czwartek, 20 grudnia 2012

XVII

Jurek powtarza to co słyszałam od pana Stefana. Płynnie przechodzi do opowieści o swoich studiach. Trochę żałuje, że studia minęły mu faktycznie tylko na nauce i braniu udziału w różnych konkursach i programach stypendialnych. Z punktu widzenia kariery nie mogło być lepiej, ale poza tym lata na uczelni z perspektywy czasu, były całkiem puste.
- Wcześniej też było podobnie- kończy swój wywód- więc czego się spodziewałem, nie można mieć wszystkiego. Ale dość o tym. Skończyłaś? 
- Tak było pycha, wielkie dzięki, pokazałeś mi, że w pracy można zjeść szybko coś zdrowszego niż drożdżówkę. Trochę mi wstyd, to ja powinnam żywić ciebie- powiedziałam niepewnie.
- Nie podejrzewałem cię o stereotypowe myślenie- ałć, ukuło mnie to i chyba nie było powiedziane tak całkiem żartobliwie.
- Stąd moje wahanie, nie wiem po prostu czego ty oczekujesz?- zrobiło się poważnie. Jurek wkłada naczynia do zmywarki, podchodzi do mnie, odwraca stojące obok mnie krzesło i siada na nim odwrotnie, tak, że może położyć ramiona na oparciu. Patrzy mi prosto w oczy i delikatnie się uśmiecha. Jak na zawołanie, jego spojrzenie znowu budzi motyle w moim brzuchu. Nieco mnie to rozluźnia.
- Bądź sobą, tylko tego oczekuję- chwyta kosmyk moich włosów i umieszcza go za uchem, potem gładzi mnie po policzku. Opieram głowę o jego dłoń i przymykam oczy. Myślę, że padła z jego ust najlepsza z możliwych odpowiedzi. Bardzo chcę go pocałować, ale patrzy na zegarek i zrywa się z miejsca.- Przepraszam cię, ale mam za chwilę zebranie u siebie, pamiętasz, że dziś zapraszam do siebie?
- Pamiętam, ja też muszę już iść na górę.
- Możemy wyjść o 16:30, tak mniej więcej?- kierujemy się do drzwi kuchni i po chwili jesteśmy w gwarnym holu.
- Tak, do zobaczenia- unoszę mało pewnie rękę w geście pożegnania i odwracam się w kierunku schodów. Udaje mi się zrobić zaledwie kilka kroków, gdy chwyta mnie za ramię, mocno do siebie przyciąga i całuje mocno w usta. Rozluźniam się i zarzucam mu ręce na szyję. Odrywa się od moich ust i opiera swoje czoło o moje.
- Przez chwilę poczułem, że coś stanęło między nami.
- Nie przejmuj się, to te moje głupie myśli- staram się to mówić najbardziej uspokajająco jak się da. Przeczesuję mu włosy palcami- a teraz mnie puść, jestem ważna i zajęta- uśmiecha się do mnie tym swoim pewnym siebie uśmieszkiem i pozwala mi odejść. Idę po schodach i czuję na sobie jego wzrok. Odwracam się jeszcze w połowie drogi. Stoi w lekkim rozkroku, ręce trzyma niedbale w kieszeniach. Jest taki męski. Dostrzegam jeszcze coś- nie tylko on na mnie patrzy. O kurczę, mieliśmy sporą widownię podczas naszego romantycznego pocałunku. Patrzę chwilę na niego, podnoszę dłoń i robię palcem kółko, sugerujące by się odwrócił. Odbiera mój sygnał i powoli się odwraca. Dostrzega gapiów, wykonuje teatralny ukłon i odchodzi do ciężkich drzwi IT. Ja też szybko przemierzam schody i za kilka chwil jestem przy swoim biurku. Uświadamiam sobie, że o tym co się stało na dole zaraz będzie wiedziała cała firma. Trudno, mleko się wylało, nie mam już na to wpływu. Od moich myśli odrywa mnie telefon od prezesa:
- Pani Moniko, pomoże mi pani znaleźć jakąś elegancką restaurację na dziś wieczór?
- Jakieś specjalne wydarzenie?
- Przyjeżdżają Belgowie, będzie ...5 osób, powiedzmy na 19:00.
- Może Róża na Chocimskiej?
- O super, proszę zarezerwować.
- Dobrze szefie.
Potem pojawiają się kolejne sprawy do załatwienia. Szybko mija 16:00. Mój biurkowy telefon nie przestaje dzwonić. Każdy ma dziś do mnie milion spraw. Odbieram kolejny.
- Możesz już iść, jesteś wolna?- tym razem to ten słodki głos mojego tygodniowego zauroczenia.
- W zasadzie tak. Wejdę jeszcze do szefa i możemy iść.- ale zanim do szefa najpierw wpadam do łazienki. Szybko poprawiam makijaż. Z jednej z toalet wychodzi Iza, jedna z gwiazd naszej sprzedaży.
- Widziałam was na dole, gratuluję, niezłe ciacho, cicha woda z ciebie Monika, kto by pomyślał, tyle lat ciszy, a teraz wyrywasz kogoś takiego- pojęcia nie mam co się odpowiada na taką zaczepkę, jestem zatem sobą i mówię:
- Też się nie spodziewałam.
- To na razie- Iza pośpiesznie wyciera ręce i wychodzi. Czyżby udało mi się wygrać to starcie? Tak czy owak, jutro nie będzie tak łatwo.
Wchodzę do gabinetu prezesa i pytam czy jeszcze czegoś potrzebuje. Ma w planach tę kolację, więc też zbiera się do wyjścia. Kiedy wracam do siebie, dostrzegam, że Jurek już czeka przy schodach. Opiera się o ścianę. Ma na sobie szary płaszcz, spod którego wygląda biała koszula z czarnym krawatem. Wygląda wspaniale. Nie spuszczam z niego wzroku, gdy szykuje się do wyjścia. Zarzucam na ramiona płaszcz i już jestem obok niego. Zdejmuje mi z ramion płaszcz i przytrzymuje bym go założyła:
- A gdzie masz szal?
Pokazuję mu, że ściskam go dłonią razem z rączką torby.
- Załóż, nie jest już tak ciepło, pamiętasz? Wczoraj padał śnieg- patrzy na mnie mrużąc oczy.
- Prawie go nie zauważyłam- między naszymi oczami pojawia się dziwna siła, coś mnie do niego przyciąga, nie potrafię i nie chce się opanować. Jurek chwyta moją dłoń i zbiegamy po schodach.Po kilku chwilach siedzimy już w samochodzie. Na szczęście jest już ciemno. Jurek chwyta mnie w ramiona i namiętnie całuje. Nasze języki plączą się, zęby podgryzają wargi. Jurek tuli mnie do siebie, odrywa się od moich ust i całuje moje ucho, potem szyję, odchylam głowę by mu to ułatwić. Jego palce wplątują się w moje włosy i uwalniają je z uścisku gumki. Nagle dzwoni telefon. Jurek zamiera, ale za chwilę wraca do moich ust. Pozostawia na nich jeszcze dwa niespieszne pocałunki. Z telefonu nadal wydobywa się gitarowy wstęp do „Sweet child of mine” Gunsów. Uśmiecham się przez nasz pocałunek. Przywiera swoim czołem do mojego. Oddycha szybko.
- Zobaczę kto to, to może być ważne.- Opiera się o swoje siedzenie i przykłada słuchawkę do ucha- No i co stary zdecydowałeś się?- mówi bez wstępów. Przez chwilę słucha- może to jest i wyjście, dobrze, że będziesz, pogadamy na spokojnie. O której będziesz?...Spoko, nie kładę się spać po dobranocce. Na razie....- rozłącza się i odwraca w moją stronę.- To mój kumpel, ma kłopoty, zostanie dziś u mnie na noc, ale przyjedzie późno, więc mamy trochę czasu dla siebie, głodna?
- Może trochę- nadal jestem pobudzona, chętnie wróciłabym do tego co robiliśmy przed telefonem, zamiast tego pytam- czy ja też mogę jakoś pomóc twojemu kumplowi w kłopotach?
- Na tym etapie, chyba nie bardzo, ale dziękuję, że pytasz- odpala silnik i wyjeżdżamy z parkingu, w bocznym lusterku dostrzegam stojącego przed firmą Mareczka, odprowadza nas wzrokiem, o kurde, ciekawe ile widział. Jego spojrzenie wprowadza we mnie lekki niepokój, ale za chwilę znika z mojego pola widzenia, a Jurek zdradza szczegóły niepowodzeń przyjaciela. W sumie jestem ciekawa, co tak angażuje Jurka- właśnie się dowiedział, że jego dziecko, nie jest jego. Wyniósł się od dziewczyny i ma chwilowe kłopoty z mieszkaniem. Mógłby wrócić do matki, ale nie wie jak jej powiedzieć, że nie ma już wnuczki. Próbowałem go przekonać, żeby zatrzymał się u mnie, aż uporządkuje swoje sprawy, ale on nigdy nie chce przeszkadzać. Rozmawiałem z nim w ciągu dnia, kiedy spotkaliśmy się w holu. Jego ostatni plan jest taki, że dziś zostanie u mnie a jutro jedzie do Gdańska. Ma tam jeszcze kawalerkę , chce ja spieniężyć jak szybko się da i wrócić na dobre do Warszawy. Tak jak ja, wrócił niedawno z Norwegii- a więc tam się poznali, czy odległość do domu tak ich zbliżyła, czy te wydarzenia, o których jeszcze mi nie opowiedział, a może jego kumplem jest równy gość i dlatego się zaprzyjaźnili.- No ale obiecałem ci dziś pokazać, gdzie ja mieszkam, proponuje szybkie zakupy w sklepie pod domem, a potem coś sobie przyrządzimy, na co masz ochotę?
- Może piersi z kurczaka i warzywa na patelnię, a na deser jakieś pyszne ciacho.- czytam w myślach mojego żołądka. Cieszę się też, że odpuszczamy sobie knajpiane żarcie. Podjeżdżamy pod wysoki, jak na tę część Warszawy, budynek. Wchodzimy do pobliskiego sklepu, gdzie uśmiech panienki za ladą zdradza, że Jurek często tu zagląda. Szybko kupujemy parę rzeczy i wychodzimy ze sklepu. Jurek otwiera szyfrem furtkę na posesję, wchodzimy do budynku, nowoczesna winda wiezie nas na piąte piętro. Już od wejścia widać, że jedna ze ścian jest jednocześnie wyjściem na spory taras. Całość to kilkadziesiąt metrów kwadratowych otwartej przestrzeni.
- Są tu jakieś drzwi i ściany?- mówię oszołomiona, nigdy nie byłam w takim nowoczesnym mieszkaniu.
- Tak tam- pokazuje mi ścianę po prawo, faktycznie są tam drzwi drzwi- jedne to łazienka, a drugie niewielka sypialnia. Jak widać dopiero się urządzam.- faktycznie mało tu rzeczy, a gdzieniegdzie na podłodze stoją kartony. Sporo tu szarości, a nieliczne kolorowe elementy są czerwone. Jurek zdejmuje ze mnie płaszcz i odwiesza do szafy ukrywającej się za drzwiami wejściowymi, sam tez się rozbiera, a potem gestem zaprasza mnie dalej. Stawia zakupy na stole w części kuchennej.- proszę, pozwiedzaj, a ja szybko coś przygotuję. Zaglądam do łazienki. Jak wszystko jest szara, ale wisi w niej czerwony ręcznik, na ścianie tkwi czerwona suszarka, a na podłodze leży czerwony dywanik. W sypialni to samo. Na podłodze leży sam materac, ale jest posłany i nakryty szarą narzutą. Poduszki są czerwone. W sypialni nie ma jeszcze nic poza materacem. Na przeciwległej ścianie wisi telewizor. Na podłodze stoi sprzęt grający, a z pudeł obok zerka spora kolekcja muzyki. Nachylam się nad jednym z kartonów. Płyty są przemieszane. Nie znam wszystkich wykonawców, ale widzę, że Jurek ma bardzo szeroki zakres upodobań. Jurek obserwuje moją eksplorację.
- Śmiało, włącz coś- przerywa mi zadumę. Wybieram Nickelback. Zaglądam jeszcze na wielki taras. Jest stąd na prawdę niezły widok, szczególnie patrząc w stronę centrum. Po chwili Jurek stawia na stole parującą zgrilowaną pierś pokrytą jakimiś ziołami w towarzystwie smażonych warzyw. Jemy rozmawiając wesoło, jest tak swobodnie. Czy to możliwe, że poznałam go zaledwie kilka dni temu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz