“You let me be who I am.
You make me feel I'm the best, baby.
Please let me be with you baby.I wanna scream on your name.
Baby, baby.....”
- Jeszcze troszeczkę i zakrzyczysz moje imię- słyszę zza drzwi. Milknę. Ups, chyba mnie usłyszał- co to za kawałek?
- Nie jestem pewna, że to w moim wykonaniu jest podobne do oryginału, ale to ...
- Mogę wejść?
- Tak, maluję się.
Otwiera drzwi i zostaje w drzwiach.
- Słońce, nie mogę zrozumieć, skąd się bierze u ciebie brak pewności w to co robisz?
Mina mi rzednie, o co mu chodzi? Uśmiecha się, chyba dostrzegł moją konsternację.
- Masz piękny głos, powinnaś częściej śpiewać, co to za kawałek?
Posyłam mu w lustrze promienny uśmiech.
- To Blue Cafe, sama nie wiem skąd mi przyszedł do głowy.
- Blue Cafe? Skąd są?
- Z Polski, halo, halo, nigdy nie słyszałeś?
- Nie- też ma doskonały nastrój, w mojej łazience świeci teraz wielkie słońce- pamiętaj, że nie było mnie ponad cztery lata w kraju, mam sporo do nadrobienia.
- No to będzie fajna zabawa...odkrywanie co cię ominęło- dlaczego do mnie nie podchodzi, chciałabym żeby mnie przytulił. Tymczasem on łapie się za framugę i rozciąga mięśnie. Jakby go sprowokować? Teraz kolej na maskarę. Spoglądam na niego w lustrze. Wpatruje się we mnie, uśmiecham się do niego i nachylam do lustra. Nie muszę tego robić, ale chcę, bo wtedy lekko wysuwam w jego kierunku tyłeczek.
- Wiem co robisz- uśmiecha się szelmowsko i dwoma ruchami głowy rozluźnia mięśnie karku- ale nie rób tego, bo cię wezmę tu i zaraz i spóźnimy się do fabryki- jego głos jest niski i taki aksamitny. Wszędzie mam gęsią skórkę. Niestety ma rację, ale nawet świadomość kolejnego dnia z perspektywą wielkiej niewiadomej, co się wydarzy, nie jest w stanie zmienić mojego nastroju- ja jestem gotowy, czekam w kuchni, nie zniosę patrzenia na ciebie jak się ubierasz. Znowu uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Wspaniałe uczucie. Facet na którym mi zależy, nie może mi się oprzeć. Bosko!
Do firmy docieramy razem z panem Stefanem. Parkuję obok niego. Dziś postanowiliśmy ruszyć dla odmiany mój samochód. Podejrzewam, że Jurek nie chce, żebym jeździła autobusem po wczorajszej przygodzie. Po krótkim powitaniu Jurek pyta:
- Stefan, moglibyśmy pogadać?
- Chodźcie do mnie, dopiero wróciliśmy z Gdańska, jestem skonany- wyrzuca z siebie słowa, faktycznie jego oczy są nieco opuchnięte- pani Moniko, oficjalnie będę dziś na urlopie. Szybko przechodzimy przez IT, a potem przez przedsionek do prawdziwej kwatery głównej. Mijamy zapracowaną grupę prawie jednakowo wyglądających mężczyzn. Poznaję pięciu z nich, którzy wczoraj brali udział w podziale na grupy. Omiatają mnie wzrokiem i lekko kiwają głowami na powitanie, nie odrywają się jednak od pracy. Idziemy do pokoju pana Stefana.
- Słuchajcie, jest tak...-zaczyna bez zbędnych wstępów.
- Moment Stefan, najpierw powiedz, dlaczego wysłałeś do Moniki wiadomość takim kanałem? Czy uważasz, że może być podsłuchiwana, czyli, że wiedzą w czym bierze udział?- kurczę, znowu ci oni, o co tu chodzi?
Stefan patrzy na Jurka marszcząc brwi, ale po chwili zaskoczenie zmienia się w rozbawienie.
- Ale cię wzięło- prawie chichocze- spokojnie, sprawdzałem tylko kanał. Zadziałał i jak słyszałem nawet się przydał. Z opisu agenta ten facet z przystanku to Marek z handlowego, tak?
- Tak, to był Marek- na wspomnienie wczorajszego zajścia robi mi się nieprzyjemnie. Uświadamiam sobie, że zaraz wejdę na górę i go tam spotkam. Nie wiem jak mam się zachować i nie wiem jak zachowa się Jurek.
- O co mogło mu chodzić?- dopytuje Stefan.
- To raczej nie ma związku ze sprawą, myślę, że wiązał ze mną jakieś plany...
- A o to chodzi!- pan Stefan trochę się zawstydza- niestety w tych sprawach jestem zupełną nogą, nie ma to związku z naszą sprawą, więc wróćmy do meritum. Muszę się zaraz przespać, bo padnę na twarz- patrzy na nas, widać, że jest wykończony, najpierw zatrzymuje wzrok na Jurku, potem na mnie, kiwamy głowami dając znak, że zamknęliśmy temat wczorajszego zajścia- Małecki jest już w Konstancinie, dla zachowania pozorów, choruje z nim jeszcze dwóch agentów, teoretycznie również gości tego hotelu. Są z nimi również agenci na trzech zmianach, udający personel medyczny. Całości pilnują mundurowi, nie wtajemniczeni w sprawę. Mają zakaz wchodzenia do budynku, pilnują tylko, żeby nikt nie wszedł do środka. Małecki chce się z panią dziś widzieć. Chce też zorganizować video konferencję, ale też z oddziałami i przekazać pracownikom swoje decyzje na czas nieobecności. Także na dziś te dwie rzeczy, na razie, potem zobaczymy. Jakieś pytania?
- Jakiś milion- mówię prawie do siebie, tępo patrząc w podłogę. Po chwili, jakby wracam myślami i widzę wpatrzone we mnie dwie pary oczu- to znaczy w tej sprawie, o ogóle mam mnóstwo pytań, ale wiem, że wygodniej będzie nie pytać, na teraz wszystko jasne- przekonuję również siebie- to ja idę do siebie.
Jurek podąża za mną.
- Ten twój wczorajszy pomysł może wypalić- zwraca się pan Stefan do Jurka.
- Zaraz wracam, odprowadzę tylko Monikę na górę, chcę zamienić słowo z Markiem.
- OK, ja znikam na trzy godziny, wiesz co masz robić.
- Yes Sir- Jurek salutuje i otwiera przede mną drzwi. W IT zostawia swoją czarną, krótką kurtkę. Dziś ubrał się nieco bardziej swobodnie i wygląda trochę jak chłopaki z „tajnej” części projektu. Ma na sobie czarne bojówki i biały t-shirt z długim rękawem. Do kieszeni znajdującej się na udzie wkłada telefon.
- Dziś nie garnitur?- pytam mierząc go zachłannie wzrokiem.
- Nie będę dziś prowadził żadnych spotkań, za to mam sporo dłubaniny przy prototypie tego urządzenia...a jak lepiej?- domyśla się wreszcie sensu mojego pytania.
- Oba wydania są smakowite- oblizuję usta, a on uśmiecha się bardzo dumny z siebie. Po chwili docieramy na górę. Zmiana image Jurka nie umyka dziewczynom mijającym nas na piętrze. Każda zatrzymuje na nim choć na chwilę swój wzrok- Jurek dajmy może spokój z Markiem, nie wracajmy do tego...
- Bubek nie będzie cię dręczył i to jeszcze przeze mnie.
- Przez ciebie?
- Gdybym się nie pojawił, to by się tak nie zachowywał, miał wobec ciebie swoje plany i jasno mi je wyłuszczył, gdy podpytywałem o ciebie.
- Ile to się dzieje poza człowiekiem, o czym nie wie...ja idę do siebie i proszę cię nie rób głupstw- gryzę się w język i tak wiem, że zrobi co będzie chciał.
- Nie zrobię ci wstydu- obiecuje, kładzie mi dłoń na talii i całuje mnie w skroń. Idę do siebie i słyszę jak wkracza na teren handlowców.
- Dzień dobry, widział ktoś Mareczka- damski chórek odpowiada, że Mareczka jeszcze nie ma. Bałam się spotkania z nim, ale na szczęście chyba zrozumiał jak głupio się wczoraj zachował. Nie sądzę, że go dziś spotkam w pracy. Moje przypuszczenia potwierdza mail od jego szefa Pawła, informujący mnie, że Marek od dziś do końca tygodnia nadgania spotkania z klientami na mieście. Oddycham z ulgą. To pozwoli wszystkim wyciszyć emocje. Nie znoszę konfrontacji. Jurek macha mi z oddali i daje znać, że będzie na dole. Posyłam mu całusa, a dziewczyny z handlowego piszczą. Wraca do mnie dobry humor.
Szybko załatwiam kilka bieżących spraw. Właśnie odpisuję na maila, gdy koło mojego biurka staje Paweł.
- Słyszałaś?
- O czym?
- Bossa zamknęli- aha, już się dowiedzieli i co ja mam teraz zrobić?
- A co, już gruchnęło?- pytam ze spokojem.
- Na onecie właśnie czytałem, a ty co? Wiesz i nic nie mówisz?- ma chyba do mnie pretensje.
- Właśnie miałam wam powiedzieć, ale nie maiłam kiedy, organizujemy video konferencję z prezesem, to trudne, bo nie wiele osób ma do niego dostęp, a trzeba zainstalować tam sprzęt- rzeźbię coś na szybko.
- A, kumam, a o której ta konferencja?
- Dam znać, muszę jeszcze załatwić to z oddziałami- na szczęście dzwoni mój telefon na biurku, Paweł wraca do siebie, a ja odbieram- Monika Stawo, słucham.
- Dzień dobry.
- Witam panie prezesie- cieszę się, że go słyszę.
- Już pani wszystko wie. Dziękuję, że bierze pani w tym udział, szczerze mówiąc jestem spokojniejszy. Bez owijania w bawełnę. Chciałbym dziś przekazać informacje pracownikom, także prosiłbym o zorganizowanie telekonferencji.
- IT już się tym zajmuje.
- Ale najważniejsze, chciałbym, żeby przyjechała pani do mnie po południu, należą się pani wyjaśnienia.
- Panie prezesie, nie traktuję tego w tych kategoriach...
- Wiem, znamy się nie od dziś, jeśli to nie kłopot, niech pani przyjedzie.
- Będę po 16:00.
- Jak znam życie będzie pani musiała przyjechać z kimś od ...tu inaczej nie da się wejść.
- Wszystko załatwię...
- W to nie wątpię. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz