piątek, 11 stycznia 2013

XX

- To jak robimy jutro?- pytam siostrę. Postanowiłam do niej zadzwonić jak tylko weszłam do domu, potem na mur beton zapomnę, a faktycznie nagle przestałam się odzywać.
- Może zróbmy tak, że przyjedziemy po ciebie pod pracę, o której możesz wyjść najwcześniej?
- Myślę, że około 16:00, ale jak chcecie zwolnię się wcześniej.
- Nie sądzę, żeby udało nam się wyrobić wcześniej. A jak Romeo?- pyta rozbawiona Marta.
- Dobrze, no może jest trochę smutny, że wyjeżdżam, z resztą pogadamy na miejscu, muszę to jakoś ogarnąć.
- To weź go ze sobą...
- Nie uważasz, że trochę na to za wcześnie- jestem zaskoczona jej propozycją, nawet mi to nie przeszło przez myśl, sama znam go za mało, żeby już mieli go poznać moi bliscy- poza tym, potrzebuję dystansu, chcę przemyśleć, to co się wydarzyło w tym tygodniu.
- Za dużo kombinujesz, daj sobie więcej luzu, jeśli facet jest miły i cię się podoba, to na razie wystarczy, przecież nie deklarujesz niczego na całe życie, jesteś młoda, baw się, doświadczaj, nawet nie muszę mówić byś była ostrożna, bo sama z siebie jesteś aż nad to. Ludzie w ogóle by się nie wiązali, gdyby tyle myśleli co ty.
- Dobra, dobra, pogadamy jutro, opowiem ci co nie co, a ty sama ocenisz.- jestem zniecierpliwiona, ona znowu mnie poucza!
- Nie denerwuj się- wyczuwa mnie bezbłędnie- jutro pogadamy, pa!
Eh, wkurzyłam się. Mogę się denerwować z jakiegokolwiek powodu uznam za stosowne, to moje życie, a to co się dzieje nie zdarza mi się codziennie, kurcze, zdarzyło mi się to właściwie drugi raz w życiu, a tak właściwie w takim kształcie to pierwszy raz. Adama znałam wcześniej prawie rok, chodziliśmy razem do szkoły i na Boga byliśmy strasznie młodzi. Każdy następny facet zagrzewał przy mnie miejsce przez najwyżej kilka spotkań i kilka pocałunków, zwykle, gdy już do nich dochodziło, było dla mnie jasne, że czas kończyć. Nie było fajerwerków, nie było związku. Wszystko albo nic!
Rozmyślając przebrałam się w aladynki i bluzę a kapturem, nałożyłam na twarz maseczkę i zabrałam się za zmywanie paznokci. Potem wstawiłam pranie. Włączyłam muzykę. Zrobiłam sobie kawę, zmyłam maseczkę i rozsiadłam się na kanapie by pomalować paznokcie. 3 Doors Down śpiewali właśnie „Here without you”. Refren mnie rozbraja, siedzę nieruchomo na kanapie i tak strasznie za nim tęsknię. Jest tak blisko, kilka domów dalej, prawie nie mogę tego znieść. I'm here without you baby, But you're still on my lonely mind, I think about you, And I dream about you all the time. I'm here without you baby”. Jak można się tak zatracić w kimś dopiero co poznanym. Chwytam za telefon i wystukuję smsa „Tęsknię”. Po chwili rozlega się dzwonek mojego telefonu, moja ostatnio ukochana piosenka „Closer” Kings of Leon. Nie znałabym tego zespołu gdyby nie Fifty shades.
- Ja też tęsknię maleńka, nie wiesz jak bardzo- ma miękki, ciepły głos, rozpływa się po całym moim ciele, zmywa nieco mój bezgraniczny smutek.
- Jest już twój przyjaciel?- pytam cichutko, jeszcze chwila i się rozpłaczę, to jest takie intensywne, nie wiem co się ze mną dzieje.
- Jest skarbie, dobrze się czujesz?
- Tak, smutno mi troszeczkę- szepczę, a w głowie krzyczę PRZYJEDŹ DO MNIE.
- Wiesz, że mogę być u ciebie za dziesięć minut, wystarczy, że powiesz jedno słowo.
- Wiem, ale teraz zajmij się przyjacielem. Jak on się czuje?
- Jest w rozsypce. To go strasznie przygniotło, a to na prawdę twardy facet.
- To tym bardziej zostań...
- Śpij dobrze myszko.
- Ty też, dobranoc.- staram się uśmiechnąć, by nie słyszał jak bardzo mi smutno.
- Ale jakby co dzwoń, będę natychmiast.
- Dobrze, pa.- może ma rację, to najlepsze wyjście, wykąpię się i pójdę spać. Najlepiej będzie jak prześpię ten smutek i tę wielką tęsknotę. Nie mogę tego ogarnąć. „Closer” leci teraz z głośników, rozpadam się na tysiąc kawałków „She took my hart, I think she took my soul”, jak to możliwe? Co on ze mną zrobił? W pracy jako tako funkcjonuję, fakt trudniej mi się skupić, ale mam tam do zrobienia rzeczy, których nie chcę zawalić. Muszę znaleźć sobie coś do roboty w domu. Jak na złość nie nabałaganiłam zbytnio w tym tygodniu. Wlewam do umywalki tonę mleczka do czyszczenia szoruję ją zbyt mocno niż na to zasługuje. To samo robię z szybą dzielącą prysznic od reszty łazienki. Kiedy kończę opadam z sił, ale w głowie bębni jedna myśl. Wciąż widzę przed oczami Jurka, czuję jego zapach, w myślach dotykam jego szyi, uwielbiam to miejsce, gdzie na karku kończy się linia włosów. Dotykam jego twarzy, patrzę mu w oczy, a on w moje. Potrząsam mocno głową, kobieto opanuj się. Wybiegam z łazienki, rzucam się na podłogę w salonie i pompuję brzuszki, głośno wydycham powietrze. To też niewiele pomaga, myśli nie zmieniają swojego toru, ale przynajmniej jestem wykończona. Biorę gorący prysznic. Dotykam powoli swojego ciała, ale tak naprawdę jestem spragniona jego dotyku. Wtedy przypominam sobie o książce. Może ona oderwie mnie choć na chwilę od Jurka. Szybko wskakuję w piżamę i za chwilę jestem w łóżku. Zatapiam się w cudzą historię i jeszcze bardziej czuję jak jest mi bliska. Jeszcze bardziej rozumiem co czują. Na jaw wychodzą demony przeszłości, ale nic nie jest w stanie ich rozdzielić. I ta chemia, czuję ją na każdej stronie książki. Czuję ją w sobie. Pierwszy raz czuję coś takiego do mężczyzny. Pierwszy raz tak mocno potrzebuję czyjejś obecności. Znowu słyszę „Closer”, dzwoni mój telefon. Znajduję go w przedpokoju na stoliczku z kluczami. To Jurek. Biorę głęboki wdech.
- Halo- mówię cicho.
- Mam nadzieję, że cię nie obudziłem?
- Nie, czytałam- staram się mówić normalnie.
- Głos ci drży- zauważa.
- Zaschło mi w gardle, zaraz się czegoś napiję- odchrząkuję cicho.
- Poczekaj na mnie rano, chcę cię odwieźć do pracy, a potem pojadę z Kompasem do Gdańska. Chcę mu trochę pomóc, nie wiem czy jest w stanie sam ogarnąć temat sprzedaży tego mieszkania.
- Długo cię nie będzie?- przeszywa mnie ból.
- Nie, wrócę w niedzielę. Odwiozę go tylko, ale chcę być tam już w piątek, by zgłosić mieszkanie w kilku agencjach nieruchomości. Pomogę mu się ulokować i wrócę. A ty, kiedy jedziesz do rodziców?
- Jutro...po pracy- bardzo się staram brzmieć naturalnie, jak to dobrze, że w niedzielę wraca!- jadę z siostrą, jej mężem i synkiem.
- Do zobaczenia rano i idź już spać, nie chcę żebyś jutro była zmęczona- słucham go i zastanawiam się jak uda mi się jutro przetrwać w pracy, gdy będę wiedziała, że jest daleko, a potem te dwa dni u rodziców.
- Śpij dobrze- mówię zaciskając oczy, zaraz się rozryczę, tylko dlaczego? Nie dzieje się nic takiego, co powinno wywołać u mnie łzy.
- Mała, czy wszystko w porządku?
- Tak, dlaczego?
- Dziwnie brzmisz?
- No coś ty, wszystko dobrze- a w myślach mówię, JEST BEZNADZIEJNIE.
- Nie kupuję tego, powiedz co się stało.
- Tęsknię, to wszystko.
- To wszystko??!!!- podnosi głos. To cholernie dużo. Dla mnie. To cholernie dużo dla mnie znaczy, że tęsknisz.- mówi każde słowo wyraźnie, dobitnie, oddzielnie.- Połóż się i spróbuj zasnąć.
- Pa- mówię szybko i natychmiast się rozłączam. Już tego nie powstrzymam, łzy lecą mi po policzkach. Karcę się w myślach. Co ja wyprawiam, przecież nie przypnę się do niego kajdankami. Co by się nie działo, nie możemy być razem 24 godziny na dobę, to niewykonalne. Becząc przypominam sobie, że nie spakowałam się na wyjazd. Sięgam na górną półkę szafy, stając na małym podeście i wyciągam malutką walizkę. Wrzucam dwie pary spodni, dres i dwie przypadkowe bawełniane bluzki. Nie mam głowy do zestawiania garderoby, a jakieś ubrania mam też u rodziców. Dorzucam jeszcze bieliznę, piżamę i buty trekingowe, które jednak wyjmuję, bo chyba mam inne u rodziców. Kosmetyki spakuję jutro, po porannej toalecie. Zgarnę je tylko do kosmetyczki, żeby były już w jednym miejscu. Spokojnie, jadę do rodziców, tam będzie wszystko, czego mogę potrzebować. Tylko czy znajdę tam spokój i dystans? Nie, nie , nie znowu potrząsam głową, już tak dobrze pakowanie odwróciło uwagę od Niego. Znowu zaciskam oczy, ale gdy je otwieram wodospad łez znowu leje się na moje policzki. Wychodzę rozmazana z łazienki, a znajdujące się na przeciw niej drzwi wejściowe właśnie się otwierają. Zamieram na chwilę, przez głowę przebiega mi myśl- o rzesz, nie zamknęłam drzwi. W drzwiach staje Jurek. Widząc mnie, ma przerażoną minę. Trzaska drzwiami i chwyta mnie w ramiona.
- Chryste Monika, co się stało? Czemu płaczesz?- ale ja już nie płaczę, śmieję się teraz przez łzy jak głupia, a on scałowuje z moich policzków słony potok. Mój rycerz. Trzyma moją twarz w swoich dłoniach i całuje każdy jej milimetr. Potem znowu tuli mnie do siebie. –Czułem, że coś jest nie tak. Czemu nie kazałaś mi przyjść?
- Jurek nic takiego się nie dzieje, to takie babskie łzy, sama jestem na siebie za nie zła, ale lecą same i nie mogę nic na to poradzić.- słucha mnie, widzę, że się rozluźnia. Jeszcze raz całuje mnie delikatnie w usta. Ogarnia mnie niesamowita ulga, jakby właśnie ominęło mnie jakieś zagrożenie. Jest mi tak lekko, czuję się jakby ktoś zdjął ze mnie wielki głaz. Jurek tuli mnie do siebie, ale jego ręka wędruje w dół i dostaję klapsa w pośladek. Patrzę skonsternowana, a on mówi- to za otwarte drzwi- i lekko się uśmiecha.
- Rozpędziłeś właśnie wszystkie chmury, niezwykły talent.- chcę być uwodzicielska, ale kogo ja oszukuję, z tą spuchniętą od płaczu twarzą.
- Idziemy spać- zarządza, a ja patrzę na niego oniemiała. Zamyka drzwi na zasuwę. Sprawdza, czy na pewno są zamknięte. Gasi wszędzie światło, bierze mnie za rękę i prowadzi do łóżka. Zdejmuje swoją bluzę, pod spodem ma biały t-shirt, jest w lekkich bawełnianych spodniach, zrzuca z nóg sportowe buty. Kładzie się na moim łóżku i gestem pokazuje, żebym do niego dołączyła. Kładę się obok niego, a on delikatnie przewraca mnie na bok i przywiera do mnie całym sobą. Leżymy na łyżeczki. Całuje moje włosy. Głaszcze mnie po głowie i szepcze:
- Już dobrze, śpij kochanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz