środa, 12 grudnia 2012

XIII

Dokończyliśmy nasze steki. Zamówiliśmy aromatyczne grzańce na bazie jabłek, goździków i skandynawskiego groga. Rozmowa powędrowała na zupełnie inne tory. Znowu poczuliśmy się swobodnie w swoim towarzystwie. Dowiedziałam się, że Jurek ma starszą siostrę Jolantę, która wyszła za mąż gdy był jeszcze w liceum. Jego rodzice mieszkają w starym domu na Jelonkach i całe życie ciężko pracowali by „ich dzieciom żyło się lepiej”. Mama chwytała się różnych zajęć, ale głównie była krawcową, a tata ocierał się o wielki świat pracując jako konserwator w hotelu Victoria. Oboje są już na emeryturze, co by sugerowało, że są starsi od moich rodziców. Ja też opowiedziałam mu co nieco o sobie. Zauważyliśmy z rozbawieniem, że nasi rodzice mieli tę samą taktykę na nazywanie dzieci. Jego rodzice dali swoim dzieciom imiona na „J”, a moi zdecydowali się na „M”. Moja starsza siostra ma na imię Marta, a młodszy brat Mikołaj. Bardzo wciągnęła go historia moich rodziców. Faktycznie, moi staruszkowie zachowali się w którymś momencie dość niesztampowo.
Kiedy byłam w liceum zmarła siostra mojej babci. Ciocia Maria żyła sama w niewielkim domu w okolicach Kętrzyna. Była pielęgniarką w tamtejszym szpitalu. Miała chyba kiedyś męża, ale umarł bardzo wcześnie, a ona nigdy z nikim się nie związała. Nie miała też dzieci. Po jej śmierci zgłosił się do mojej babci Matyldy prawnik i oznajmił, że ciocia Maria zapisała jej w spadku swój dom. Moja babcia nie bardzo wiedziała co ma z tym wszystkim zrobić i rodzinna narada postanowiła, że spadkiem zajmą się moi rodzice. Wielkiego wyboru nie było. Rodzice Marii i Matyldy nie przetrwali wojny, podobnie jak ich młodszy brat Makary, który od wojny nie dał znaku życia. Moja babcia Matylda miała zaś tylko jedno dziecko, moją mamę Mariannę. Babcia przygotowała stosowne upoważnienia, rodzice spakowali walizkę i pojechali zająć się wszystkim na miejscu. Ja i mój brat zostaliśmy z babcią. Pobyt rodziców nieco się przedłużył. Mówili, że choć mieli zamiar sprzedać dom, teraz zastanawiają się, czy nie zrobić z niego letniska. Postanowiliśmy wypróbować tę opcję i pojechaliśmy tam na lato. Najbardziej spodobało się Mikołajowi. Powiedział, że mógłby tam zamieszkać. Rodzice jakby na to czekali. Oznajmili, że też chcieliby tam zostać na stałe. Chociaż obydwoje są Warszawiakami z dziada pradziada zmęczyli się już Warszawą i chcą innego życia. Mi też się tam spodobało, ale bez przesady, nie chciałam tam zostać na cały rok. Po wakacjach zaczynałam drugą klasę liceum. Miałam już znajomych, nie chciałam zmieniać szkoły, poza tym dla dojrzewającej dziewczyny zamiana wielkiego miasta na pustą wieś to mało kusząca propozycja. Marta w ogóle nie brała tego pod uwagę. Od dwóch lat studiowała socjologię, poza tym na horyzoncie pojawił się Janusz, jej przyszły mąż. Oczywistym dla mnie było, że skoro Marta nie musi się przeprowadzać, to ja też nie muszę. Możemy razem zostać w naszym domu w Warszawie. Rodzice mieli inne zdanie. Marta była już dorosła, poza tym nie chcieli jej zmuszać do zajmowania się młodsza siostrą. Z pomocą przyszła mi babcia. Zaproponowała, żebym została z nią. Tak też się stało. Rodzice na stałe zamieszkali pod Kętrzynem. Szybko się tam zadomowili. Zaczęli pracować w miejscowym szpitalu. Tata jest lekarzem, a mama laborantką. Mikołaj mieszka z nimi i też czuje się tam super. Chociaż teraz jest w domu coraz rzadziej, ale chce tam zostać. Studiuje leśnictwo w Olsztynie.
- Więc mieszkasz z babcią- zapytał mnie Jurek po moim monologu. 
- Niestety, zmarła gdy byłam na drugim roku- kurcze, mimo tych paru ładnych lat, na wspomnienie o niej robiło mi się ciepło na sercu, a potem czułam ten straszny żal, że już jej nie ma.
- Tęsknisz za nią?- spytał.
- Bardzo, ale nie mówmy już o tym, bo się całkiem rozkleję. Ten czas, w liceum, był dla mnie super. Babcia miała na wszystko oko, ale starała się mi niczego nie zabraniać. Powtarzała rodzicom, że muszę znaleźć swoją własna drogę sama. Przez ten czas bardzo zżyłam się tez z Martą. Ona wprawdzie zaczynała swoje życie z Januszem, ale zawsze mogłam na nią liczyć.
- Wygląda na to, że twoja rodzina składa się z bardzo fajnych ludzi.
- Czy ja wiem, chyba dla każdego jego rodzina jest wyjątkowa- zamyśliłam się, chyba Jurek miał rację. Trafiło mi się całkiem niezłe gniazdo. Wtedy przypadkiem spojrzałam na jego zegarek. Granatowa tarcza wskazywała 21:00.- Ale się zagadaliśmy, to znaczy ja cię zagadałam. Chyba czas już wracać do domu.
Jurek spojrzał na zegarek.
- Nie jest jeszcze tak późno. Proszę cię zostańmy jeszcze. Bardzo dobrze mi się z tobą rozmawia. Może coś jeszcze zamówimy?
- Jestem już zmęczona. Nie chcę mieć jutro worów pod oczami, ale masz rację, już dawno z nikim mi się tak dobrze nie rozmawiało. Musimy to robić częściej.
Jurek przystał na moją prośbę i w kilka minut opuściliśmy restaurację. Na dworze czekała na nas niespodzianka. Właśnie zaczął prószyć pierwszy tej jesieni śnieg. Zrobiło się magicznie. Płatki tańczyły w świetle parkowych latarni. Ucieszyłam się na ten widok jak dziecko. Rozłożyłam ręce i wychyliłam twarz do opadającego śniegu. Chciałam sprawdzić, czy i on tak się cieszy na widok białego puchu. Znalazłam jego oczy. Nie widział śniegu, ale wpatrywał się bacznie we mnie. Jego oczy wyrażały wiele emocji naraz. Poczułam się wspaniale. Patrzył na mnie z uwielbieniem, pożądaniem, zachwytem. Znowu mocno zaciskał zęby, a jego mocno zarysowana żuchwa falowała. Boże, wygląda tak męsko. Nie zastanawiając się wcale nad tym co robię podeszłam do niego i położyłam dłonie na jego uszach, a potem wczepiłam moje usta w jego. Przez chwilę był zaskoczony. Potem chwycił gumkę spinającą moje włosy w koński ogon i uwolnił moje włosy. Jedną dłonią chwycił mnie mocno w talii, a drugą wplótł w moje włosy, przyciągając mnie mocno do siebie. Jego język wtargnął bezwstydnie do moich ust i splótł się z moim. Było mi bardzo dobrze. Czułam go na całym ciele. Swoim pocałunkiem był we mnie wszędzie. Chciałam być jeszcze bliżej niego. Przywarłam do niego biodrami, a on jeszcze mocniej objął mnie w talii. Jęknęłam w jego usta, co natychmiast wywołało jego szelmowski uśmiech. Nadal trzymał mnie bardzo blisko siebie. Miałam wrażenie, że nie dotykam nawet ziemi nogami. Teraz jednak zataczał powolne kółka językiem wokół mojego języka, po czym zamykał pocałunek na moich ustach, jakby delikatnie je kąsając. Nie przerywając pocałunku mówił do mnie:
- Co ty ze mną robisz Monika.... Musimy natychmiast przerwać, ...bo zaraz... wezmę cię tu... przed restauracją.
- To weź- szepnęłam i sama nie wierzyłam w to co wyrwało się z moich ust.
- Chcesz tego- przyłożył swoje czoło do mojego- naprawdę?
- Tak, bardzo, ale nie tutaj i jeszcze nie teraz- wrócił do mnie rozum.
- Grzeczna dziewczynka- uśmiechnął się szelmowsko, dobrze wiedział, że samym pocałunkiem prawie doprowadził mnie do orgazmu- chodź, zawiozę cię do domu- ucałował mnie w czoło i trzymając blisko siebie zaprowadził do samochodu.
Usadowiłam się wygodnie i nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie, gdy byliśmy pod moim domem. Całował moje włosy i gładził mój policzek.
- Maleńka obudź się, jesteśmy na miejscu- powtarzał.
Kiedy doszłam do siebie nie mogłam uwierzyć, że tak głęboko zasnęłam. Poszedł z drugiej strony auta i otworzył mi drzwi. Niemal wyniósł mnie z samochodu i mocno obejmując pomógł mi dotrzeć do drzwi mieszkania.
- Rozgość się -powiedziałam, gdy znaleźliśmy się w środku, nie mogłam w to uwierzyć, był tu ze mną, czy to stanie się właśnie tej nocy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz