Dokończyliśmy
nasze steki. Zamówiliśmy aromatyczne grzańce na bazie jabłek,
goździków i skandynawskiego groga. Rozmowa powędrowała na
zupełnie inne tory. Znowu poczuliśmy się swobodnie w swoim
towarzystwie. Dowiedziałam się, że Jurek ma starszą siostrę
Jolantę, która wyszła za mąż gdy był jeszcze w liceum. Jego
rodzice mieszkają w starym domu na Jelonkach i całe życie ciężko
pracowali by „ich dzieciom żyło się lepiej”. Mama chwytała
się różnych zajęć, ale głównie była krawcową, a tata ocierał
się o wielki świat pracując jako konserwator w hotelu Victoria.
Oboje są już na emeryturze, co by sugerowało, że są starsi od
moich rodziców. Ja też opowiedziałam mu co nieco o sobie.
Zauważyliśmy z rozbawieniem, że nasi rodzice mieli tę samą
taktykę na nazywanie dzieci. Jego rodzice dali swoim dzieciom imiona
na „J”, a moi zdecydowali się na „M”. Moja starsza siostra
ma na imię Marta, a młodszy brat Mikołaj. Bardzo wciągnęła go
historia moich rodziców. Faktycznie, moi staruszkowie zachowali się
w którymś momencie dość niesztampowo.
Kiedy
byłam w liceum zmarła siostra mojej babci. Ciocia Maria żyła sama
w niewielkim domu w okolicach Kętrzyna. Była pielęgniarką w
tamtejszym szpitalu. Miała chyba kiedyś męża, ale umarł bardzo
wcześnie, a ona nigdy z nikim się nie związała. Nie miała też
dzieci. Po jej śmierci zgłosił się do mojej babci Matyldy prawnik
i oznajmił, że ciocia Maria zapisała jej w spadku swój dom. Moja
babcia nie bardzo wiedziała co ma z tym wszystkim zrobić i rodzinna
narada postanowiła, że spadkiem zajmą się moi rodzice. Wielkiego
wyboru nie było. Rodzice Marii i Matyldy nie przetrwali wojny,
podobnie jak ich młodszy brat Makary, który od wojny nie dał znaku
życia. Moja babcia Matylda miała zaś tylko jedno dziecko, moją
mamę Mariannę. Babcia przygotowała stosowne upoważnienia, rodzice
spakowali walizkę i pojechali zająć się wszystkim na miejscu. Ja
i mój brat zostaliśmy z babcią. Pobyt rodziców nieco się
przedłużył. Mówili, że choć mieli zamiar sprzedać dom, teraz
zastanawiają się, czy nie zrobić z niego letniska. Postanowiliśmy
wypróbować tę opcję i pojechaliśmy tam na lato. Najbardziej
spodobało się Mikołajowi. Powiedział, że mógłby tam
zamieszkać. Rodzice jakby na to czekali. Oznajmili, że też
chcieliby tam zostać na stałe. Chociaż obydwoje są Warszawiakami
z dziada pradziada zmęczyli się już Warszawą i chcą innego
życia. Mi też się tam spodobało, ale bez przesady, nie chciałam
tam zostać na cały rok. Po wakacjach zaczynałam drugą klasę
liceum. Miałam już znajomych, nie chciałam zmieniać szkoły, poza
tym dla dojrzewającej dziewczyny zamiana wielkiego miasta na pustą
wieś to mało kusząca propozycja. Marta w ogóle nie brała tego
pod uwagę. Od dwóch lat studiowała socjologię, poza tym na
horyzoncie pojawił się Janusz, jej przyszły mąż. Oczywistym dla
mnie było, że skoro Marta nie musi się przeprowadzać, to ja też
nie muszę. Możemy razem zostać w naszym domu w Warszawie. Rodzice
mieli inne zdanie. Marta była już dorosła, poza tym nie chcieli
jej zmuszać do zajmowania się młodsza siostrą. Z pomocą przyszła
mi babcia. Zaproponowała, żebym została z nią. Tak też się
stało. Rodzice na stałe zamieszkali pod Kętrzynem. Szybko się tam
zadomowili. Zaczęli pracować w miejscowym szpitalu. Tata jest
lekarzem, a mama laborantką. Mikołaj mieszka z nimi i też czuje
się tam super. Chociaż teraz jest w domu coraz rzadziej, ale chce
tam zostać. Studiuje leśnictwo w Olsztynie.
- Więc
mieszkasz z babcią- zapytał mnie Jurek po moim monologu.
- Niestety,
zmarła gdy byłam na drugim roku- kurcze, mimo tych paru ładnych
lat, na wspomnienie o niej robiło mi się ciepło na sercu, a potem
czułam ten straszny żal, że już jej nie ma.
- Tęsknisz
za nią?- spytał.
- Bardzo,
ale nie mówmy już o tym, bo się całkiem rozkleję. Ten czas, w
liceum, był dla mnie super. Babcia miała na wszystko oko, ale
starała się mi niczego nie zabraniać. Powtarzała rodzicom, że
muszę znaleźć swoją własna drogę sama. Przez ten czas bardzo
zżyłam się tez z Martą. Ona wprawdzie zaczynała swoje życie z
Januszem, ale zawsze mogłam na nią liczyć.
- Wygląda
na to, że twoja rodzina składa się z bardzo fajnych ludzi.
- Czy
ja wiem, chyba dla każdego jego rodzina jest wyjątkowa- zamyśliłam
się, chyba Jurek miał rację. Trafiło mi się całkiem niezłe
gniazdo. Wtedy przypadkiem spojrzałam na jego zegarek. Granatowa
tarcza wskazywała 21:00.- Ale się zagadaliśmy, to znaczy ja cię
zagadałam. Chyba czas już wracać do domu.
Jurek
spojrzał na zegarek.
- Nie
jest jeszcze tak późno. Proszę cię zostańmy jeszcze. Bardzo
dobrze mi się z tobą rozmawia. Może coś jeszcze zamówimy?
- Jestem
już zmęczona. Nie chcę mieć jutro worów pod oczami, ale masz
rację, już dawno z nikim mi się tak dobrze nie rozmawiało.
Musimy to robić częściej.
Jurek
przystał na moją prośbę i w kilka minut opuściliśmy
restaurację. Na dworze czekała na nas niespodzianka. Właśnie
zaczął prószyć pierwszy tej jesieni śnieg. Zrobiło się
magicznie. Płatki tańczyły w świetle parkowych latarni.
Ucieszyłam się na ten widok jak dziecko. Rozłożyłam ręce i
wychyliłam twarz do opadającego śniegu. Chciałam sprawdzić, czy
i on tak się cieszy na widok białego puchu. Znalazłam jego oczy.
Nie widział śniegu, ale wpatrywał się bacznie we mnie. Jego oczy
wyrażały wiele emocji naraz. Poczułam się wspaniale. Patrzył na
mnie z uwielbieniem, pożądaniem, zachwytem. Znowu mocno zaciskał
zęby, a jego mocno zarysowana żuchwa falowała. Boże, wygląda tak
męsko. Nie zastanawiając się wcale nad tym co robię podeszłam do
niego i położyłam dłonie na jego uszach, a potem wczepiłam moje
usta w jego. Przez chwilę był zaskoczony. Potem chwycił gumkę
spinającą moje włosy w koński ogon i uwolnił moje włosy. Jedną
dłonią chwycił mnie mocno w talii, a drugą wplótł w moje włosy,
przyciągając mnie mocno do siebie. Jego język wtargnął
bezwstydnie do moich ust i splótł się z moim. Było mi bardzo
dobrze. Czułam go na całym ciele. Swoim pocałunkiem był we mnie
wszędzie. Chciałam być jeszcze bliżej niego. Przywarłam do niego
biodrami, a on jeszcze mocniej objął mnie w talii. Jęknęłam w
jego usta, co natychmiast wywołało jego szelmowski uśmiech. Nadal
trzymał mnie bardzo blisko siebie. Miałam wrażenie, że nie
dotykam nawet ziemi nogami. Teraz jednak zataczał powolne kółka
językiem wokół mojego języka, po czym zamykał pocałunek na
moich ustach, jakby delikatnie je kąsając. Nie przerywając
pocałunku mówił do mnie:
- Co
ty ze mną robisz Monika.... Musimy natychmiast przerwać, ...bo
zaraz... wezmę cię tu... przed restauracją.
- To
weź- szepnęłam i sama nie wierzyłam w to co wyrwało się z
moich ust.
- Chcesz
tego- przyłożył swoje czoło do mojego- naprawdę?
- Tak,
bardzo, ale nie tutaj i jeszcze nie teraz- wrócił do mnie rozum.
- Grzeczna
dziewczynka- uśmiechnął się szelmowsko, dobrze wiedział, że
samym pocałunkiem prawie doprowadził mnie do orgazmu- chodź,
zawiozę cię do domu- ucałował mnie w czoło i trzymając blisko
siebie zaprowadził do samochodu.
Usadowiłam
się wygodnie i nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie, gdy byliśmy
pod moim domem. Całował moje włosy i gładził mój policzek.
- Maleńka
obudź się, jesteśmy na miejscu- powtarzał.
Kiedy
doszłam do siebie nie mogłam uwierzyć, że tak głęboko zasnęłam.
Poszedł z drugiej strony auta i otworzył mi drzwi. Niemal wyniósł
mnie z samochodu i mocno obejmując pomógł mi dotrzeć do drzwi
mieszkania.
- Rozgość
się -powiedziałam, gdy znaleźliśmy się w środku, nie mogłam w
to uwierzyć, był tu ze mną, czy to stanie się właśnie tej
nocy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz