- Dzień dobry państwu. Nie mógłbym nigdy przypuszczać, że przyjdzie mi mówić do państwa w takich okolicznościach. Zapewne sytuacja jest wam znana, pani Monika przesłała na moją prośbę do wszystkich informację drogą mailową, chciałbym jednak osobiście, osobiście na ile pozwala mi sytuacja, przekazać najważniejsze wytyczne. Jak wiecie zarządzam firmą jednoosobowo, biorąc pod uwagę, to co się stało, po powrocie podejmę stosowne kroki by rozszerzyć zarząd, tak by w razie następstw różnych wydarzeń, ktoś mógł mnie zastąpić. Wracając do spraw bieżących. Muszę przebywać w odosobnieniu, ale nie jestem chory, mam nadzieję, że nie będę, dlatego będę pracował z mojego obecnego miejsca pobytu. Będę się z państwem komunikował telefonicznie i mailowo, w razie potrzeby tak jak teraz, mam nadzieję, że nie potrwa to długo. Także zarządzanie firmą pozostawiam w swoich rękach. W sprawach nie cierpiących zwłoki i w bieżących kwestiach proszę komunikować się z panią Moniką Stawo, będzie miała pierwszeństwo kontaktów ze mną i będzie ustalała priorytety komunikacyjne- oczy wszystkich powędrowały w moją stronę. Czuję jak oblewam się rumieńcem. Spokojnie, nie przejmuję przecież firmy, będę tylko automatem kolejkowym w łączności z prezesem. Szef kieruje jeszcze kilka uwag na temat bieżących spraw do konkretnych osób i działów. Potem prosi o zachowanie ciągłości pracy, jak twierdzi, nie dzieje się nic, co mogłoby zachwiać firmą, dlatego chciałby, aby nikt nie zwracał uwagi na jego fizyczny brak w firmie, wręcz przeciwnie, firma będzie teraz jego jedyną rozrywką. Przez chwilę widać cień rozbawienia na jego twarzy i wkrótce żegna się z zebranymi.
Opuszczający salę żywo dyskutują o zaistniałej sytuacji. Są podekscytowani, ale nie widać w nich obaw, raczej zaciekawienie co będzie dalej. Cieszy mnie to, najmniej potrzebujemy teraz czarnowidztwa. Mam nadzieję, że wszyscy szybko wrócą do pracy i nie będą zwracać uwagi na to, że nie ma szefa. Ostatecznie bezpośrednio z nim kontaktuje się może z pięć procent wszystkich pracowników, także większość nie odczuje zmiany. Mała zmiana dotyczy mnie. Kiedy tłumek zauważa, że wraz z nim opuszczam salę, rozstępuje się i robi mi przejście. Dziękuję im za to i zapewniam, że to nie potrzebne. Przyspieszam jednak kroku i szybko znajduję się na zewnątrz, gdzie wpadam na pana Stefana. Odciąga mnie na bok, mówiąc tym swoim powolnym głosem, jak to niefortunnie, że prezes znalazł się w tym hotelu. Gdy raczej nikt nie ma już szansy nas słyszeć, zmienia mu się wyraz twarzy, głos robi się zdecydowany i męski:
- O 16:00 będzie czekał na panią samochód pod firmą, czarne Audi 8 z przyciemnionymi szybami pasażera, będę w środku, razem pojedziemy do Konstancina- patrzy na mnie przez chwilę i lekko się uśmiecha- pani Moniko, jest pani kobietą, ale ja jestem starszy, więc się odważę. Byłoby nam łatwiej, gdybym mógł mówić do pani po imieniu, tym bardziej teraz, gdy jest pani z Jurkiem. Dzieli nas spora różnica wieku, ale przyjaźnię się z nim już długo. Jeśli obraża panią moja propozycja...
- Ależ skąd, tylko nie śmiałam proponować- wyciągam do niego rękę- Monika- ujmuje moją dłoń i dyskretnie unosi do ust, całuje mnie w kostkę wskazującego palca- ale chyba tu nadal będziesz dla mnie panem Stefanem.
- Tu też możesz mi mówić po imieniu, dzięki Jurkowi, nikomu nie wyda się to dziwne.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Spróbuj- przyzwala.
- Musisz tak zmieniać osobowość?
- To złożone, ale w tej sytuacji tak, to pomaga- zamyśla się przez chwilę, po czym kładzie mi dłoń na ramieniu- słuchaj muszę lecieć, widzimy się o czwartej- puszcza do mnie oko, odwraca się, nieco przygarbia i już jako dyrektor IT odchodzi w kierunku schodów. Nieśpiesznie docieram do swojego biurka, rozmyślając o Stefanie. Niezwykła postać. Ma dwie osobowości i w jednej sekundzie potrafi się przeobrazić z jednej w drugą. Zaglądam do poczty, moja skrzynka pęka w szwach. Pospiesznie odpowiadam na najpilniejsze kwestie. Odbieram wiele telefonów. Kolejny nastręcza mi pewnych trudności.
- Pani Moniko, mamy tu na dole tabun dziennikarzy- mówi szef ochrony.
- Tabun, to znaczy ile sztuk?- staram się zachować spokój
- Jakieś dwadzieścia osób, chcą żeby ktoś z nimi porozmawiał.
I co ja mam teraz zrobić?
- Ok, idę tam, mógłby ich pan przesunąć na lewo od wejścia.
- Zrobi się.
- Dziękuję.
Zbiegam po schodach. Co ja mam im powiedzieć? Tylko spokój mnie może uratować. Kiedy jestem w zasięgu ich wzroku nieco zwalniam i dostojnie sunę w dół. Podchodzę do nich i mówię opanowana:
- Witam państwa, nazywam się Monika Stawo, jestem asystentką prezesa Remigiusza Małeckiego. Chcieliście państwo rozmawiać z kimś z firmy. W czym mogę pomóc?
W odpowiedzi słyszę szum, wszyscy mówią jednocześnie. Spokojnie unoszę prawą dłoń, prosząc ich o ciszę. O dziwo, udaje się.
- W ten sposób do niczego nie dojdziemy, czy możecie państwo wytypować kogoś do rozmowy?
Patrzą po sobie, po czym z grupy wychodzi blond włosa kobieta:
- Joanna Zarzecka- wyciąga rękę, odwzajemniam uścisk- jesteśmy tu z powodu właściciela firmy i kwarantanny jaką został objęty, chcielibyśmy wiedzieć jak to wpłynie na życie firmy.
- Nie wiedziałam, że nasz los jest taki ciekawy.
- W kontekście kwarantanny jest.
- OK, rozumiem. Proszę państwa- zwracam się do wszystkich- dla nas wszystkich sytuacja jest nowa i nieoczekiwana. Chciałabym prosić o czas do jutra, do godziny 12:00, wówczas udzielę państwu wyczerpujących informacji. Na ten moment niewiele mam do dodania- mówię powoli, tonem nie znoszącym sprzeciwu. To chyba działa. Blond włosa dziennikarka podaje mi rękę i mówi:
- Zatem do jutra- odwraca głowę do swoich współtowarzyszy- zwijamy się. Ja jadę jeszcze do sanitarnego, może tam się coś uda...
- Do widzenia państwu- mówię i odchodzę. Nogi mam jak z waty. Cieszę się, że udało się umówić z nimi na jutro, przed oczami mam obrazki z telewizji, jak dziennikarze osaczają kogoś i nie pozwalają mu przejść dopóki nie udzieli im żądanych informacji. Dziwnie gładko poszło, ale najważniejsze, że mam to za sobą. Będę miała czas, żeby omówić z szefem, co chce z tym zrobić. Niedługo godzina „0”. Brzuch daje o sobie znać, czuję zdenerwowanie. Dzwonię do Jurka, dość długo nie odbiera, a gdy go słyszę rzuca tylko:
- Tak?
- To ja.
- O cześć Słońce, co tam?- mówi do mnie, ale ja czuję, że jest nieobecny.
- Halo!!!- krzyczę w słuchawkę.
- Ja cię słyszę.
- Wiem, ale chyba nie słuchasz- chichoczę.
- Przepraszam Słońce, ale mam tu takiego zgryza. Jestem blisko czegoś, ale ilość rzeczy, które musze wykonać, by tam dotrzeć jest zatrważająca.
- Wychodzę za chwilę, jadę ze Stefanem...
- Coś wspominał. Spędzimy razem wieczór?
- Nie wyobrażam sobie inaczej.
- A może chcesz, żebym pojechał z tobą?
- Szkoda czasu, podejrzewam, że to nie będzie krótka rozmowa.
- Okej, to zadzwoń, jak wyjdziesz...
- Pa- rozłączam się. Spoglądam na zegarek. Mam jeszcze chwilę. Chowam do torby teczkę z papierami do podpisu i listą spraw do omówienia z szefem. Denerwuję się, że będę z nim w takiej specyficznej sytuacji. Nasze kontakty cechował od zawsze profesjonalizm i chłodny dystans, teraz z kolei wkraczam mocno w jego prywatność. Po raz setny zadaję sobie pytanie, co doprowadziło go do takiej sytuacji. Nie zamierzam go jednak wypytywać. Nachodzi mnie natrętna myśl, że Jurka też nie wypytywałam, a jednak opowiedział mi co nieco o swojej przeszłości. Wczoraj będąc z nim, uznałam, że tak na prawdę nie ma to żadnego znaczenia, każdy z nas ma jakąś przeszłość. Jeśli chcę z nim być, to muszę tę przeszłość zaakceptować. Co więcej, to jaki jest teraz dla mnie zawdzięczam tej koszmarnej przeszłości, która w tej chwili tak bardzo zaczęła mnie uwierać. Jakoś nie mogę go sobie wyobrazić, w akcji z przypadkową kobietą. Swoją drogą ciekawi mnie, jak do tego dochodzi. Jakich słów używa się, by za pięć minut iść z tą osobą na całość. Nie oszukujmy się, w moim przypadku też poszłam z nim do łóżka w pięć minut po poznaniu go. Pogrążona w myślach docieram na dół. Tak jak mówił Stefan, przed drzwiami czeka na mnie wielkie Audi. Czuję pewien opór, by wsiąść do nieznajomego samochodu. Otwieram tylne drzwi i jednym susem wsiadam do środka. Wita mnie uśmiechnięta twarz Stefana- agenta. Ma na sobie obcisły czarny golf i lekką skórzaną brązową kurkę. Z nosa zniknęły okulary. Wygląda na prawdę atrakcyjnie. Ciekawi mnie, czy częściej jest Stefanem-dyrektorem, czy Stefanem-agentem.
- Hej- mówię z lekko sztywnym uśmiechem i rzucam torbę na podłogę. Ten samochód jest na prawdę wielki, od kierowcy, którym jest jeden z wysportowanych klonów dzieli mnie spora odległość.
- Hej- odpowiada- zdenerwowana?
- Jak przed egzaminem.
- Nie masz powodu, Remek jest ci bardzo wdzięczny za pomoc.
- Umówmy się, nie robię nic szczególnego. Gdyby odbywało się to poza mną, cała sytuacja nie wiele by się różniła. Przychodziłabym do biura i wykonywałabym jego polecenia, tyle, że wydawane przez telefon.
- Może i tak, ale pamiętaj, że byłaś gotowa pomóc mu w sfingowanej śmierci...
- To fakt, wtedy moja sytuacja byłaby trudniejsza.
Mkniemy z szaloną prędkością Powsińską. Wkrótce mijamy tablicę „Konstancin Jeziorna”. Sporo się tu zmieniło, ale nie charakter tego miejsca. Na kolejnym rondzie skręcamy w prawo, a potem w mniejsze uliczki. Zza starych drzew wyłaniają się dostojne wille. Mijamy jedną z nich. O ile wszędzie panuje stoicki spokój, przed tą parkuje kilka wozów transmisyjnych. Przed bramą koczują dziennikarze i fotoreporterzy. Widać, że są tu od dawna. Na ich twarzach maluje się zmęczenie i zwątpienie. Kiedy ich mijamy, odwracają głowy w naszą stronę i wzrok im bystrzeje. Wyglądają jakby chcieli zobaczyć kto jest w środku, mimo przyciemnionych szyb. Samochód ostrożnie, ale zdecydowanie przejeżdża koło nich i znika za otwierającą się automatycznie bramą kolejnej posesji. Cała jest otoczona wysokim murem.
- Nie możemy wejść tamtędy, teoretycznie to obszar kwarantanny i nikt nie ma tam dostępu. Dla całego świata. Nawet policja obstawia tamtą willę. Faktycznie Remek jest w tej. Tam są tylko pozoranci- tłumaczy Stefan. Czekamy, aż zatrzaśnie się stalowa brama i dopiero wtedy, gdy mamy pewność, że nikt z ulicy nie może nas zobaczyć wysiadamy z samochodu i kierujemy się do wejścia willi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz