- Jak miło być tak witanym- dotyka swoim nosem mojego.
- Znowu tęskniłam jak nastolatka- robię minę rozzłoszczonego dziecka.
- Nie wiesz nawet jakie do dla mnie ważne.
- Że jestem taką głupiutką gąską?- ton małego dziecka mnie nie opuszcza.
- Nie jesteś, nie jesteś- głaszcze mnie po głowie i patrzy głęboko w oczy- teraz już wiem, że całe życie czekałem na to, by znaleźć kogoś, kto będzie za mną tęsknił.
- A czy ty nie jesteś zbyt romantyczny?- próbuję rozładować atmosferę, bo czuję, że wyznał mi coś bardzo dla siebie ważnego- to jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie w życiu słyszałam, a większość tych pięknych usłyszałam właśnie od ciebie.
Patrzy jeszcze chwilę na moją twarz, błądzi po niej oczami, patrzy na moje usta, na oczy i zaczyna poruszać żuchwą. Całuje mnie mocno, żarliwie, jakby za chwilę miał skończyć się świat, jakby to był nasz ostatni pocałunek. Jestem ubrana tylko w za dużeą koszulę i majteczki. Gdy mnie obejmuje, koszula nieco się unosi, a jego głodna dłoń ściska moje pośladki. To doprowadza mnie do szaleństwa. Pragnę go tak, jak on mnie, a w tej chwili chyba nie da się bardziej. Uwalniam się nieco z jego zdezorientowanych objęć i zdzieram z niego płaszcz. Na podłodze ląduje też marynarka, krawat i koszula. Stoi przede mną ubrany w spodnie od garnitury i z nagim torsem. Jego skóra ma miękki kolor toffi. Po co facetowi taka skóra? Nie mogę się oprzeć. Podchodzę i kładę mu delikatnie dłoń na klacie. Patrzy na mnie z wyczekiwaniem. Staję na palcach i delikatnie całuję go w szyję, tuż pod uchem. Jego skóra momentalnie reaguje i delikatne włoski na karku unoszą się w górę. Całuję go dalej. Unosi głowę dając mi lepszy dostęp do swojej szyi, jestem już przy drugim uchu. Chłonę jego zapach. Gładzę go nosem i muskam ustami. Jego oddech przyspiesza, wydaje z siebie pomruki zadowolenia. Gładzę dłonią jego klatkę. Jest cudnie delikatna. Obsypuję ją pocałunkami. Moja głowa jest teraz dokładnie pod jego. Opiera o mnie swoją brodę i mocno obejmuje. Jego dłonie wędrują do góry, obejmuje teraz moją twarz i składa na moich ustach mokry pocałunek, po czym spogląda na mnie. Jego żuchwa faluje, jego palące spojrzenie rozgrzewa mnie aż tam na dole. Niespodziewanie bierze mnie na ręce, ja obejmuję go za szyję i wpatrzeni w siebie przenosimy się do sypialni. Kładzie mnie na łóżku. Sam pozbywa się butów i skarpetek. Nie zdejmuje spodni. Dobrze wie, że podoba mi się w takim wydaniu, nagi tors i spodnie od garnituru opinające jego biodra. Ana miała rację. To najlepszy widok. Siada obok mnie na łóżku i metodycznie rozpina moją przydużą koszulę od góry do dołu. Rozchyla ją i z błogością patrzy na moje nagie piersi. Kładzie się obok mnie i gładzi je najpierw delikatnie, a potem z coraz większą mocą, cały czas obserwując moją twarz. Ja nie zniosę więcej. Przymykam zamglone oczy i zaczynam się wić. Przyciągam go do siebie i wpijam się w jego usta. Doskonale wyczuwa, że jestem już na krawędzi. Po chwili jest już na mnie. Podpiera się na ramionach, by nie przygnieść mnie swoim ciężarem. W domu panuje cisza, od czasu do czasu słychać tylko pralkę. To niezwykłe, bo zwykle mój dom jest wypełniony muzyką. Ta myśl przebiega mi przez głowę, bo uświadamiam sobie, że słyszę właściwie tylko nasze oddechy. Sięgam do paska w jego spodniach. Podnosi się wyżej, bym swobodnie mogła go rozpiąć. Gwałtownie wysuwam go ze spodni i rzucam na podłogę. Pospiesznie rozsuwam rozporek. Przywiera do mnie twardy i tętniący, czuję go na swoim wzgórku. Nie mogę opanować bioder, które zaczynają swój własny taniec. Jurek unosi się na chwilę. Siedzi teraz oparty na piętach pomiędzy moimi nogami, z kieszeni spodni wydobywa prezerwatywę i nakłada ją szybko. Nie mogę znieść jego palącego spojrzenia i wyciągam ku niemu ręce. Chcę żeby znalazł się w moich ramionach i przygniótł mnie swoim ciężarem. Patrzy na te moje wyciągnięte ramiona z lubością, a jego oczy robią się szkliste. Jego żuchwa faluje. Pożera mnie wzrokiem i ląduje na mnie a ja oplatam go rękoma i nogami. Chowa głowę w moją szyję i łagodnie, bez trudu odnajduje mnie i wypełnia. Bierze w usta koniuszek mojego ucha i szepcze:
- Kocham cię- biorę jego twarz w dłonie i unoszę nad swoją. Cały czas jest we mnie i unosi się lekko na ramionach, by być teraz nade mną. Trzymam w dłoniach jego policzki. Czuję niezwykłą bliskość, w tej chwili jesteśmy jednym.
- Kocham cię- odpowiadam. Całuje mnie czule i zaczyna się we mnie poruszać. Wciąż opiera się na ramionach, więc widzę jego twarz, a w oczach uwielbienie.
Zwalniamy, by celebrować tę chwilę. Rozumiemy się bez słów. Z wielkiej namiętności przeszliśmy w bezmiar czułości. Poruszamy się delikatnie, bez pośpiechu, obserwujemy się, za chwilę obsypujemy pocałunkami. Moje ręce wędrują po jego plecach, torsie, głowie, twarzy. Jego są uwięzione, bo cały czas faluje kilka centymetrów nade mną. Czasem w przelocie łapie ustami moją dłoń, wtedy ją zatrzymuję i pozwalam mu się w nią wtulić. Znowu zbliżam się do granicy, on to wyczuwa. Moje biodra coraz mocniej na niego napierają, a on odpowiada coraz mocniejszymi pchnięciami. Czuję, jak zaciskam się wokół niego bezwiednie i wysysam go do końca. Jego ciało aż drży, a wreszcie opada na mnie, tuląc w dłoniach moją głowę. Jeszcze długo mnie całuje.
- Chyba ci za ciężko- mówi cichutko i przekręca nas na bok. Delikatnie ze mnie wychodzi, a potem przywiera do mnie całym ciałem i oplata mnie ramionami, jakby chciał mnie okryć. Wtulam się w niego i znowu chłonę jego zapach, błądząc nosem po klatce piersiowej. Mruczy z zadowolenia.
- Nigdy, z nikim nie przeżyłem takiej bliskości- mówi nagle.
Spoglądam na niego.
- Czytasz w moich myślach- odpowiadam.
- Czułaś to samo?- pyta patrząc mi w oczy.
- Tak- podciągam się wyżej i obejmuję dłońmi jego twarz- to było niezwykłe, też doświadczyłam tego pierwszy raz, ale ty? Byłeś z wieloma kobietami. Nie kochałeś nigdy żadnej?
Wyraz jego twarzy zmienia się. Po co to powiedziałam? Zburzyłam piękną chwilę. Ku mojemu zdumieniu, chce mi coś powiedzieć.
- To prawda, było ich bardzo wiele. Zbyt wiele.
- Jak wiele?- nie mogę się powstrzymać. Nie wiem po co chcę to wiedzieć, to może chyba tylko zaboleć.
- Bardzo, bardzo wiele. Nie prowadziłem zapisków- lekko unosi prawy kącik ust. Patrzymy sobie w oczy leżąc na przeciw siebie.
- Ala jaka to skala, 10, 50, 100, 1000...- strzelam unosząc się na łokciu.
- Na prawdę nie znam liczby. Jako młodzik spotykałem jedną, dwie dziewczyny w czasie wyjazdów na konkursy, stypendia i takie tam. To było sporo, ale w normie i raz na jakiś czas. Maraton zaczął się w Norwegii.
- Maraton?- siadam na łóżku i zakładam powoli moją koszulę. Już nie jestem taka pewna, że chcę tego słuchać. Wyczuwa moje napięcie. Kładzie mi rękę na plechach.
- Chcę, żebyś wiedziała o mnie wszystko. To co się zdarzyło wcześniej w moim życiu, teraz wydaje się nie mieć żadnego zdarzenia. Uświadomiłem sobie, że moje życie liczę do momentu poznania cię i po poznaniu ciebie. Tamto było jakby snem, a teraz dopiero żyję na prawdę. Dopiero teraz wszystko się posklejało i ma sens.
- Nie mogę po każdym twoim wyznaniu mówić ci, że to najpiękniejsze co w życiu usłyszałam- odwracam się i klęczę teraz na łóżku przed nim. Rękę opieram o jego pierś.- ale tak jest. Twoje słowa są wszystkim, co kiedykolwiek pragnęłabym usłyszeć, ale znamy się tak krótko...
- To nie ma żadnego znaczenia. Ja wiem, co czuję. Jestem facetem i chyba nie potrafię o tym mówić, ale ten pierwszy pieprzony raz chcę, bo wiem, że to co nas połączyło jest wyjątkowe. Żadna z tych kobiet nie była dla mnie tym, kim ty jesteś- siedzi na łóżku, opiera się na jednej ręce. Jego mięśnie są naprężone. Jego biodra oplatają rozpięte wciąż spodnie. Wygląda bardzo seksownie, a z jego ust wypływa potok słów- W Norwegii włączyli mnie do takiej grupy programistów.
- Zakochałeś się?- poczułam ukłucie zazdrości. Już wiem, że ma w głowie jakieś damskie imię, które czymś się dla niego wyróżnia, Andrea.
- Tak myślałem. Pamiętasz kiedyś spytałaś mnie o związki.
- Powiedziałeś, że wydawało ci się, że byłeś w jednym, chodziło o nią?
- No właśnie, wydawało mi się. Przed spotkaniem Andrei nie byłem w żadnym związku. Czasem mailowałem z jakąś dziewczyną po wspólnej konferencji, ale zwykle nic z tego dalej nie wychodziło. Klubowe laski były poza kategorią, czasem nawet nie znałem ich imion. Andrea była obok, dużo rozmawialiśmy. Mocno podleczyła moją pewność siebie. Chodziliśmy po sklepach. Przy niej znalazłem swój styl. Kupiłem nowe ubrania, ściąłem włosy, zdjąłem z nosa za duże okulary. Razem z tym zmieniało się coś we mnie.
- Była dla ciebie ważna?
- Wtedy tak. Przywiązałem się do niej. Problem polegał na tym, że ja już dojrzałem do związku i traktowałem ją jak dziewczynę, brakowało nam w tym jednej, no może kilku rzeczy, właściwie to wszystkiego.
- Czego?
- Byliśmy jak kumple. Nie pozwalała się nawet wziąć za rękę na ulicy. Nie było między nami żadnej bliskości. Wtedy przez kilka miesięcy nie uprawiałem seksu. Najdłużej od momentu, gdy przestałem być prawiczkiem. Na początku mi to odpowiadało. Po maratonie z chłopakami czułem obrzydzenie do szybkich numerków. Dałem na wstrzymanie. Mimo to potrzebowałem czuć, że nasz związek podąża dalej, a ona była taka... obojętna.
- A ona nie potrzebowała bliskości, rozmawiałeś z nią o tym?- poczułam ulgę, chyba jednak traktowałam Andreę jak rywalkę. Ten aspekt ich związku jednak mocno mnie uspokoił. Zazdrość przyczaiła się na skraju świadomości. Rozżaliłam się teraz nad Jurkiem rozpaczliwie potrzebującym bliskości. To dlatego tak się cieszy z moich tęsknot, łez i tulenia się do niego.
- Próbowałem, chciałem, żeby nam się udało. Podjąłem wtedy decyzję, że chcę stworzyć związek. Nie chciałem pokątnego bzykania, nie chciałem być singlem, w tym momencie chciałem wejść w związek, ona raczej nie. Nie mogłem wyciągnąć z niej czego ona chce. Pojechałem więc na platformę. Tam miałem wypadek. Nie przyszła nawet do szpitala. Zrozumiałem, że nie znajdę u niej tego, czego szukam. Zrozumiałem, że trzeba mieć niezwykłe szczęście, żeby to odnaleźć. ..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz