wtorek, 11 grudnia 2012

XII

- Trochę mnie wystraszyłeś, to znaczy moja wyobraźnia zaszalała- mówiłam to uśmiechając się, więc  i on się rozchmurzył, ale nadal badawczo mi się przyglądał- słuchaj, nie mam pojęcia o czym mówisz, najwidoczniej coś z twojej przeszłości dyktuje ci takie zachowanie. Myślę sobie, że to co się dzieje i te deklaracje są przedwczesne. Jurek, znamy się właściwie od dwóch dni...
- Tak, dwa dni temu zdecydowałem się na rozmowę, to znaczy, gdyby nie zebranie u prezesa, pewnie by mi to jeszcze zajęło trochę czasu. Monika, ja cię obserwuję odkąd przyszedłem do prezesa na pierwszą rozmowę. Byłaś wtedy pochłonięta rozmową przez telefon, a że był ze mną Stefan, dałaś mu znać, że prezes czeka, chyba wtedy w ogóle mnie nie dostrzegłaś- przerwał mi w pół zdania, ale pozwoliłam mu mówić. Widziałam, że sporo go to kosztuje- powiem ci szczerze, zamurowało mnie wtedy na twój widok, to jak mówiłaś, jak siedziałaś, twoje gesty, no i twój uśmiech, który wtedy posłałaś Stefanowi. Liczyłem na to, że zobaczę cię po wyjściu od prezesa i zobaczyłem, ale nie to co chciałem. Umawiałaś się wtedy z tym Markiem, handlowcem na spotkanie. Pomyślałem, że to cholerna szkoda, ale co zrobić, laska jest zajęta. Nie dawałaś mi jednak spokoju. Często cię obserwowałem, ale kompletnie mnie ignorowałaś. Trochę się nawet dyskretnie dowiadywałem na twój temat.
- No nie- teraz ja mu przerwałam- to wygląda jakbyś mnie szpiegował!- postanowiłam jednak niczego nie przesądzać i spokojnie wysłuchać go do końca. Oj kolego, jeszcze jakiś czas temu nie miał byś na to szans, ale widocznie z wiekiem robię się spokojniejsza- przepraszam, mów dalej.
- Nie no, nie aż tak, ale miałem oczy i uszy otwarte na wszystkie informacje o tobie. Najpierw trochę mnie ubodło, że spotykałaś się z kilkoma kolesiami z firmy, okazało się jednak, że wszyscy mają podobną opinię na twój temat...
- No nie wytrzymam, co oni ci nagadali?- teraz to się we mnie zagotowało. Zrobili pewnie ze mnie jakąś dziwkę. Sama bym tak o sobie pomyślała, słysząc jak to chętnie się umawiałam z kolegami z pracy. To dlatego, tak mnie ciągle stopuje, Boże jaki wstyd. Chciałam tylko zapaść się pod ziemię. Podniosłam tylko ręce w obronnym geście i powiedziałam- wiesz co, nie chcę nic wiedzieć, czuję się upokorzona. Przepraszam cię, ale chciałabym już stąd wyjść.- Czułam, że zaraz się rozryczę, Boże jaka jestem wściekła, a jutro w pracy muszę im spojrzeć w oczy. Dlaczego tacy są? Co ja im zrobiłam? Przecież posłałam wszystkich do stu diabłów. Jedna randka wystarczyła mi, by wiedzieć, że nie chcę mieć z żadnym z nich nic wspólnego. Możemy się pośmiać w pracy, nawet pójść na jakąś imprezę, ale żaden z nich nie jest dla mnie materiałem na mężczyznę życia. Zrobili to z zemsty? Kiedy tak topiłam się we własnej wściekłości Jurek delikatnie wziął moje dłonie w swoje.
- Poczekaj- uspokajał mnie- chyba coś źle zrozumiałaś. Wiesz jak nazywają cię koledzy z pracy?
 - Jurek, przestań mnie torturować, nie zasłużyłam na to- mówiłam cichutko, patrząc na swój talerz, czułam, że jeszcze chwila i nie opanuję płaczu.
- Hej Mała, spójrz na mnie- zebrałam całą siłę i spojrzałam na niego, kurde nie miałam się przecież czego wstydzić, nic nie zrobiłam, co mnie obchodzą plotki urażonych złamasów- popatrz na mnie i posłuchaj. Wszyscy faceci w firmie, a przynajmniej ci z których opinią się spotkałem, mówią, że jesteś super dziewczyną, ale kompletnie nie do zdobycia. Podobno kilku śmiałków próbowało i wszystkich posłałaś na drzewo.
Wszystko ze mnie spłynęło, w jednej chwili poczułam się jakby odpadły mi jakieś strasznie ciężkie kajdany.
- Jak mogłeś tak mnie zdenerwować?- zapytałam urażona.
- Nie chciałem, przepraszam, ale to ty nie pozwoliłaś mi dokończyć, a o czym pomyślałaś?
- Nie pytaj, lepiej nie pytaj- odetchnęłam ciężko, zupełnie jakbym przebiegła maraton. Czułam się wyczerpana.
- Nazywają cię „Królowa Śniegu”- dodał- muszę przyznać, że bardzo trafnie- spojrzał zawadiacko i podniósł szklankę do ust.- tym bardziej się cieszę, że mi pozwoliłaś na drugie spotkanie.
- Zapewniam cię, że pozwoliłam ci na wiele więcej.
- Doceniam to, na prawdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz