wtorek, 4 grudnia 2012

V

Zebranie trwało prawie godzinę. Ustalono przebieg najbliższych tygodni i ustalono kolejne spotkanie na jutro.
- Pani Monika będzie naszym skrybą, będzie obserwować wszystkie spotkania robocze, a na  końcu zbuduje raport określający wytyczne systemu.- powiedział prezes, gdy wszyscy zbierali się już do rozejścia.
- Z całym szacunkiem panie prezesie, ale czy jest to dobry pomysł...- próbował protestować Jurek.
„No zaraz go palnę”- pomyślałam, co on wie, jeszcze mi kretyn zabierze moje pierwsze w tej firmie wyzwanie.
- Panie Jurku, rozumiem pana obawy, ale pani Monika z pewnością sobie poradzi.
- Skoro tak, przepraszam.
- Wiem czego się pan obawia- kontynuował prezes- ale na tym etapie będziemy opracowywać procesy i do tego pani Monika nada się znakomicie. Dziękuję państwu i do jutra. Zdąży pan panie Pawle zrobić spotkanie z szefami grup sprzedażowych?
- Tak zwołam je na rano i tak zawsze mamy odprawę.
- Zatem do jutra.
Wszyscy opuścili gabinet prezesa. Szybko zajęłam miejsce za sowim biurkiem. Parszywy gnojek, dopiero przyszedł do firmy i już mąci, ale może ma rację, to rzut na naprawdę głęboką wodę, do tej pory przyglądałam się tylko różnym przedsięwzięciom, asystowałam przy nich, ale to pierwsze samodzielne zadanie, ale co on tam wie, dam radę na pewno, baran, no gnojek pieprzony. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, że tym myślom towarzyszyło pełne nienawiści wpatrywanie się w winowajcę, gdyby wzrok mógł zabić, ciało Jurka ściekałoby teraz  z drzwi prowadzących do gabinetu prezesa. Jurek zamienił kilka słów z panem Stefanem, dał znać, że dołączy później i podszedł do mnie. Udałam, że tego nie zauważyłam.
- Przepraszam za to w gabinecie, to nic personalnego, chcę, żeby nam się to udało, wszystko musi pójść dobrze, a nie wiem jakie masz doświadczenie.- powiedział robiąc maślane oczy.
- Jak nie wiesz, to czemu zakładasz, że sobie nie poradzę- odpowiedziałam wściekła, wstałam zza biurka obdarzając go najbardziej nienawistnym spojrzeniem jakie miałam w repertuarze.
- No właśnie dlaczego?- zapytał sam siebie- kretyn ze mnie.
Facet, który przyznaje się do błędu, nie może być tak z gruntu zły,  ale postanowiła, że nie pokaże, że udało mu się mnie trochę udobruchać.
Wpatrywał się we mnie takim wyczekującym wzrokiem, postanowiłam wytrzymać jego spojrzenie, nie wiedziałam ile to trwało, ale zadziałało na mnie w dziwny sposób, nie czułam czegoś takiego od dawna. Uśmiechnął się ledwie zauważalnie, czyżby odczytał moje myśli. Wyczułam, że moja twarz zaczyna lekko odpuszczać. Jego niebieskie oczy dalej wwiercały się we mnie.
- Widzę, że już lepiej, nie gniewasz się na mnie?
- Skąd ten pomysł, nadal jestem wściekła- próbowałam być zimna i stanowcza, ale zdecydowanie mi to nie wychodziło.
 - Niestety teraz muszę lecieć, Stefan na mnie czeka, słuchaj- podszedł bliżej- spotkajmy się po pracy, o której kończysz?
Niewiarygodne, kolana zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, co się z nią dzieje, stopa zachwiała się na szpilce, aby nie upaść oparłam się o jego ramię, co mnie trochę spięło. Cholera zawsze muszę z siebie zrobić kretynkę. Kiedy chciałam zabrać rękę z jego ramienia, przytrzymał mnie,
- Wszystko ok?
- Tak, to te cholerne obcasy.
- Może i cholerne, ale...- zawiesił głos, spoglądając w dół na moje nogi- to co, po pracy- mówił nie puszczając jej ręki.
- Dobrze, wychodzę, właściwie to zaraz, po 16:30- spojrzałam na zegarek, co uwolniło mnie spod jego przenikliwego spojrzenia, nie chciałam się dalej droczyć, po prostu bardzo chciałam się z nim spotkać, działo się ze mną coś nieprawdopodobnego, czyżby to ten piorun z jasnego nieba, o którym tyle słyszałam, ale nigdy go nie przeżyłam, nawet z Adamem.
- Przyjdę po ciebie, zaczekasz tu?
- Tak- powiedziałam prawie szeptem.
Co się ze mną dzieje? Weź się w garść, nie masz 15 lat!  Jurek zbiegł po schodach i zniknął mi jej oczu.
Nie bardzo mogłam zrozumieć co tu się właśnie wydarzyło. Muszę chyba odstawić tę książkę, bo zaczynam się rzucać na facetów. Może jeszcze uda mi się z tego jakoś wyplątać? Po co mi to spotkanie? O czym ja z nim będę rozmawiać?  Zamieniliśmy przez te kilka tygodni, odkąd został zatrudniony może z pięć zdawkowych zdań, a teraz proszę... co ja sobie myślałam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz