piątek, 1 marca 2013

XXXIII

Jestem kobietą w związku!!! Nawet podczas porannej toalety uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Zaczynam cicho śpiewać, nie wiem skąd przyszła mi do głowy ta piosenka. Od miesięcy nie słuchałam Blue Cafe. Może przyszła do mnie, bo najlepiej oddaje mój nastrój?
“You let me be who I am.
You make me feel I'm the best, baby.
Please let me be with you baby.
I wanna scream on your name.
Baby, baby.....”
- Jeszcze troszeczkę i zakrzyczysz moje imię- słyszę zza drzwi. Milknę. Ups, chyba mnie usłyszał- co to za kawałek?
- Nie jestem pewna, że to w moim wykonaniu jest podobne do oryginału, ale to ...
- Mogę wejść?
- Tak, maluję się.
Otwiera drzwi i zostaje w drzwiach.
- Słońce, nie mogę zrozumieć, skąd się bierze u ciebie brak pewności w to co robisz?
Mina mi rzednie, o co mu chodzi? Uśmiecha się, chyba dostrzegł moją konsternację.
- Masz piękny głos, powinnaś częściej śpiewać, co to za kawałek?
Posyłam mu w lustrze promienny uśmiech.
- To Blue Cafe, sama nie wiem skąd mi przyszedł do głowy.
- Blue Cafe? Skąd są?
- Z Polski, halo, halo, nigdy nie słyszałeś?
- Nie- też ma doskonały nastrój, w mojej łazience świeci teraz wielkie słońce- pamiętaj, że nie było mnie ponad cztery lata w kraju, mam sporo do nadrobienia.
- No to będzie fajna zabawa...odkrywanie co cię ominęło- dlaczego do mnie nie podchodzi, chciałabym żeby mnie przytulił. Tymczasem on łapie się za framugę i rozciąga mięśnie. Jakby go sprowokować? Teraz kolej na maskarę. Spoglądam na niego w lustrze. Wpatruje się we mnie, uśmiecham się do niego i nachylam do lustra. Nie muszę tego robić, ale chcę, bo wtedy lekko wysuwam w jego kierunku tyłeczek.
- Wiem co robisz- uśmiecha się szelmowsko i dwoma ruchami głowy rozluźnia mięśnie karku- ale nie rób tego, bo cię wezmę tu i zaraz i spóźnimy się do fabryki- jego głos jest niski i taki aksamitny. Wszędzie mam gęsią skórkę. Niestety ma rację, ale nawet świadomość kolejnego dnia z perspektywą wielkiej niewiadomej, co się wydarzy, nie jest w stanie zmienić mojego nastroju- ja jestem gotowy, czekam w kuchni, nie zniosę patrzenia na ciebie jak się ubierasz. Znowu uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Wspaniałe uczucie. Facet na którym mi zależy, nie może mi się oprzeć. Bosko!
Do firmy docieramy razem z panem Stefanem. Parkuję obok niego. Dziś postanowiliśmy ruszyć dla odmiany mój samochód. Podejrzewam, że Jurek nie chce, żebym jeździła autobusem po wczorajszej przygodzie. Po krótkim powitaniu Jurek pyta:
- Stefan, moglibyśmy pogadać?
- Chodźcie do mnie, dopiero wróciliśmy z Gdańska, jestem skonany- wyrzuca z siebie słowa, faktycznie jego oczy są nieco opuchnięte- pani Moniko, oficjalnie będę dziś na urlopie. Szybko przechodzimy przez IT, a potem przez przedsionek do prawdziwej kwatery głównej. Mijamy zapracowaną grupę prawie jednakowo wyglądających mężczyzn. Poznaję pięciu z nich, którzy wczoraj brali udział w podziale na grupy. Omiatają mnie wzrokiem i lekko kiwają głowami na powitanie, nie odrywają się jednak od pracy. Idziemy do pokoju pana Stefana.
- Słuchajcie, jest tak...-zaczyna bez zbędnych wstępów.
- Moment Stefan, najpierw powiedz, dlaczego wysłałeś do Moniki wiadomość takim kanałem? Czy uważasz, że może być podsłuchiwana, czyli, że wiedzą w czym bierze udział?- kurczę, znowu ci oni, o co tu chodzi?
Stefan patrzy na Jurka marszcząc brwi, ale po chwili zaskoczenie zmienia się w rozbawienie.
- Ale cię wzięło- prawie chichocze- spokojnie, sprawdzałem tylko kanał. Zadziałał i jak słyszałem nawet się przydał. Z opisu agenta ten facet z przystanku to Marek z handlowego, tak?
- Tak, to był Marek- na wspomnienie wczorajszego zajścia robi mi się nieprzyjemnie. Uświadamiam sobie, że zaraz wejdę na górę i go tam spotkam. Nie wiem jak mam się zachować i nie wiem jak zachowa się Jurek.
- O co mogło mu chodzić?- dopytuje Stefan.
- To raczej nie ma związku ze sprawą, myślę, że wiązał ze mną jakieś plany...
- A o to chodzi!- pan Stefan trochę się zawstydza- niestety w tych sprawach jestem zupełną nogą, nie ma to związku z naszą sprawą, więc wróćmy do meritum. Muszę się zaraz przespać, bo padnę na twarz- patrzy na nas, widać, że jest wykończony, najpierw zatrzymuje wzrok na Jurku, potem na mnie, kiwamy głowami dając znak, że zamknęliśmy temat wczorajszego zajścia- Małecki jest już w Konstancinie, dla zachowania pozorów, choruje z nim jeszcze dwóch agentów, teoretycznie również gości tego hotelu. Są z nimi również agenci na trzech zmianach, udający personel medyczny. Całości pilnują mundurowi, nie wtajemniczeni w sprawę. Mają zakaz wchodzenia do budynku, pilnują tylko, żeby nikt nie wszedł do środka. Małecki chce się z panią dziś widzieć. Chce też zorganizować video konferencję, ale też z oddziałami i przekazać pracownikom swoje decyzje na czas nieobecności. Także na dziś te dwie rzeczy, na razie, potem zobaczymy. Jakieś pytania?
- Jakiś milion- mówię prawie do siebie, tępo patrząc w podłogę. Po chwili, jakby wracam myślami i widzę wpatrzone we mnie dwie pary oczu- to znaczy w tej sprawie, o ogóle mam mnóstwo pytań, ale wiem, że wygodniej będzie nie pytać, na teraz wszystko jasne- przekonuję również siebie- to ja idę do siebie.
Jurek podąża za mną.
- Ten twój wczorajszy pomysł może wypalić- zwraca się pan Stefan do Jurka.
- Zaraz wracam, odprowadzę tylko Monikę na górę, chcę zamienić słowo z Markiem.
- OK, ja znikam na trzy godziny, wiesz co masz robić.
- Yes Sir- Jurek salutuje i otwiera przede mną drzwi. W IT zostawia swoją czarną, krótką kurtkę. Dziś ubrał się nieco bardziej swobodnie i wygląda trochę jak chłopaki z „tajnej” części projektu. Ma na sobie czarne bojówki i biały t-shirt z długim rękawem. Do kieszeni znajdującej się na udzie wkłada telefon.
- Dziś nie garnitur?- pytam mierząc go zachłannie wzrokiem.
- Nie będę dziś prowadził żadnych spotkań, za to mam sporo dłubaniny przy prototypie tego urządzenia...a jak lepiej?- domyśla się wreszcie sensu mojego pytania.
- Oba wydania są smakowite- oblizuję usta, a on uśmiecha się bardzo dumny z siebie. Po chwili docieramy na górę. Zmiana image Jurka nie umyka dziewczynom mijającym nas na piętrze. Każda zatrzymuje na nim choć na chwilę swój wzrok- Jurek dajmy może spokój z Markiem, nie wracajmy do tego...
- Bubek nie będzie cię dręczył i to jeszcze przeze mnie.
- Przez ciebie?
- Gdybym się nie pojawił, to by się tak nie zachowywał, miał wobec ciebie swoje plany i jasno mi je wyłuszczył, gdy podpytywałem o ciebie.
- Ile to się dzieje poza człowiekiem, o czym nie wie...ja idę do siebie i proszę cię nie rób głupstw- gryzę się w język i tak wiem, że zrobi co będzie chciał.
- Nie zrobię ci wstydu- obiecuje, kładzie mi dłoń na talii i całuje mnie w skroń. Idę do siebie i słyszę jak wkracza na teren handlowców.
- Dzień dobry, widział ktoś Mareczka- damski chórek odpowiada, że Mareczka jeszcze nie ma. Bałam się spotkania z nim, ale na szczęście chyba zrozumiał jak głupio się wczoraj zachował. Nie sądzę, że go dziś spotkam w pracy. Moje przypuszczenia potwierdza mail od jego szefa Pawła, informujący mnie, że Marek od dziś do końca tygodnia nadgania spotkania z klientami na mieście. Oddycham z ulgą. To pozwoli wszystkim wyciszyć emocje. Nie znoszę konfrontacji. Jurek macha mi z oddali i daje znać, że będzie na dole. Posyłam mu całusa, a dziewczyny z handlowego piszczą. Wraca do mnie dobry humor.
Szybko załatwiam kilka bieżących spraw. Właśnie odpisuję na maila, gdy koło mojego biurka staje Paweł.
- Słyszałaś?
- O czym?
- Bossa zamknęli- aha, już się dowiedzieli i co ja mam teraz zrobić?
- A co, już gruchnęło?- pytam ze spokojem.
- Na onecie właśnie czytałem, a ty co? Wiesz i nic nie mówisz?- ma chyba do mnie pretensje.
- Właśnie miałam wam powiedzieć, ale nie maiłam kiedy, organizujemy video konferencję z prezesem, to trudne, bo nie wiele osób ma do niego dostęp, a trzeba zainstalować tam sprzęt- rzeźbię coś na szybko.
- A, kumam, a o której ta konferencja?
- Dam znać, muszę jeszcze załatwić to z oddziałami- na szczęście dzwoni mój telefon na biurku, Paweł wraca do siebie, a ja odbieram- Monika Stawo, słucham.
- Dzień dobry.
- Witam panie prezesie- cieszę się, że go słyszę.
- Już pani wszystko wie. Dziękuję, że bierze pani w tym udział, szczerze mówiąc jestem spokojniejszy. Bez owijania w bawełnę. Chciałbym dziś przekazać informacje pracownikom, także prosiłbym o zorganizowanie telekonferencji.
- IT już się tym zajmuje.
- Ale najważniejsze, chciałbym, żeby przyjechała pani do mnie po południu, należą się pani wyjaśnienia.
- Panie prezesie, nie traktuję tego w tych kategoriach...
- Wiem, znamy się nie od dziś, jeśli to nie kłopot, niech pani przyjedzie.
- Będę po 16:00.
- Jak znam życie będzie pani musiała przyjechać z kimś od ...tu inaczej nie da się wejść.
- Wszystko załatwię...
- W to nie wątpię. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz