wtorek, 4 grudnia 2012

II

Cały dzień minął mi w szaleńczym tempie. Mimo to z tyłu głowy wciąż tkwiła myśl o romansie Any i Christiana. Już dawno żadna historia nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Czułam jakby to dotyczyło bezpośrednio mnie. Jedyne o czym marzę, to wrócić teraz do domu i dokończyć drugą część. W drodze na przystanek odebrałam jednak telefon, który nieco pokrzyżował mi plany:
- Siostra, błagam cię, odbierz Miśka z przedszkola, mam tu urwanie głowy, zawieź go do nas, błagam, błagam, błagam...
- Okej, okej, ale ja nie mam samochodu, jest w warsztacie, zaraz znajdę jakieś taxi.
- Dzięki, jestem ci winna.. o cholera muszę kończyć, wrócę jak tylko się da...
No tak, książka musi zaczekać.
Stojąc na przystanku zatrzymałam przejeżdżającą taksówkę i pojechałam po małego siostrzeńca, oczko w głowie całej rodziny, synek mojej starszej siostry. Jak prosiła, zabrałam go do domu. Kiedy zamknęliśmy za sobą drzwi, znowu zadzwonił telefon.
- Słuchaj, nie było tak źle, już jestem wolna....
- A my już w domu, wracaj spokojnie
- To super, jeśli jesteście głodni, to w lodówce jest spaghetti, a jak tam dziś, są korki?
- Nie w normie, dotrzesz w pół godziny.
- To kamień z serca, zaraz jestem, pa...
Misio w czasie rozmowy starał się sam rozebrać. Największym problemem okazały się buty za kostkę, za nic nie dało się ich zdjąć, ale i tak byłam pod wrażeniem, mój mały Misiek był już taki samodzielny.
- Ależ wspaniale sobie poradziłeś, chodź pomogę ci z tymi buciskami.
- Buciskami, ale to śmieszne.
- Śmieszne?! Jesteś głodny, mamusia mówiła, że jest spaghetti.
- Scambetti! To tak jestem głodny.
- Okej, to zaraz ci zagrzeję.
- Mogę oglądać baję?
- No dobrze włączymy baję i ciocia przygotuje jedzonko.
Kiedy wszystko było gotowe, zjawiła się siostra.
- Hej, już jestem...
- Maaammmmaaaaa- rozległ się tupot małych nóżek.
Marta jeszcze w płaszczu i wczepionym w siebie dzieciątkiem weszła do kuchni.
- Bardzo ci dziękuję, uziemili mnie, a nawet nie zapytałam czy masz jakieś plany.
- Nie specjalne, wiesz, swing, kanapa, książka, może kakao.
- No coś ty, nie masz żadnej randki.
- Jakoś nie, skończyła mi się cierpliwość do tych pustych spotkań i tak nigdy nic z nich nie wynika, chcę się wreszcie zakochać.
- Oj Moniś, Moniś, słyszę żal, ale a propos zakochać, wiesz, że wrócił Adam?
- Skąd wiesz?
- Spotkaliśmy go wczoraj na zakupach, nie dzwonił do ciebie?
- Nie i nie sądzę, by zadzwonił, z resztą po co, stare dzieje, nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi, dojrzeliśmy oboje. A tamto, szczenięca miłość- ale nawet mimo tego, że każde słowo wypowiadałam z najgłębszą wiarą w jego prawdziwość, w sercu pojawiało się ukłucie na samą myśl o Adamie.
Spotkaliśmy się w liceum i byliśmy nierozłączni, wszyscy łącznie z nimi samymi byli przekonani, że to na całe życie. Do czasu. Po maturze chcieliśmy iść razem na studia. Mimo, że byłam średniakiem, a Adam we wszystkim był najlepszy, to ja się dostałam, a on nie. Postanowił studiować w prywatnej płatnej uczelni. Teoretycznie nic się nie stało, ale chyba mocno go to dotknęło, to była pierwsza porażka w jego życiu. Od tego czasu jego zachowanie mocno się zmieniło. Znalazł pracę w funduszu powierniczym i wciągnęła go ta korporacyjna atmosfera bez reszty. Najlepiej czuł się w towarzystwie nowych znajomych z pracy. Byłam zdruzgotana, niby nic nie zostało powiedziane, ale czułam jak tracę go z każdym dniem, jak z każdym dniem jest go w moim życiu coraz mniej. On z kolei zagłuszał cierpki smak porażki, osładzając go sobie nowymi doznaniami. Wiem, że zauroczyła go jego nowa szefowa. Tam też niby nic się nie wydarzyło, ale sam fakt dopuszczenia przez niego do tego zauroczenia poczytywałam jako zdradę i najgłębiej zadany cios. Kochał mnie na prawdę, kiedy nieco się opamiętał próbował ratować nasz związek. Godziłam się na wszystko, byle by był. Czułam jednak, że wszystko jest nie tak, oboje nie byliśmy sobą. Kiedy to zrozumiałam, mimo strasznego bólu zatrzymałam się na środku skrzyżowania i kazałam mu wysiąść z samochodu. Zrobił to bez protestu. Mijały kolejne tygodnie. Nie widywaliśmy się, nie dzwoniliśmy. Odezwał się po kilku miesiącach w moje urodziny, prosił o spotkanie. Odżyły wspomnienia, ale moja decyzja była nieodwracalna, chciałam jednak tego spotkania, by powiedzieć sobie, że TO NA PRAWDĘ KONIEC. Spotkanie było o dziwo przesympatyczne i bardzo na luzie. Dla mnie był to dowód, że to już skończone bezpowrotnie. Adam miał w sobie jeszcze chęć do podjęcia kolejnej próby, wiele przemyślał, ale oświadczyłam zdecydowanie, że nie przeżyje jeszcze raz takiego rozstania. Odcięłam się od niego i naszych wspólnych znajomych. Docierały do mnie tylko strzępki informacji. Słyszałam, że wyjechał do Holandii (cały on, wciąż nowe wyzwania) no i że ma dziecko, z pewnością nie sam. Z resztą, dawno już o nim nie myślałam, dopiero teraz, gdy Marta opowiedziała mi o przypadkowym spotkaniu, odżyły wspomnienia. Chyba przez ten nastrój związany z odcieniami Mr. Greya. Adam to było jedyne obezwładniające uczucie, którego doznałam w życiu. Najpiękniejsze dopóki było i najbardziej rozdzierające gdy się skończyło.
- Pytał o ciebie- ciągnęła Marta.
- Przez grzeczność, a o czym miał mówić.
- Bardzo pytał-powtórzyła z naciskiem- dopytywał, ale nie wiedziałam, czy chcesz by coś wiedział, starałam się mówić najbardziej ogólnikowo jak to możliwe. Zjesz spaghetti?
- Skambetti, no pewnie!- uśmiechnęłam się do wchodzącego do kuchni Misia.
Zjadłam z siostrą i Misiem kolację i postanowiłam wrócić do domu.
Wybrałam spacer, w głowie kłębiło mi się tysiące myśli, wspomnień i obrazów. Przyspieszyłam kroku, jak najszybciej chcę wrócić do Greya i Anastasii.

2 komentarze:

  1. beznadzieja. w ktorej ty osobie piszesz?

    OdpowiedzUsuń
  2. BARDZO DZIĘKUJĘ
    faktycznie moje pierwsze wpisy były w trzeciej osobie, ale coś mi nie pasowało i postanowiłam napisać to jednak w pierwszej osobie. Jak widać niedoróbki zostały, już poprawiam.

    OdpowiedzUsuń