Jurek
powtarza to co słyszałam od pana Stefana. Płynnie przechodzi do
opowieści o swoich studiach. Trochę żałuje, że studia minęły
mu faktycznie tylko na nauce i braniu udziału w różnych konkursach
i programach stypendialnych. Z punktu widzenia kariery nie mogło być
lepiej, ale poza tym lata na uczelni z perspektywy czasu, były
całkiem puste.
- Wcześniej
też było podobnie- kończy swój wywód- więc czego się
spodziewałem, nie można mieć wszystkiego. Ale dość o tym.
Skończyłaś?
- Tak
było pycha, wielkie dzięki, pokazałeś mi, że w pracy można
zjeść szybko coś zdrowszego niż drożdżówkę. Trochę mi
wstyd, to ja powinnam żywić ciebie- powiedziałam niepewnie.
- Nie
podejrzewałem cię o stereotypowe myślenie- ałć, ukuło mnie to
i chyba nie było powiedziane tak całkiem żartobliwie.
- Stąd
moje wahanie, nie wiem po prostu czego ty oczekujesz?- zrobiło się
poważnie. Jurek wkłada naczynia do zmywarki, podchodzi do mnie,
odwraca stojące obok mnie krzesło i siada na nim odwrotnie, tak,
że może położyć ramiona na oparciu. Patrzy mi prosto w oczy i
delikatnie się uśmiecha. Jak na zawołanie, jego spojrzenie znowu
budzi motyle w moim brzuchu. Nieco mnie to rozluźnia.
- Bądź
sobą, tylko tego oczekuję- chwyta kosmyk moich włosów i
umieszcza go za uchem, potem gładzi mnie po policzku. Opieram głowę
o jego dłoń i przymykam oczy. Myślę, że padła z jego ust
najlepsza z możliwych odpowiedzi. Bardzo chcę go pocałować, ale
patrzy na zegarek i zrywa się z miejsca.- Przepraszam cię, ale mam
za chwilę zebranie u siebie, pamiętasz, że dziś zapraszam do
siebie?
- Pamiętam,
ja też muszę już iść na górę.
- Możemy
wyjść o 16:30, tak mniej więcej?- kierujemy się do drzwi kuchni
i po chwili jesteśmy w gwarnym holu.
- Tak,
do zobaczenia- unoszę mało pewnie rękę w geście pożegnania i
odwracam się w kierunku schodów. Udaje mi się zrobić zaledwie
kilka kroków, gdy chwyta mnie za ramię, mocno do siebie przyciąga
i całuje mocno w usta. Rozluźniam się i zarzucam mu ręce na
szyję. Odrywa się od moich ust i opiera swoje czoło o moje.
- Przez
chwilę poczułem, że coś stanęło między nami.
- Nie
przejmuj się, to te moje głupie myśli- staram się to mówić
najbardziej uspokajająco jak się da. Przeczesuję mu włosy
palcami- a teraz mnie puść, jestem ważna i zajęta- uśmiecha się
do mnie tym swoim pewnym siebie uśmieszkiem i pozwala mi odejść.
Idę po schodach i czuję na sobie jego wzrok. Odwracam się jeszcze
w połowie drogi. Stoi w lekkim rozkroku, ręce trzyma niedbale w
kieszeniach. Jest taki męski. Dostrzegam jeszcze coś- nie tylko on
na mnie patrzy. O kurczę, mieliśmy sporą widownię podczas
naszego romantycznego pocałunku. Patrzę chwilę na niego, podnoszę
dłoń i robię palcem kółko, sugerujące by się odwrócił.
Odbiera mój sygnał i powoli się odwraca. Dostrzega gapiów,
wykonuje teatralny ukłon i odchodzi do ciężkich drzwi IT. Ja też
szybko przemierzam schody i za kilka chwil jestem przy swoim biurku.
Uświadamiam sobie, że o tym co się stało na dole zaraz będzie
wiedziała cała firma. Trudno, mleko się wylało, nie mam już na
to wpływu. Od moich myśli odrywa mnie telefon od prezesa:
- Pani
Moniko, pomoże mi pani znaleźć jakąś elegancką restaurację na
dziś wieczór?
- Jakieś
specjalne wydarzenie?
- Przyjeżdżają
Belgowie, będzie ...5 osób, powiedzmy na 19:00.
- Może
Róża na Chocimskiej?
- O
super, proszę zarezerwować.
- Dobrze
szefie.
Potem
pojawiają się kolejne sprawy do załatwienia. Szybko mija 16:00.
Mój biurkowy telefon nie przestaje dzwonić. Każdy ma dziś do mnie
milion spraw. Odbieram kolejny.
- Możesz
już iść, jesteś wolna?- tym razem to ten słodki głos mojego
tygodniowego zauroczenia.
- W
zasadzie tak. Wejdę jeszcze do szefa i możemy iść.- ale zanim do
szefa najpierw wpadam do łazienki. Szybko poprawiam makijaż. Z
jednej z toalet wychodzi Iza, jedna z gwiazd naszej sprzedaży.
- Widziałam
was na dole, gratuluję, niezłe ciacho, cicha woda z ciebie Monika,
kto by pomyślał, tyle lat ciszy, a teraz wyrywasz kogoś takiego-
pojęcia nie mam co się odpowiada na taką zaczepkę, jestem zatem
sobą i mówię:
- Też
się nie spodziewałam.
- To
na razie- Iza pośpiesznie wyciera ręce i wychodzi. Czyżby udało
mi się wygrać to starcie? Tak czy owak, jutro nie będzie tak
łatwo.
Wchodzę
do gabinetu prezesa i pytam czy jeszcze czegoś potrzebuje. Ma w
planach tę kolację, więc też zbiera się do wyjścia. Kiedy
wracam do siebie, dostrzegam, że Jurek już czeka przy schodach.
Opiera się o ścianę. Ma na sobie szary płaszcz, spod którego
wygląda biała koszula z czarnym krawatem. Wygląda wspaniale. Nie
spuszczam z niego wzroku, gdy szykuje się do wyjścia. Zarzucam na
ramiona płaszcz i już jestem obok niego. Zdejmuje mi z ramion
płaszcz i przytrzymuje bym go założyła:
- A
gdzie masz szal?
Pokazuję
mu, że ściskam go dłonią razem z rączką torby.
- Załóż,
nie jest już tak ciepło, pamiętasz? Wczoraj padał śnieg- patrzy
na mnie mrużąc oczy.
- Prawie
go nie zauważyłam- między naszymi oczami pojawia się dziwna
siła, coś mnie do niego przyciąga, nie potrafię i nie chce się
opanować. Jurek chwyta moją dłoń i zbiegamy po schodach.Po
kilku chwilach siedzimy już w samochodzie. Na szczęście jest już
ciemno. Jurek chwyta mnie w ramiona i namiętnie całuje. Nasze
języki plączą się, zęby podgryzają wargi. Jurek tuli mnie do
siebie, odrywa się od moich ust i całuje moje ucho, potem szyję,
odchylam głowę by mu to ułatwić. Jego palce wplątują się w
moje włosy i uwalniają je z uścisku gumki. Nagle dzwoni telefon.
Jurek zamiera, ale za chwilę wraca do moich ust. Pozostawia na nich
jeszcze dwa niespieszne pocałunki. Z telefonu nadal wydobywa się
gitarowy wstęp do „Sweet child of mine” Gunsów. Uśmiecham się
przez nasz pocałunek. Przywiera swoim czołem do mojego. Oddycha
szybko.
- Zobaczę
kto to, to może być ważne.- Opiera się o swoje siedzenie i
przykłada słuchawkę do ucha- No i co stary zdecydowałeś się?-
mówi bez wstępów. Przez chwilę słucha- może to jest i wyjście,
dobrze, że będziesz, pogadamy na spokojnie. O której
będziesz?...Spoko, nie kładę się spać po dobranocce. Na
razie....- rozłącza się i odwraca w moją stronę.- To mój
kumpel, ma kłopoty, zostanie dziś u mnie na noc, ale przyjedzie
późno, więc mamy trochę czasu dla siebie, głodna?
- Może
trochę- nadal jestem pobudzona, chętnie wróciłabym do tego co
robiliśmy przed telefonem, zamiast tego pytam- czy ja też mogę jakoś pomóc twojemu
kumplowi w kłopotach?
- Na
tym etapie, chyba nie bardzo, ale dziękuję, że pytasz- odpala
silnik i wyjeżdżamy z parkingu, w bocznym lusterku dostrzegam
stojącego przed firmą Mareczka, odprowadza nas wzrokiem, o kurde,
ciekawe ile widział. Jego spojrzenie wprowadza we mnie lekki
niepokój, ale za chwilę znika z mojego pola widzenia, a Jurek
zdradza szczegóły niepowodzeń przyjaciela. W sumie jestem
ciekawa, co tak angażuje Jurka- właśnie się dowiedział, że
jego dziecko, nie jest jego. Wyniósł się od dziewczyny i ma
chwilowe kłopoty z mieszkaniem. Mógłby wrócić do matki, ale nie
wie jak jej powiedzieć, że nie ma już wnuczki. Próbowałem go
przekonać, żeby zatrzymał się u mnie, aż uporządkuje swoje
sprawy, ale on nigdy nie chce przeszkadzać. Rozmawiałem z nim w
ciągu dnia, kiedy spotkaliśmy się w holu. Jego ostatni plan jest
taki, że dziś zostanie u mnie a jutro jedzie do Gdańska. Ma tam
jeszcze kawalerkę , chce ja spieniężyć jak szybko się da i
wrócić na dobre do Warszawy. Tak jak ja, wrócił niedawno z
Norwegii- a więc tam się poznali, czy odległość do domu tak ich
zbliżyła, czy te wydarzenia, o których jeszcze mi nie
opowiedział, a może jego kumplem jest równy gość i dlatego się
zaprzyjaźnili.- No ale obiecałem ci dziś pokazać, gdzie ja
mieszkam, proponuje szybkie zakupy w sklepie pod domem, a potem coś
sobie przyrządzimy, na co masz ochotę?
- Może
piersi z kurczaka i warzywa na patelnię, a na deser jakieś pyszne
ciacho.- czytam w myślach mojego żołądka. Cieszę się też, że
odpuszczamy sobie knajpiane żarcie. Podjeżdżamy pod wysoki, jak
na tę część Warszawy, budynek. Wchodzimy do pobliskiego sklepu,
gdzie uśmiech panienki za ladą zdradza, że Jurek często tu
zagląda. Szybko kupujemy parę rzeczy i wychodzimy ze sklepu. Jurek
otwiera szyfrem furtkę na posesję, wchodzimy do budynku,
nowoczesna winda wiezie nas na piąte piętro. Już od wejścia
widać, że jedna ze ścian jest jednocześnie wyjściem na spory
taras. Całość to kilkadziesiąt metrów kwadratowych otwartej
przestrzeni.
- Są
tu jakieś drzwi i ściany?- mówię oszołomiona, nigdy nie byłam
w takim nowoczesnym mieszkaniu.
- Tak
tam- pokazuje mi ścianę po prawo, faktycznie są tam drzwi drzwi-
jedne to łazienka, a drugie niewielka sypialnia. Jak widać dopiero
się urządzam.- faktycznie mało tu rzeczy, a gdzieniegdzie na
podłodze stoją kartony. Sporo tu szarości, a nieliczne kolorowe
elementy są czerwone. Jurek zdejmuje ze mnie płaszcz i odwiesza do
szafy ukrywającej się za drzwiami wejściowymi, sam tez się
rozbiera, a potem gestem zaprasza mnie dalej. Stawia zakupy na stole
w części kuchennej.- proszę, pozwiedzaj, a ja szybko coś
przygotuję. Zaglądam do łazienki. Jak wszystko jest szara, ale
wisi w niej czerwony ręcznik, na ścianie tkwi czerwona suszarka, a
na podłodze leży czerwony dywanik. W sypialni to samo. Na podłodze
leży sam materac, ale jest posłany i nakryty szarą narzutą.
Poduszki są czerwone. W sypialni nie ma jeszcze nic poza materacem.
Na przeciwległej ścianie wisi telewizor. Na podłodze stoi sprzęt
grający, a z pudeł obok zerka spora kolekcja muzyki. Nachylam się
nad jednym z kartonów. Płyty są przemieszane. Nie znam wszystkich
wykonawców, ale widzę, że Jurek ma bardzo szeroki zakres
upodobań. Jurek obserwuje moją eksplorację.
- Śmiało,
włącz coś- przerywa mi zadumę. Wybieram Nickelback. Zaglądam
jeszcze na wielki taras. Jest stąd na prawdę niezły widok,
szczególnie patrząc w stronę centrum. Po chwili Jurek stawia na
stole parującą zgrilowaną pierś pokrytą jakimiś ziołami w
towarzystwie smażonych warzyw. Jemy rozmawiając wesoło, jest tak
swobodnie. Czy to możliwe, że poznałam go zaledwie kilka dni
temu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz