wtorek, 26 marca 2013

XXXVIII

- Hej siostra. Co porabiasz?- energetyczny głos Marty odzywa się  po drugiej stronie.
- Jestem u Jurka...
- Ups, zadzwoń jak będziesz mogła.
- Spokojnie, mogę rozmawiać- śmieję się głośno
- Myślałam po prostu, że jesteś...zajęta?- intonuje pytająco i też się śmieje.
- Wyobraź sobie, że robimy też inne rzeczy- staram się być oburzona.
- Trudno, co poradzisz?!- jest coraz bardziej nieznośna.
- Marta!- przywołuję ją do porządku- jesteś na głośnomówiącym, Jurek pozdrów moją siostrę- słyszę ciszę po drugiej stronie, chyba udało mi się ja zbić z tropu, ha punkt dla mnie!
- Ale się zbłaźniłam- słyszę przepraszający ton.
- Mam cię, niestety, jestem sama- mówię już bardziej poważnie- powiedz lepiej co u mojego ukochanego.
- Misio pytał dziś o ciebie.
- Moje maleństwo- rozrzewniam się, ostatnio nie widywałam ich tak często jak kiedyś- słuchaj, może mogłabym teraz do was wpaść.
- Pewnie przyjdź, tylko uprzedzam, dopiero sprzątam, będziesz sama?
- Tak, tak, Jurek musiał pojechać do pracy, niestety...
- Raczej stety, inaczej nie miałabyś dla nas czasu.
- Marta- jęczę do słuchawki
- Dobra, dobra, wszystko rozumiem, niedługo się wam znudzi, z resztą pogadamy jak przyjdziesz, daleko masz od niego?
- Kilometr dalej niż od siebie...
- To czekamy!- rozłączam się i chwilę wpatruję się w telefon. Na prawdę trochę ich zaniedbałam. Dobrze, że są wyrozumiali. Zeskakuję ze stołka, na którym delektowałam się poranną kawką po bardzo przyjemnym poranku. Niestety, sielskie przebudzenie zostało brutalnie przerwane przez telefon z firmy i Jurek musiał tam jechać. Z tego co udało mi się zrozumieć skończyli składać jakiś moduł i chciał być przy uruchomieniu. Szybko przeglądam ubrania, jakie zwiózł do siebie Jurek z mojej szafy i znajduję wśród nich dżinsy i biały t-shirt z długim rękawem i z wielkim granatowym kwiatem na przedzie. Szybko biorę prysznic, robię delikatny makijaż i po chwili jestem gotowa do wyjścia. Zamykam drzwi kluczem, który dostałam od Jurka, a towarzyszy mi myśl, czy na to wszystko nie jest za wcześnie. Rozmyślając docieram do mieszkania Marty. Dzwonię do drzwi i po chwili słyszę pisk Michasia i stukot jego małych stópek biegnących do drzwi. Słyszę też Martę, krzyczącą:
- Wchodź, otwarte!- staję oko w oko z małym Misiem.
- Cioooccciia- rzuca się w moje ramiona i składa na moim policzku mokrego całusa, a ja przytulam go ciut za mocno. Po chwili wyrywa się z moich objęć i znika w salonie, tłumacząc, że ogląda baję. Siostra wygląda do mnie z kuchni i daje znaki ręką, żebym do niej przyszła.
- Korzystajmy, jak skończy się bajka, nie da nam porozmawiać. Robię kawę, napijesz się?
- Właśnie jedną skończyłam, ale co tam zrób.- Marta parzy kawę, spienia mleko i podaje mi cukiernicę z brązowym cukrem.
- Coś słodkiego?- pyta i podsuwa mi prostokątny talerz z kawałkami cieknącego brownie.
- Jak ty to robisz?- przegryzam pierwszy kęs- mąż, dziecko, dom, praca, a ty masz czas na pieczenie ciasta.
- Daj spokój, przecież to nie skomplikowany tort, tylko słodka, prosta przekąska- jest nieco zaskoczona moim podziwem.
- No nie wiem, ja mam tylko trochę więcej pracy i zaczęłam się z kimś spotykać i już mam problem z pustą lodówką i brakami w garderobie, bo nie mam kiedy zrobić prania.
- Co do głodu, to rozumiem, że żyjecie miłością- uśmiecha się zgryźliwie- ale jak dajecie radę bez ubrań...no nie, ubrań też nie potrzebujecie...
- Bardzo śmieszne, ale poważnie, to muszę się do ciebie zapisać na lekcje organizacji.
- A czy ty przypadkiem nie kończyłaś studiów z tej dziedziny?!- nie przerywa  nabijania się ze mnie.
- Odpuścisz mi już?- pytam na żarty zirytowana.
- No dobrze już, opowiedz mi jak ci jest, z resztą nie wiele musisz mówić, cała promieniejesz...
- Jestem szczęśliwa, aż się tego boję.
- A ta swoje, czego się boisz? Po pierwsze nie wszystko musi się kończyć źle, a po drugie, jak nie będziesz próbować to się nie przekonasz...
- Tak też myślę, chyba wolę chwilę czegoś cudownego, niż całe życie nijakie. Na razie jest super, zaczynam się tylko zastanawiać czy ma jakieś wady. Poza paroma wydarzeniami z przeszłości, które nie do końca mi odpowiadają, wydaje się być bez skazy.
- Wydarzeń z przeszłości?- przez moment wpatruje się we mnie zaniepokojona.
- Nie, nic wielce szczególnego, prowadził dość imprezowe życie, ogólnie mówiąc, no i wygląda na to, że jestem w zasadzie jego pierwszą, pełnoetatową dziewczyną.
- Popatrz na to tak, może ma jakieś wady, ale są na tyle nieistotne, że ci nie przeszkadzają, przynajmniej na razie, wrzuć na luz, znacie się tak krótko.
- No właśnie, a on chce mnie jutro przedstawić rodzicom, czy to nie dziwne? Kiedy ty poznałaś rodziców Janusza?
- To fakt, dość szybko. Myślę tylko, że po prostu chce z tobą być i nie bawi się w kalkulacje, na co jest za wcześnie, na co za późno, a na co w sam raz. I dobrze, podoba mi się ten facet, jest zdecydowany- mówi, zbierając okruszki z blatu opuszkiem palca- jak sobie przypominam, rodziców Janusza poznałam przy pierwszej nadarzającej się okazji. Akurat przyjechali do Warszawy go odwiedzić i jakoś tak naturalnie wyszło, że spędziliśmy w czwórkę ten czas.
- A my idziemy jutro razem na obiad do nich, poważnie to brzmi.
- Dosyć poważnie- przyznaje- ale bądź po prostu sobą i postaraj się do tego podejść naturalnie.
Myślę, że w sumie nie mam innego wyjścia. Nie bardzo mam ochotę tam iść, ale wygląda na to, że Jurkowi na tym zależy, a i jego rodzice wyrazili na to chęć, to co mi pozostaje? Przecież nie mogę odmówić. Ostatecznie chyba mnie nie zjedzą.
Marta miała rację, jak tylko kończy się bajka Misio przybiega do kuchni i wymaga natychmiastowej uwagi. Ma roześmianą buzię i patrząc na mnie ogromnymi, okrągłymi oczkami pyta:
-Bawimy się w chowanego?
- To jego ostatni konik- kwituje Marta i błagalnie patrzy na mnie.
Godzę się na zabawę i znikamy z Michałkiem w zakamarkach mieszkania na dobre pół godziny, dając Marcie chwilę wytchnienia. Wkrótce do domu wraca Janusz. Jest objuczony siatami. Zgaduję, że poranek spędził w hipermarkecie. Gdy tylko pojawia się w drzwiach, Misio przylega do jego nogi całym ciałkiem. Janusz obejmuje go jak tylko może w tej sytuacji, po czym ciągnąc małego na swojej nodze niesie zakupy do kuchni.
- W samochodzie mam trzy razy tyle- całuje Martę w policzek i sadza sobie Misia na biodrze. Dla mnie są rodziną doskonałą. Obserwuję ich z przyjemnością stojąc w progu kuchni.
- O Monika, witaj, nie wiedziałem, że jesteś, podobno jesteś ostatnio zajęta- podchodzi do mnie uśmiechając się ciepło, po czym całuje mnie w policzek.
- Fakt, mam sporo pracy...
- Nie o pracy mówię- spogląda na mnie badawczo.
- Przecież wam mówiłam, mój szef jest uziemiony...
- I myślisz, że ci uwierzymy, że chodzi o pracę?- chichocze pod nosem- no dobrze już dobrze- mówi widząc moje czerwieniejące się policzki- opowiadaj co tam w firmie.
Przekazuję im oficjalną historię i chwalę się jaką ogromną rolę gram teraz w firmie. To na chwilę odwraca ich uwagę od Jurka, ale tylko do czasu, gdy odzywa się dzwonek mojego telefonu.
- Jestem już w domu, ale ciebie tu nie ma, co mnie wybitnie zaniepokoiło- odzywa się swoim mrucząc, głębokim i władczym głosem, czuję, że płoną mi policzki.
- Cześć, jestem u siostry- staram się by zabrzmiało to jak najbardziej naturalnie, udają, że nie słuchają, ale wiem, że nabijają się ze mnie pod nosem. Jak widać moje życie uczuciowe daje im dużo rozrywki. Na szczęście Jurek chwyta, że nie mogę rozmawiać tak, jak bym w tej chwili chciała, ale sam nie przestaje.
- Wrócisz?- pyta zawadiacko, a mnie przeszywa dreszcz, dobrze, że siedzę. Szybko myślę, że nie mogę tak po prostu wyjść, tylko dlatego, że zadzwonił.
- No to jak się umówimy?-  pytam, jakbym rozmawiała z koleżanką, na szczęście przecież nie słyszą co on mówi.
- Nie możesz rozmawiać swobodnie?
- Wszystko mi opowiesz jak się spotkamy- mówię spokojnie.
- O nie, nie będziemy wcale rozmawiać- wręcz słyszę jego uśmiech- dobra, jadę po ciebie, gdzie to jest?
- Jestem samochodem.
- Ok, wezmę taksówkę, to gdzie mam jechać.
- To blisko, przy Warszawiance.
- To biegnę.
Siostra macha do mnie, wyciągniętymi wysoko w górę rękoma, jakby była co najmniej dwieście metrów ode mnie. Parskam śmiechem i patrzę na nią pytająco. Rusza wargami „Zaproś go”.
- Jak będziesz na miejscu, zadzwoń, powiem ci jak dalej.
- Jesteś pewna?- pyta skonsternowany.
- Tak, jestem- mówię i znów słyszę jak się uśmiecha.
Odkładam telefon na blat w kuchni i chwilę patrzę na niego zamyślona.
- Ty na prawdę się zakochałaś- Marta podchodzi do mnie i z rozrzewnieniem obejmuje mnie ramieniem- do tej pory myślałam, że to tylko roman, ale takiego oślego wyrazu twarzy jeszcze u ciebie nie widziałam- parskam i daję jej kuksańca w bok, razem wybuchamy śmiechem- cieszę się, że go wreszcie poznam.
- Wreszcie? Ledwie się znamy. Jak dla mnie, to wasze spotkanie jest przedwczesne, ale jak widzę dla niego i dla ciebie ma to spore znaczenie.
- To jaki przedział czasowy byłby odpowiedni?- jest poirytowana- daj już spokój, ta gra nie ma reguł.
Jurek dociera na górę w jakieś pół godziny. Jest zaopatrzony w bukiet dla Marty, niezłą butelkę dla Janusza i zestaw klocków dla Michasia. Nie wiem, jak zdążył z tym wszystkim, ale jestem pod wrażeniem. Marta chyba też. Chłopaki udają się do salonu, aby zdegustować zawartość butelki i zająć się składaniem modelu z klocków, a my z Martą znikamy w kuchni.
- Przystojniaczek- uśmiecha się Marta, nalewając wody do wazonu.
- A wiesz, że dla mnie nie było to takie oczywiste? Najpierw nie zwracałam na niego uwagi, a potem nie rozumiałam sama siebie, dlaczego mi się podoba.
- Ale maruda- Marta robi minę wyrażającą wybitne zmęczenie.
Idziemy do chłopaków. Nie wiedzieć kiedy decydujemy się na wspólny obiad. Jurek proponuje wyjście, by nie zamęczać pani domu, czym punktuje u Marty, potem proponuje knajpę z placem zabaw dla dzieci, dla niego oczywistym jest, że ciasny, nudny lokal nie wchodzi w grę dla Michasia, bo dziecku będzie przecież nudno.
Popołudnie mija nam wspaniale. Obserwuję Jurka z zachwytem. Szybko nawiązuje kontakt z Januszem i Martą. Przy obiedzie Misio pakuje mu się na kolana, czym wprawia Jurka w konsternacje. Otwarcie mówi, że nie ma zbyt wielkiej styczności z dziećmi, ale bardzo postara się by Misio czuł się komfortowo i żeby poprawiać go, jak coś będzie nie tak. Janusz szybko orientuje się, że Michałek zamierza wypróbować cierpliwość Jurka, więc szybko przejmuje szkraba. Na twarzy Jurka maluje się głęboka wdzięczność. Po obiedzie żegnamy się przy samochodach zaparkowanych przed knajpką. Gdy odjeżdżają, uśmiech znika z twarzy Jurka.
- Coś nie tak?- pytam- nie miałeś ochoty się z nimi spotykać?
- Nie, no coś ty, było super, masz świetną rodzinę...tylko mamy problem w firmie. Wleźli do willi, objętej kwarantanną. Przetrząsnęli część pomieszczeń, na szczęście nie wszędzie weszli. Ranili czterech policjantów.
- Co z Małeckim?
- Nic, jak wiesz jest w domu obok. Jego ochrona wypłoszyła napastników, ale nie mogli ich złapać, za mało ich było, a przede wszystkim pilnują Małeckiego.
- Kto to był?
- Stefan mówi, że nie wiedzą i to go najbardziej wkurza, mówi, że jakby wiedział łatwiej byłoby coś zrobić, a tak tylko może czekać na kolejny atak.
- A dekoder?
- Ładnie powiedziane- mimo poddenerwowania pojawia się na jego twarzy cień uśmiechu- dekoder już gotowy i tu też mamy problem. Boimy się, że podłączenie kostki może ją uszkodzić. Przydałaby się inna, nieistotna, żeby najpierw sprawdzić, czy urządzenie działa, a dopiero potem podłączylibyśmy tę właściwą, ale dziś jest sobota, której spora część przeciekła już nam przez palce i teraz wolałbym zająć się tobą- mówi jednym tchem, a jego wyraz twarzy się zmienia. Nachyla się w moją stronę i przygryza moje ucho, a jego ręka wędruje po moim udzie do miejsca, gdzie stykają się uda. Zaciskam je mocno, sycząc i zamykam jego dłoni drogę ucieczki. Kciukiem przesuwa po szwie dżinsów, drażniąc nabrzmiałą łechtaczkę. Całą zamienia mnie w pragnienie. Nie jestem pewna, czy zdołamy dotrzeć do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz