Zdjęliśmy
płaszcze i odwiesiliśmy do szafy w przedpokoju. Jurek zdjął swoją
szarą marynarkę, potem ściągnął przez głowę srebrny krawat.
Położył go razem z marynarką na kanapie, pytając mnie wzrokiem,
czy nie mam nic przeciwko temu. Nie miałam. Stałam wpatrując się
w niego, a on rozglądał się po wnętrzu mojego królestwa.
-
Może mnie oprowadzisz?- stanął naprzeciw mnie trzymając ręce w
kieszeniach spodni.
- Och, właściwie to wszystko co widzisz, ale skoro potrzebujesz
przewodnika- chwyciłam go za nadgarstek, wyjął rękę z kieszeni
i pozwolił się prowadzić- jak widziałeś wejście prowadzi nas
do niezbyt obszernego holu, zwanego potocznie przedpokojem. Na
wprost drzwi wejściowych znajdują się drzwi do łazienki-
chwyciłam za klamkę i zapaliłam światło. Łazienka to moje
ostatnie dzieło. Właściwie nic nie jest tu już takie jakie było,
gdy mieszkałam tu z babcią. Całość mieszkania skąpałam w
kawie. W jej różnych odmianach. Od całkiem czarnej jak lepkie
espresso, po mleczne latte. Łazienka jest moją wariacją na temat
mokki. Jest mroczna, wyłożona drobniutką kostką w kolorze kawy z
czekoladą. Nie mam wanny. Jedna ze ścian jest oddzielona od reszty
pomieszczenia taflą szkła, a za nią znajduje się prysznic.
- Pozwoli pan dalej- odgadywałam, że spodobała mu się moja
łazienka, kiwał z uznaniem głową. Na prawo od wejścia,
natomiast, znajduje się sypialnia- pchnęłam uchylone drzwi. To
pomieszczenie jest moim espresso z kulką lodów śmietankowych.
Całość jest właściwe biała, ale wszystkie dodatki są głęboko
brązowe, niemal czarne. Pokój jest bardzo mały. Właściwie cały
wypełniony łóżkiem i pojemną szafą- jak widać można tu
przebywać wyłącznie po to by spać- kontynuowałam moją rolę
przewodnika.
- Lub robić inne rzeczy w łóżku- przerwał mi, sprawiając, że
chyba się zaczerwieniłam- na przykład czytać- dokończył.
-
Tak, na przykład- wrócił mi rezon- a jak pan widział na lewo od
wejścia mamy pokój dzienny- tutaj moją kawą jest wielowarstwowe
dzieło mistrza baristów. Mam tu wszystkie odcienie kawy. Naprzeciw
wejścia do pokoju, na bardzo ciemnej, drewnianej podłodze
ustawiłam sporą jasną kanapę, na tle ciemnej, brązowej ściany,
na której wymalowałam kilka dużych jasnych wzorów podobnych do
tych, jakie maluje się na ubitej piance, pokrywającej cappuccino.
Obok kanapy, w niewielkiej wnęce ustawiłam stół dla czterech
osób, okrągły, ciężki ciemnobrązowy, ale wnękę wymalowałam
w kolorze lekkiego latte. Obok stołu mam wyjście na malutki
balkonik wiszący nad Puławską. Siedząc przy stole, tyłem do
ściany widać całą kuchnię. Jest malutka i bardzo jasna. To moje
latte macchiato. Ale całe jasne wyposażenie stoi na ciemnych, sporych
płytach odbijających światło.
-
Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem- widziałam, że nie
kłamie- naprawdę przemyślałaś wszystko dokładnie. Nie widzę
tu ani grama przypadku.
-
To prawda, ale to była mozolna praca, właściwie to niedawno
skończyłam, całość zabrała mi ze cztery lata. Zaczęłam zaraz
po śmierci babci. Było mi strasznie smutno, gdy wracałam do
pustego domu, musiałam się czymś zająć.
-
Czy to znaczy, że zrobiłaś to wszystko sama??!- w jego głosie kryło się niedowierzanie.
-
Samiusieńka, tymi rączkami- wyciągnęłam ku niemu ręce, a on je
chwycił i przyciągnął mnie do siebie, zakładając moje ręce
wokół swego pasa, a potem mocno mnie przytulił.
-
Jesteś bardzo zdolną i wytrwałą istotką- pocałował mnie w
czoło- powaliłaś mnie na kolana, to prawdziwy wyczyn- to prawda,
byłam z siebie bardzo dumna, ale miło było go zaskoczyć i zostać
docenioną- zmęczona?- zapytał.
-
Śmiertelnie- przyznałam, a oczy mi się kleiły- ale napiłabym
się jeszcze herbaty, a ty?
-
To mam propozycję, chyba poradzę sobie w twojej kuchni, a ty idź
pod prysznic- teraz to on mnie zaskoczył.
-
Cieszę się, że czujesz się u mnie tak swobodnie. Nie gościłam
tu zbyt wielu osób- powiedziałam, z chęcią skorzystałam z jego
propozycji i udałam się do łazienki. Gorący prysznic rozleniwił
mnie chyba jeszcze bardziej. Nie zastanawiałam się nad tym
co robię, ale wychodząc z łazienki nie miałam makijażu, włosy
były upięte wysoko w kok, ubrana byłam w moją satynową piżamę
z długimi spodniami w kolorze fuksji i czarny satynowy top na
ramiączka, a na to zarzuciłam cienki, czarny szlafroczek. W tym
momencie nie byłam boginią seksu, ale zęczoną kobietą, która właśnie
wyszła spod prysznica. Czułam się bardzo swobodnie, zupełnie jak
nie ja. Na miłość boską, w mojej kuchni był facet, w dodatku
taki, który cholernie mi się podobał, a ja bez krępacji paraduję
przed nim w piżamie. Tenże facet poradził sobie całkiem nieźle.
Znalazł imbryczek, herbatę, cytrynę i cukier, a także dwa spore
białe kubasy. Miał podwinięte rękawy koszuli, a na blacie leżały
jego spinki do mankietów. Przez rozpięte trzy guziki koszuli widać
było lekko dostrzegalne proste blond włoski na jego klacie.
Wyglądał wspaniale, nawet po całym dniu, tutaj w mojej kuchni i
pomyślałam, że chciałabym go mieć tu na zawsze. Postawił
herbatę i cała resztę na stole i zaprosił mnie gestem.
-
Jak pijesz herbatę?- zapytał.
-
Teraz mam ochotę na mocno cytrynową i słodką- nalał mi herbatę
do kubka, wsypał dwie łyżeczki cukru i wrzucił plasterek
cytryny, po czym zamieszał łyżeczką i wygniótł nią cytrynę,
by pościła sok. Podniosłam kubek do ust i upiłam mały łyczek-
jak dobrze- wypuściłam powietrze, zabrałam kubek i rozsiadłam
się na kanapie, podwijając nogi. Byłam strasznie zmęczona, ale
ku mojemu zdumieniu jego obecność wcale mi nie przeszkadzała,
wręcz przeciwnie, wprowadzała mnie w błogostan. On również
nalał sobie herbaty, ale nie dodał do niej nic i dołączył do
mnie na kanapie. Usiadł po przeciwległej stronie, gestem poprosił
bym położyła mu nogi na kolanach. Sięgnął po pilota i
uruchomił stojącą na przeciw kanapy wieżę. Z głośników
poleciał Clapton „Wonderful tonight”. Nie potrzeba mi było
niczego więcej. Siedzieliśmy w milczeniu, popijaliśmy herbatę i
słuchaliśmy muzyki. Było doskonale. Po chwili zmieniła się
piosenka, teraz głosem czarował George Michael, śpiewający
„Older”.
-
Muzyka też doskonale komponuje się z twoim mieszkaniem, nawet nie
wiesz ile to mówi o tobie- przerwał ciszę- jesteś wspaniałą
całością- nie do końca wiedziałam co ma na myśli, ale
ewidentnie podsumował tym swoje przemyślenia, no i odebrałam to jako
komplement- pójdę już- pogładził mnie po nogach, które wciąż
leżały na jego udach, potem chwycił moja stopę, jak zwykle
chwyta się dłoń i ucałował moje podbicie. Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
-
Jestem potwornie zmęczona i zaraz pewnie zasnę, ale bardzo nie
chcę, żebyś szedł- wpatrywałam się w niego i chyba zrobiłam
bardzo proszące oczy, bo jego usta wygięły się w uśmiech.
-
W takim razie położę cię spać i dopiero pójdę- a to
nieoczekiwane, ale było mi tak dobrze, że nie chciało mi się nad
tym zastanawiać. Poczłapałam do łazienki i umyłam zęby.
Słyszałam, że on w tym czasie uprzątnął herbaciane zajście.
Kiedy wyszłam z łazienki, pojawił się w przedpokoju- Gotowa- a
widząc lekkie rozbawienie na mojej twarzy dodał- do snu?-
weszliśmy do sypialni. Położyłam się na łóżku, a on otulił
mnie kołdrą. Pogłaskał mnie po policzku i ucałował w nos. Nie
mogłam uwierzyć, że facet może być taki opiekuńczy. Sam usiadł
na podłodze koło łóżka i oparł się o ścianę- śpij maleńka-
wyszeptał, a ja po chwili odpłynęłam. Obudziłam się w środku
nocy. Do pokoju wdzierało się światło z ulicznych latarni. Na
podłodze obok mojego łóżka leżał on. Pod głowę wcisnął
sobie małą poduszkę i przykrył się narzutą.
Mój rycerz. Poprawiłam narzutę i okryłam go pod samą szyję.
Ucałowałam go w skroń.
-
Śpij kochany- szepnęłam bezgłośnie i sama zapadłam w sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz