, ale „nowy” Bond jest wyjątkiem, z nim chętnie bym się spotkała. Moje myśli pewnie poszybowałyby dalej, ale odezwał się boss:
- Pani Moniko!
- Idę szefie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz