wtorek, 4 grudnia 2012

III

Lektura mnie nie zawiodła. Czytałam o pięknej miłości, trochę „popieprzonej” przez „popieprzenie” Greya, ale Ana też miała swoje za skórką. Przeszłość mocno wpłynęła na postępowanie Christiana, ale odpowiednia osoba była w stanie wiele zmienić. Pozwolił jej się nawet przytulić do swoich blizn. No i cały ten seks. Krytycy mówią, że ta książka to „cienkie porno dla mamusiek”, ale chyba nigdy nie przeżyli TAKIEJ miłości, by zrozumieć co dzieje się między Christianem i Aną, także poza seksem. Tak na prawdę mogliby się kochać każdego dnia tak samo, a ich doznania byłyby równie silne, tak właśnie wyobrażam sobie seks, gdy kogoś mocno kochasz. I chyba wyobrażenia muszą mi na razie wystarczyć. Tyle, że Grey, nie byłby sobą, gdyby jego przeszłość i upodobania. Mógł jednak z nich zrezygnować dla Any, zrozumiał, że jego seksualne fantazje były zamiast miłości i gdy ma miłość nie są mu do niczego potrzebne. Ana nie miała przed Christianem innego mężczyzny, to dla niego dodatkowy afrodyzjak. Wspaniale wprowadza ją w świat cielesnych rozkoszy, jest jej przewodnikiem.
Ja i Adam sami uczyliśmy się siebie na wzajem. Dla każdego z nas był to pierwszy związek  połączony z fizyczną bliskością. Nie wiem dokładnie co, czy to, że tak bardzo go kochałam, czy to, że wiedziałam już jak to jest, może brak doświadczenia, a może po prostu głupota powodowały u mnie nieznośne uczucie zazdrości i zaborczości. Nie chodziło tu jedynie o inne kobiety, choć jego uwaga zwrócona nawet z grzeczności w stronę jakiejkolwiek była bardzo bolesna, ale także o inne rzeczy, nawet o zainteresowania. Chciałam dzielić z nim wszystko, a on z kolei potrzebował swobody w samorealizacji. Teraz to wiem, zrozumiałam to wiele miesięcy po rozstaniu. Rozumiałam jednak bardzo dokładnie Christiana, który z kochał Anę z wielką zaborczością. Jak jednak wyjaśniał Anie dr Flynn, Christian emocjonalnie był na poziomie nastolatka. Tak chyba było i ze mną, pierwsza wielka miłość była połączona z wielką niedojrzałością emocjonalną i złym pojmowaniem „należenia do siebie”. Z pewnością byłam teraz dużo mądrzejsza. Tylko jakoś nie mogę wypróbować tej swojej mądrości, bo na horyzoncie pustka. Mężczyźni, których spotykam na swojej drodze w ogóle nie wywołują u mnie choćby zainteresowania. Czy może to moja wina? Zbyt duże wymagania, zbyt mała otwartość, a może dać jednemu lub drugiemu szansę, może ta czy inna znajomość jakoś by się rozwinęła, może Mareczek ma rację? Może nie każdy związek musi się zacząć fajerwerkami? A co mi tam, poczekam jeszcze na mojego Greya.
Zasypiałam w takim samym stanie, w jakim witałam dzień, jakbym właśnie spotkała SWOJEGO mężczyznę. Gonitwie myśli towarzyszył też obraz Adama. Byłam go bardzo ciekawa. Myśli o Greyu odsuwały się coraz bardziej, a świadomość wypełniała się myślami o Adamie, coraz mocniej i mocniej i odpłynęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz