Jestem ważna i zajęta. Powoli dociera do mnie, że to uwielbiam. Ostatni galop wydarzeń i doznań ukazuje mi moje dotychczasowe życie w zupełnie innych barwach. Jak mogło mi to nie przeszkadzać? Mam takie uczucie, jakbym obudziła się z czarno-białego snu, jakbym tkwiła w śpiączce. Długo wczoraj z Jurkiem o tym rozmawiałam. To niezwykłe. Obok mnie jest teraz facet, którego obecność zapiera mi dech w piersiach, z którym kocham się jak opętana i na seks z którym czekam, a zawsze zadawałam sobie pytanie, o co tyle szumu. No i jeszcze mogę przegadać z nim pół nocy i to jest dialog, a on jest autentycznie zainteresowanym tym co mam do powiedzenia. Zastanawiam się jak to będzie za kilka miesięcy, a może lat, gdy powiemy już wszystko co mamy do powiedzenia. Czy może się tak zdarzyć? Czy może jeśli się jest z kimś tak na prawdę, to zawsze będzie coś do powiedzenia? Mam to od tak niedawna, ale czuję, że jest to takie moje, jakby zawsze tak było i aż boję się myśleć, że mogłabym to stracić. A przecież może się tak zdarzyć. Przyszło tak nagle, czemu miałoby się równie gwałtownie nie skończyć? Tak czy owak, jego obecność dodała mi niezwykłej siły i determinacji do działania. W ferworze wydarzeń związanych z Małeckim czuję się jak ryba w wodzie. Mam poczucie straconego czasu. Czemu tak długo siedziałam na ławce rezerwowych? Chcę pracować, uczyć się języków, podróżować, poznawać. Roznosi mnie energia. Nie mogę usiedzieć w miejscu. Jestem maksymalnie skupiona. Każde zadanie zajmuje mi połowę czasu jaki potrzebowałam na nie wcześniej. Odhaczam kolejne czynności na mojej liście i idę dalej. Nie, nie idę, prę, taranuję. Jestem szczęśliwa. Oddycham pełną piersią.
Czasami tylko mój spokój burzy myśl o przeszłości Jurka. Dopadają mnie złe myśli. Zastanawiam się co nim kierowało, gdy bezmyślnie pukał co się napatoczyło. Analiza zawsze jednak kończy się tak samo. Żył tak, jak każdy facet w jego wieku by chciał, ale nie każdego stać na to by się przyznać, a co najważniejsze, nie każdy potrafiłby być tak skuteczny. Gdy o tym myślę, to z jednej strony zawsze pojawia się w sercu nieprzyjemne ukłucie, że tak żył, z drugiej strony czuję dziką satysfakcję, że prawdopodobnie mógłby być z każdą dziewczyną, z jaką zdecydowałby się być, a jednak wybrał mnie. Tak właśnie- zdecydował. Dotarło do mnie, że u faceta najważniejsze jest podjęcie decyzji. On podjął decyzję, że nie chce już przygód, chce czegoś więcej. Gdybyśmy spotkali się w jego, no i moim, poprzednim etapie, pewnie przeszlibyśmy obok siebie nie zauważając się na wzajem. On szukałby przygody na jedną noc, której ja nie mogłabym mu dać. Z kolei dla mnie byłby niczego nie wartym lowelasem, którego nawet nie próbowałabym poznać bliżej. Moje podejście do bliskości sprzed epoki Fifty shades bardzo różniło się od dzisiejszego otwarcia na przyjemność. Spotkaliśmy się we właściwym momencie, a w jeszcze lepszym nawiązaliśmy kontakt. To niezwykłe jak garść przypadków i splot wydarzeń decyduje o naszym życiu. Muszę przyznać, że jak na razie los okazał się dla mnie łaskawy. Nastąpiła we mnie jeszcze jedna zmiana. Zdaję sobie sprawę, że poprzedni związek zakończył się przy dużym udziale mojej zazdrosnej natury. Punkt dla mnie, że potrafię się do tego przyznać, jak powiedział mi Jurek. Poza tym, że potrafię się do tego przyznać, bardzo uważnie słucham Jurka i wiem teraz na pewno, że mnie pokochał, dodatkowo jak wcześniej zauważyłam, podjął decyzję, że chce ze mną być, a to powoduje, że uczucie zazdrości stało mi się obce. Zniknęły wszystkie podświadome obawy, że któraś kobieta mogłaby mu zawrócić w głowie. Nic nie stanie się bez jego udziału, a dopóki kocha mnie i chce ze mną być, jakiekolwiek zabiegi przedstawicielek płci pięknej nie mają znaczenia. Ktoś mógłby powiedzieć, że wszystko fajnie, ale skoro podjął taką decyzję, to może podjąć inną. Po pierwsze nic z tego, męska decyzja to decyzja przez duże D, a po drugie, jak mawiała Scarlett Ohara, pomyślę o tym jutro.
Kolejne dni minęły jak błyskawica. Współpracownicy testowali moją odporność na wszelkie sposoby, ale dzięki nowemu spojrzeniu na świat wyszłam cało z każdej rozmowy, budząc coraz większy respekt. Bardzo dużo czasu spędzałam na rozmowach z prezesem. Mówiłam mu o podjętych przez siebie działaniach i decyzjach. Radził mi jak zachowywać się w pewnych sytuacjach. Pełna obaw przebrnęłam przez rozmowę z dziennikarzami, których udało mi się przekonać, że to co się stało z prezesem, to właściwie dramat pojedyńczego człowieka, który znalazł się w nieodpowiednim czasie, w nieodpowiednim miejscu i w ogóle cała nasza firma jest dość nudna i poukładana i nawet kilkutygodniowa nieobecność właściciela nie powinna zakłócić jej normalnego funkcjonowania. Zdaniem prezesa, na posterunku powinny pozostać jeszcze tylko brukowce, ale i im dawał maksimum tydzień. Takie wydarzenia przykuwają uwagę mediów, jeśli są widowiskowe. Jeśli zaś wszystko działa według procedur i nie ma w tym śladu afery, zainteresowanie szybko znika. Przez kilka dni więcej pracy będzie miał inspektorat sanitarny, który będzie musiał uspokajać wszystkich, że dzięki sprawnej akcji i szybkiemu wyłapaniu ogniska potencjalnej choroby, nie ma zagrożenia dla obywateli naszego kraju.
Małeckiemu najbardziej doskwierała samotność. Podrzucałam mu coraz więcej pracy. Przez to, że ja byłam na miejscu, a on wiadomo gdzie, doszło do tego, że sam sporządzał raporty, które to zwykle ja szykowałam dla niego. Któregoś wieczora pojechaliśmy do Małeckiego we trójkę: ja, Stefan i Jurek i postanowiliśmy zostać na kolacji, o co za każdym razem zabiegał. Przyznał, że ta cała sytuacja bardzo niekorzystnie wpływa na jego żonę. Na szczęście dzieci zajęły się nią troskliwe. Jeszcze raz zaznaczył jak cieszy się, że wpadłam na pomysł z kwarantanną, bo chociaż jego żonie bardzo z tym ciężko, to nie wyobraża sobie, jakby zniosła, gdyby sfingowali jego śmierć, jak pierwotnie planowali. Przyznał, że nie do końca brał to pod uwagę, obwiniał się za egoizm. Dopiero teraz zobaczyłam jak bardzo mocna więź ich łączy. Pomyślałam nawet, że może warto było, chociażby dlatego, żeby poczuli jak bardzo są sobie bliscy, o czym może po latach zapomnieli. Prezes poprosił by Stefan pomógł pani Alicji nauczyć się obsługi skype, by mogli ze sobą rozmawiać widząc się nawzajem.
Jurek mocno chwycił mnie pod stołem a rękę, gdy słuchał wynurzeń prezesa. Nie znali się zbyt dobrze, ale widziałam, że mocno mu współczuł. Początkowo angażował się w budowę urządzenia dla Stefana i ufał, że skoro Stefan się w to zaangażował, to sprawa jest czysta, przynajmniej ze strony Małeckiego. Potem był coraz bliżej osądu, że nie można się w coś takiego wpakować będąc bez skazy, jednak, kiedy opowiedziałam mu, że bagno, w którym znalazł się Małecki zgotował mu ojciec, postanowił, że muszą znaleźć rozwiązanie jak najszybciej i dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi, a przede wszystkim komu zależy na tym by te materiały nie ujrzały światła dziennego.
Mimo natłoku pracy i wydarzeń czułam, że i jego przepełnia szczęście. Uwielbiałam jego spojrzenie, gdy widział mnie po całym dniu ciężkiej pracy, gdy wieczorem łapaliśmy chwile tylko dla siebie. Przez te kilka dni pomyślał o wszystkim. Mogliśmy spędzić noc zarówno u mnie jak i u niego.
Wykończona, ale szczęśliwa dotrwałam do weekendu, którego bałam się jak diabli, bo w niedzielę miałam poznać jego rodziców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz