Ten to potrafi słuchać! Rozgadałam się straszliwie. Ale widzę, że to go nie nudzi. Słucha mnie uważnie, jest zadziwiony moją opowieścią, trochę niedowierza. Kurczę, przecież on też się zmienił. Tylko, że ja się zmieniałam, bo szukałam siebie, próbowałam, wsiąkałam w różne otoczenie by znaleźć to, co mi odpowiadało, by znaleźć to w czym to ja czuję się dobrze. Dotyczyło to wszystkiego: muzyki, książek, ubioru, ludzi, otoczenia, tego jak chciałam spędzać czas i co sprawiało mi przyjemność, moich własnych wartości. Niestety długo nie miałam swojego zdania, raczej podzielałam opinie mojego otoczenia. Tak, na prawdę długo szukałam siebie. A on? Wygląda na to, że zawsze był sobą, jedyne co w sobie zmienił to to, że otworzył się na świat, pozwolił innym poznać siebie, z obserwatora przeistoczył się w czynnego uczestnika wydarzeń, a często był ich głównym bohaterem. W naszych szkołach był tłamszony jako „kujon”, kiedy zaczął wyjeżdżać na różne konkursy, programy stypendialne, wymiany, no i wreszcie pojechał do pracy do Norwegii okazało się, że jest cholernie zdolnym i wartościowym człowiekiem. Tam traktowano go z należnym szacunkiem. Oczywiście niczego takiego mi nie powiedział wprost. Jurek doskonale zna swoją wartość, ale jest przy tym bardzo skromny.
Nie mam go dość, bez końca mogłabym tak z nim siedzieć, rozmawiać, tulić się, patrzeć mu w oczy, po prostu być. Czy to możliwe, że znamy się dopiero kilka dni? Pierwszy raz spotkałam kogoś, kto tak szybko stał mi się tak bliski. Utarte slogany „wydaje mi się, że znam cię od lat”, „miłość od pierwszego widzenia” nagle stały się dla mnie rzeczywistością. Uwielbiam historię Any i Greya, ale też drażniło mnie jak nieprawdopodobnie szybko coś między nimi zaiskrzyło, a tu proszę! To jednak możliwe. A może tak po prostu mają dorośli ludzie? Nie da się ukryć, że moje doświadczenie w tej sprawie jest znikome. Żaden z facetów z ery po Adamie, z którym miałam ochotę się spotkać nie budził we takich emocji, może dlatego każdy z nich wydawał mi się zbyt szybki, zbyt bezpośredni. Skąd z kolei mam mieć pewność co do Jurka, że ten facet jest właściwy? Znowu popadam w zadumę.
- O czym tak intensywnie myślisz? –pyta mnie wesoło.
- Głównie o tym jak puste słowa, nagle nabierają znaczenia- patrzę na niego, a on ma wymalowany na twarzy znak zapytania- wciąż nie mogę uwierzyć, że znamy się kilka dni-mówię dalej- a wydaje mi się jakbym znała cię od lat. To właśnie taki utarty slogan, który zawsze nieco mnie drażnił w romansach, melodramatach i komediach romantycznych, a teraz już wiem co to oznacza.
- Ja też tak się czuję, no może podobnie. Chyba już ci mówiłem, że od kilku tygodni cię obserwowałem...
- Zdajesz sobie sprawę jak niefajnie to brzmi?...
- Nie no co ty? To było fascynujące. Kojarzysz to miejsce, gdzie kończą się schody na twoim piętrze? Często stawałem przy barierce. Nie zwracasz na to miejsce uwagi, pewnie dlatego, że ciągle ktoś tamtędy przechodzi. Doskonale widać stamtąd twoje biurko. Lubiłem na ciebie patrzeć. Twoje ruchy, gesty, to jak trzymasz słuchawkę od telefonu, jak się uśmiechasz... teraz czuję się jakby stało się osiągalne to, co tylko widziałem przez szybę...-o Boże w życiu nie słyszałam czegoś tak romantycznego, cała się rozpływam.
- Czemu nie podszedłeś wcześniej?
- Nie byłem gotowy- wypalił bez namysłu i zabrzmiało to bardzo poważnie- gdybym podszedł wtedy wszystko bym spieprzył. To nie był dobry czas w moim życiu. To ty rozgoniłaś moje czarne myśli.
- Jak to możliwe?...
- Nie mam pojęcia, zdarzyło się i już.
Chmury zasnuły i tak już ciemne niebo i zaczął padać rzęsisty deszcz.
- Pewnie niedługo zjawi się twój kolega, pójdę już- zaproponowałam i niechętnie wstałam z kanapy.
- Może jednak zostaniesz? Bardzo chciałbym żebyś go poznała.
- To ktoś ważny dla ciebie?
- Tak- odpowiedział i przełknął ślinę, jakby właśnie się do czegoś przyznał.
- Jeśli tak jest, chciałabym go poznać kiedy indziej. Zobacz, teraz jest pewnie roztrzęsiony i ma ochotę wygadać się przyjacielowi. Pierwsze spotkanie jest bardzo ważne, a nie sądzę by miał ochotę na nie w tej chwili. Pewnie za kilka dni wszystko się uspokoi, emocje choć trochę opadną... Wydaje mi się, że tak będzie lepiej.
- Może masz rację. W takim razie odwiozę cię taksówką, strasznie pada, a napiliśmy się wina.
- No coś ty, bierz parasol i idziemy, przecież to zaledwie..ile? Kilometr?
- Nie chciałem żebyś mokła, ale skoro chcesz bardzo proszę- wyciągnął z szafy wielki parasol, podał mi płaszcz, sam założył kurtkę do biegania i sportowe buty- wracając pobiegam jeszcze trochę, przez te kilka dni z tobą w ogóle nie ćwiczyłem- uśmiecha się oskarżycielsko.
- Mi też przyda się samotny wieczór, zaniedbałam się przez ciebie- nie jestem mu dłużna.
Wychodzimy na dwór. Pada na prawdę mocno. Jurek rozpościera nad nami parasol, trzyma go w lewej dłoni, a prawą ręką przyciąga mnie mocno do siebie. Przeszywa mnie przyjemny dreszcz. Uwielbiam tego faceta, jest taki silny i męski. Chce zrobić krok na przód, ale nie pozwalam mu. Przygląda mi się pytająco, a ja obejmuję dłońmi jego twarz i przyklejam się do jego ust. Trzymając rozpostartą dłoń na moich plecach, jeszcze mocniej przytwierdza mnie do siebie, odwzajemnia mój pocałunek. Jest mile zaskoczony, wyczuwam jak unosi kąciki ust. Składam na jego ustach jeszcze kilka delikatnych, miękkich całusów. Opiera swoje czoło o moje. Jest tak wspaniale. Motyle w moim brzuchu trzepoczą skrzydłami na całego. Znowu mocno porusza żuchwą zaciskając zęby. Przymyka oczy.
- Dobrze mi- mówi.
- Miał- mruczę.
- Chcę spędzić z tobą cały weekend, nie puszczę cię nawet na chwilę.- uppsss.
- To będzie trudne, jadę do rodziców- w tym momencie też nie jestem z tego zadowolona, mina Jurka rzednie, w jednym momencie jego nastrój się zmienia. Ściąga brwi, a jego bruzda na czole staje się na prawdę widoczna.- Jesteś zły?- pytam cicho.
- Nie. No coś ty. Jeśli musisz, jedź.
- Właściwie nie muszę, chcę. Wprawdzie trochę mniej niż kiedy się umawialiśmy na ten rodzinny zlot i to przez ciebie- wlepiam swój wzrok w jego oczy, jestem strasznie słodka, tak bardzo chcę by się rozchmurzył- ale powinnam pojechać. Umawialiśmy się na ten weekend od dwóch miesięcy. Ciągle przyjeżdżamy do rodziców osobno, więc ustaliliśmy, że w ten weekend będziemy tam wszyscy razem...
- No dobrze, jakoś to będzie. Zajmę się przez ten czas Kompasem...
- Czym?
- Kim. Kompasem, to ten mój kumpel.
- Urocza ksywka- na szczęście temat wyjazdu powoli się oddala, zachmurzenie z jego twarzy znika, ale to z nieba nie, mam wrażenie, że pada jeszcze mocnej.
- Strasznie go nosi po świecie, to chyba stąd. Nie wiem właściwie. Ksywkę już miał jak go poznałem. Chodźmy.
Ruszamy w kierunku mojego domu. Wydaje mi się, że jedynie lekko dotykam chodnika, Jurek tak mocno mnie do siebie przytula. Drugą ręką walczy z parasolem smaganym coraz silniejszym wiatrem.
- Wejdź proszę do mnie- mówię gdy jesteśmy pod drzwiami.
- Nie- odpowiada stanowczo, ale wiem, że żartobliwie- jak wejdę, nie będę chciał wyjść.
- Na to liczę-mówię zawadiacko i chwilę mu się przyglądam, widzę, że jeszcze chwila i zgodzi się zostać ze mną, więc przerywam to wpatrywanie się w siebie- leć już, ktoś go musi wpuścić do domu, poza tym jesteś mu potrzebny, a ja muszę zrobić manikiur, pranie i wreszcie położyć się o normalnej porze, bo już mam wory pod oczami...- tym razem on chwyta w objęcia moją twarz i całuje moje oczy, mm, jakie to przyjemne. Potem jego usta lądują na moim nosie, za chwile całuje moje uszy, aż wreszcie delikatnie całuje moje usta. Zatacza językiem kółka i rozchyla moje wargi. Poddaje mu się całkowicie. Kończy nasz pocałunek równie stanowczo jak go rozpoczął. Składa parasol.
- Mogę go u ciebie przechować?- pyta. Wyciągam rękę i biorę parasol, a on wydobywa zza siebie kaptur, naciąga go na głowę, puszcza do mnie oko i puszcza się szybkim biegiem w dal. Po chwili znika za rogiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz