czwartek, 13 grudnia 2012

XIV

Zdjęliśmy płaszcze i odwiesiliśmy do szafy w przedpokoju. Jurek zdjął swoją szarą marynarkę, potem ściągnął przez głowę srebrny krawat. Położył go razem z marynarką na kanapie, pytając mnie wzrokiem, czy nie mam nic przeciwko temu. Nie miałam. Stałam wpatrując się w niego, a on rozglądał się po wnętrzu mojego królestwa.
- Może mnie oprowadzisz?- stanął naprzeciw mnie trzymając ręce w kieszeniach spodni.
- Och, właściwie to wszystko co widzisz, ale skoro potrzebujesz przewodnika- chwyciłam go za nadgarstek, wyjął rękę z kieszeni i pozwolił się prowadzić- jak widziałeś wejście prowadzi nas do niezbyt obszernego holu, zwanego potocznie przedpokojem. Na wprost drzwi wejściowych znajdują się drzwi do łazienki- chwyciłam za klamkę i zapaliłam światło. Łazienka to moje ostatnie dzieło. Właściwie nic nie jest tu już takie jakie było, gdy mieszkałam tu z babcią. Całość mieszkania skąpałam w kawie. W jej różnych odmianach. Od całkiem czarnej jak lepkie espresso, po mleczne latte. Łazienka jest moją wariacją na temat mokki. Jest mroczna, wyłożona drobniutką kostką w kolorze kawy z czekoladą. Nie mam wanny. Jedna ze ścian jest oddzielona od reszty pomieszczenia taflą szkła, a za nią znajduje się prysznic.
- Pozwoli pan dalej- odgadywałam, że spodobała mu się moja łazienka, kiwał z uznaniem głową. Na prawo od wejścia, natomiast, znajduje się sypialnia- pchnęłam uchylone drzwi. To pomieszczenie jest moim espresso z kulką lodów śmietankowych. Całość jest właściwe biała, ale wszystkie dodatki są głęboko brązowe, niemal czarne. Pokój jest bardzo mały. Właściwie cały wypełniony łóżkiem i pojemną szafą- jak widać można tu przebywać wyłącznie po to by spać- kontynuowałam moją rolę przewodnika.
- Lub robić inne rzeczy w łóżku- przerwał mi, sprawiając, że chyba się zaczerwieniłam- na przykład czytać- dokończył.
- Tak, na przykład- wrócił mi rezon- a jak pan widział na lewo od wejścia mamy pokój dzienny- tutaj moją kawą jest wielowarstwowe dzieło mistrza baristów. Mam tu wszystkie odcienie kawy. Naprzeciw wejścia do pokoju, na bardzo ciemnej, drewnianej podłodze ustawiłam sporą jasną kanapę, na tle ciemnej, brązowej ściany, na której wymalowałam kilka dużych jasnych wzorów podobnych do tych, jakie maluje się na ubitej piance, pokrywającej cappuccino. Obok kanapy, w niewielkiej wnęce ustawiłam stół dla czterech osób, okrągły, ciężki ciemnobrązowy, ale wnękę wymalowałam w kolorze lekkiego latte. Obok stołu mam wyjście na malutki balkonik wiszący nad Puławską. Siedząc przy stole, tyłem do ściany widać całą kuchnię. Jest malutka i bardzo jasna. To moje latte macchiato. Ale całe jasne wyposażenie stoi na ciemnych, sporych płytach odbijających światło.
- Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem- widziałam, że nie kłamie- naprawdę przemyślałaś wszystko dokładnie. Nie widzę tu ani grama przypadku.
- To prawda, ale to była mozolna praca, właściwie to niedawno skończyłam, całość zabrała mi ze cztery lata. Zaczęłam zaraz po śmierci babci. Było mi strasznie smutno, gdy wracałam do pustego domu, musiałam się czymś zająć.
- Czy to znaczy, że zrobiłaś to wszystko sama??!- w jego głosie kryło się niedowierzanie.
- Samiusieńka, tymi rączkami- wyciągnęłam ku niemu ręce, a on je chwycił i przyciągnął mnie do siebie, zakładając moje ręce wokół swego pasa, a potem mocno mnie przytulił.
- Jesteś bardzo zdolną i wytrwałą istotką- pocałował mnie w czoło- powaliłaś mnie na kolana, to prawdziwy wyczyn- to prawda, byłam z siebie bardzo dumna, ale miło było go zaskoczyć i zostać docenioną- zmęczona?- zapytał.
- Śmiertelnie- przyznałam, a oczy mi się kleiły- ale napiłabym się jeszcze herbaty, a ty?
- To mam propozycję, chyba poradzę sobie w twojej kuchni, a ty idź pod prysznic- teraz to on mnie zaskoczył.
- Cieszę się, że czujesz się u mnie tak swobodnie. Nie gościłam tu zbyt wielu osób- powiedziałam, z chęcią skorzystałam z jego propozycji i udałam się do łazienki. Gorący prysznic rozleniwił mnie chyba jeszcze bardziej. Nie zastanawiałam się nad tym co robię, ale wychodząc z łazienki nie miałam makijażu, włosy były upięte wysoko w kok, ubrana byłam w moją satynową piżamę z długimi spodniami w kolorze fuksji i czarny satynowy top na ramiączka, a na to zarzuciłam cienki, czarny szlafroczek. W tym momencie nie byłam boginią seksu, ale zęczoną  kobietą, która właśnie wyszła spod prysznica. Czułam się bardzo swobodnie, zupełnie jak nie ja. Na miłość boską, w mojej kuchni był facet, w dodatku taki, który cholernie mi się podobał, a ja bez krępacji paraduję przed nim w piżamie. Tenże facet poradził sobie całkiem nieźle. Znalazł imbryczek, herbatę, cytrynę i cukier, a także dwa spore białe kubasy. Miał podwinięte rękawy koszuli, a na blacie leżały jego spinki do mankietów. Przez rozpięte trzy guziki koszuli widać było lekko dostrzegalne proste blond włoski na jego klacie. Wyglądał wspaniale, nawet po całym dniu, tutaj w mojej kuchni i pomyślałam, że chciałabym go mieć tu na zawsze. Postawił herbatę i cała resztę na stole i zaprosił mnie gestem.
- Jak pijesz herbatę?- zapytał.
- Teraz mam ochotę na mocno cytrynową i słodką- nalał mi herbatę do kubka, wsypał dwie łyżeczki cukru i wrzucił plasterek cytryny, po czym zamieszał łyżeczką i wygniótł nią cytrynę, by pościła sok. Podniosłam kubek do ust i upiłam mały łyczek- jak dobrze- wypuściłam powietrze, zabrałam kubek i rozsiadłam się na kanapie, podwijając nogi. Byłam strasznie zmęczona, ale ku mojemu zdumieniu jego obecność wcale mi nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie, wprowadzała mnie w błogostan. On również nalał sobie herbaty, ale nie dodał do niej nic i dołączył do mnie na kanapie. Usiadł po przeciwległej stronie, gestem poprosił bym położyła mu nogi na kolanach. Sięgnął po pilota i uruchomił stojącą na przeciw kanapy wieżę. Z głośników poleciał Clapton „Wonderful tonight”. Nie potrzeba mi było niczego więcej. Siedzieliśmy w milczeniu, popijaliśmy herbatę i słuchaliśmy muzyki. Było doskonale. Po chwili zmieniła się piosenka, teraz głosem czarował George Michael, śpiewający „Older”.
- Muzyka też doskonale komponuje się z twoim mieszkaniem, nawet nie wiesz ile to mówi o tobie- przerwał ciszę- jesteś wspaniałą całością- nie do końca wiedziałam co ma na myśli, ale ewidentnie podsumował tym swoje przemyślenia, no i odebrałam to jako komplement- pójdę już- pogładził mnie po nogach, które wciąż leżały na jego udach, potem chwycił moja stopę, jak zwykle chwyta się dłoń i ucałował moje podbicie. Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
- Jestem potwornie zmęczona i zaraz pewnie zasnę, ale bardzo nie chcę, żebyś szedł- wpatrywałam się w niego i chyba zrobiłam bardzo proszące oczy, bo jego usta wygięły się w uśmiech.
- W takim razie położę cię spać i dopiero pójdę- a to nieoczekiwane, ale było mi tak dobrze, że nie chciało mi się nad tym zastanawiać. Poczłapałam do łazienki i umyłam zęby. Słyszałam, że on w tym czasie uprzątnął herbaciane zajście. Kiedy wyszłam z łazienki, pojawił się w przedpokoju- Gotowa- a widząc lekkie rozbawienie na mojej twarzy dodał- do snu?- weszliśmy do sypialni. Położyłam się na łóżku, a on otulił mnie kołdrą. Pogłaskał mnie po policzku i ucałował w nos. Nie mogłam uwierzyć, że facet może być taki opiekuńczy. Sam usiadł na podłodze koło łóżka i oparł się o ścianę- śpij maleńka- wyszeptał, a ja po chwili odpłynęłam. Obudziłam się w środku nocy. Do pokoju wdzierało się światło z ulicznych latarni. Na podłodze obok mojego łóżka leżał on. Pod głowę wcisnął sobie małą poduszkę i przykrył się narzutą. Mój rycerz. Poprawiłam narzutę i okryłam go pod samą szyję. Ucałowałam go w skroń.
- Śpij kochany- szepnęłam bezgłośnie i sama zapadłam w sen.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz