- Słuchaj, jeśli chcesz ze mną rozmawiać o mojej pracy, to załatwmy to w biurze, najlepiej w gabinecie prezesa. Nie zamierzam omawiać niczego tutaj, jeśli coś ci nie odpowiada...- wyrzucam z siebie, ale mi przerywa.
- Nie, nie, nie. Nie o to chodzi. Czy dobrze go znasz? Jako człowieka?- dopytuje.
- Najpierw powiedz o co chodzi, a potem zadawaj pytania- z trudem powstrzymuję irytację.
Rozsiada się w rogu kanapy, opiera ręce na jej brzegu, zakłada nogę na kolano drugiej. Wpatruje się we mnie i pociera wskazującym palcem swoją wargę. Gdyby nie to, że tak mnie teraz wkurza, możliwe, że nie udałoby mi się zachować dystansu, ale o co tu chodzi?
- Czy to lojalność?- pyta, jakby zastanawiał się na głos.
- OK, nie wiem do czego to zmierza. Trochę mnie to irytuje. – ale i zastanawia, dopowiadam w myślach. Gdyby nie zaciekawienie, właśnie kończyłabym tę rozmowę.
Zmienia pozycję, siada nachylając się ku mnie i opierając łokcie na kolanach. Zaplata palce dłoni.
- To dość skomplikowane, dlatego zacznę od końca. Twój szef ma kłopoty. Musi zniknąć na jakiś czas i liczymy na to, że nam pomożesz.
Na mojej twarzy rysuje się wielki znak zapytania, więc mówi dalej.
- Chodzi o to, że dla świata musi być martwy, ale tak na prawdę dobrze go ukryjemy. Nie jest to zbyt skomplikowane, ale wymaga udziału kilku osób, bardzo zaufanych osób. Ty z pewnością do nich należysz, zarówno z jego jak i naszego punktu widzenia.- staram się nie myśleć za dużo, wyłączam się i pozwalam, by docierały do mnie tylko jego słowa.
- Nie do końca rozumiem, to znaczy w ogóle nie rozumiem. Po pierwsze co to za kłopoty i kim są MY?
- Dlatego zapytałem, czy dobrze go znasz. Jeśli tak, to wiesz, że Yellow Pages nie są jego jedyną firmą.
Jestem zaskoczona, że Jurek o tym wie. Jest w naszej firmie od kilkunastu tygodni. Znowu wyłączam myślenie, bo lawina pytań spada na mnie z wielkim impetem.
- Tak, wiem. Prowadzi jeszcze wywiadownię gospodarczą.
- Właśnie. Yellow Pages jest dla niego niejako zasłoną dla wywiadowni. Dopóki tematy kręciły się wokół interpretacji sprawozdań finansowych mógł spać spokojnie, ale niestety wykroczył poza ten bezpieczny obszar.
- Okej, rozumiem, że mógł tu się wpakować w jakieś kłopoty, wściubił nos nie tam, gdzie trzeba. Komu się naraził? To jakaś mafia?
- Niestety gorzej. Mam tu na myśli to, że ludzie, którym zalazł za skórę są znacznie potężniejsi. Wolałbym jednak nie do końca cię wtajemniczać, dla twojego dobra.
- Powiedzmy, że to kupuję i na ten krótki moment to mi wystarczy.
- No dobrze, czy możemy resztę omówić jedząc, bo zaraz będziesz mnie musiała cucić.
- To nie byłoby takie złe- uśmiecham się, bo trochę zeszła ze mnie irytacja, wprawdzie nie wiem, czy dam radę coś zjeść, informacje które mi przekazał były jednak dość szokujące. Zaraz, zaraz, ale właściwie jaka jest w tym jego rola. Mina mi rzednie. Przecież nic o nim nie wiem. Do tej pory wszystko wyglądało sensownie. Jest wysokiej klasy specjalistą wynajętym przez moją firmę do przeprowadzenia skomplikowanego procesu zmiany systemów informatycznych. Ale to, trochę wymyka się poza jego obraz w mojej głowie.- Powiedz mi, co ty właściwie masz z tym wspólnego. Kim ty jesteś?- pytam może zbyt szybko, to ostatnie pytanie nie brzmi dobrze w moich ustach. Powinno pozostać w myślach.
- Jak zawsze celna i bezpośrednia- wiem, że go to dotknęło, ale do diabła, to on coś przede mną ukrywa- proszę cię siądźmy, zjemy, napijemy się wina, spróbuję ci to wszystko jakoś wyjaśnić –mówi spokojnie i pojednawczo. Udajemy się do kuchni. W ciszy i pośpiesznie podgrzewamy miło pachnącą carbonarrę, Jurek odkorkowuje wino, ja wyciągam kieliszki. Mimo wielu niedomówień i gonitwie pytań w mojej głowie nadal czuję się w jego towarzystwie komfortowo i bezpiecznie. Podświadomie czuję, że nie spotka mnie z jego strony nic przykrego, choć przez moment brałam to pod uwagę. Wciąż grzmi w mojej głowie przestroga „przecież wcale go nie znasz”. Próbuję ją jednak wyprzeć na tył głowy, by nie przeszkadzała mi w obiektywnej ocenie sytuacji. Zapach makaronu powoduje, że dopiero teraz uświadamiam sobie, jak bardzo jestem głodna. Zasiadamy do stołu i zaczynamy pałaszować wydając z siebie jęki zachwytu, ja nad jedzeniem, a on patrząc na mnie, najwyraźniej dlatego, że widok mnie jedzącej dostarcza mu przyjemności. Pamiętam, jak mówił o tym przy naszej wczorajszej kolacji. Uśmiecham się na tę myśl. Nieco bardziej rozluźniona wspomnieniem i rozchodzącym się po ciele ciepłem jedzenia wracam do naszego tematu.
- Chcę Ci zadać tyle pytań, nie wiem od czego zacząć.
- Dawaj. Jestem przygotowany na obstrzał- mówi i lekko się uśmiecha.
- Może opowiedz mi wszystko po kolei. Jakie kłopoty ma szef? Dlaczego musi postąpić tak drastycznie? Co ja mam z tym wspólnego? Jaką rolę w tym wszystkim grasz ty?
- Spróbuję. jakby tu...- zastanawia się- może opowiem ci to z mojej perspektywy, będziesz wiedziała tyle co ja- bierze łyk wina i zaczyna opowiadać- Dla mnie temat pojawił się w Norwegii. Pojawili się tam ludzie zainteresowani bym dla nich pracował. Nie byli to jednak przedstawiciele jakiejś firmy, a jak się potem okazało, pracownicy naszych służb specjalnych. To skąd są było dla mnie mało ważne. Planowałem zakończyć mój pobyt w Norwegii i rozważałem różne propozycje pracy. Na szczęście miałem ten komfort, że te propozycje szukały mnie. To co mi zaproponowali było bardzo atrakcyjne, zarówno zawodowo, jak i finansowo. Zgodziłem się rozmawiać dalej. Zaznaczyłem, że jedyne co mnie interesuje to praca kontraktowa i nie wyobrażam sobie żadnego wchodzenia w szeregi tych służb. Chciałem to traktować jak zlecenie. Zgodzili się na to. Nie mogę ci powiedzieć czego dotyczyła ta praca. W większości przypadków muszę podpisywać umowy o zachowanie poufności...
- To zrozumiałe, przepraszam mów dalej- zabieramy wino i talerz z winogronami, przesiadamy się na kanapę.
- Oczywiście sama praca dla nich, rozumiesz, że tu też muszę cię prosić o dyskrecję, wiem, że nie muszę, ale...- zaczyna się wić.
- Rozumiem. Nie musisz się o nic martwić. Cokolwiek mi powiesz zostanie między nami- kładę mu rękę na kolanie w uspokajającym geście.
- Okazało się, że koncern dla którego pracowałem, to znaczy jego zarząd, również jest wtajemniczony. Mówiąc krótko, nasze służby we współpracy z norweskim rządem szykują plan podłączenia Polski do norweskiego gazu. Z tym wiązało się moje zadanie. Przenieśli mnie na platformę. Z jednej strony kończyłem to, co miałem do zrobienia dla Norwegów, ale głównie miało to na celu odcięcie mnie, bym mógł w spokoju robić z dala od wszystkiego.
- Wiesz jak to brzmi? Ciężko w to uwierzyć, to jak z jakiś szpiegowskich filmów.- nie mogę się opanować. Przypomina mi się rozmowa z Martą, że albo ma taki bajer, albo na prawdę jest interesującym człowiekiem. Po tej historii bliżej mi jednak do bajeru. Trochę czuję się oszukiwana, z drugiej strony czemu miałby kłamać, no i ta historia z szefem.
- Wiem, niestety. Gdybym wiedział wtedy do czego to doprowadzi, pewnie bym na to nie poszedł. Chciałem pracować, a to zlecenie było wymarzone i w dobrym momencie. No i prestiżowe. Pomyśl tylko, służby zwróciły się do mnie, przeciętnego chłopaka z Jelonek, żebym dla nich pracował. Nadal jest ciekawie, tylko robi się mało przyjemnie. Zaczyna wychodzić coraz więcej spraw, wątków, sam juz się w tym gubię...- jednak chyba mu wierzę, mówi to w taki sposób, że tracę wątpliwości. Poza tym z tego człowieka emanuje poczucie własnej wartości. On nie musi niczego udowadniać.
- No dobrze, powiedzmy, że ten wątek ogarniam- mówię idąc do stołu po butelkę z winem. Pytającym gestem wyciągam rękę z butelką ku Jurkowi. Nadstawia swój kieliszek. Nalewam wino jemu, potem sobie. Odstawiam pustą butelkę na podłogę i moszczę się na kanapie.- ale co do tego wszystkiego ma mój szef i ta cała historia z jego zniknięciem?
- No właśnie. Ja też nie do końca kumam to połączenie. Wiem tylko, że sprawa „gazu dla Polski” i on są jakoś powiązane. Wiem, że chodzi o jakieś informacje, które posiada, a które kogoś bardzo interesują. Wiem, że są zaszyfrowane i teraz właśnie siedzę w tej pieczarze na dole Yellow Pages i próbuję ze Stefanem coś z tym zrobić. Problem polega na tym, że to na czym zostały zapisane, taki nośnik w postaci kostki, już nie jest używany, to bardzo stary wynalazek i na ten moment nie mamy jak tego odczytać.
- A skąd on to niby wziął?
- Pojęcia nie mam. Oni też dostarczają mi tyle informacji, ile uznają za potrzebne w danym momencie. Pasuje mi to, wiem tyle ile potrzeba by robić swoje. Postawiłem się tylko raz, dziś rano. Dowiedziałem się, że chcą cię zwerbować do współpracy przy zniknięciu szefa.
- Kto chce mnie zwerbować?- pytam, a oczy mam bardzo szeroko otwarte ze zdziwienia. W życiu nie słyszałam takiej historii, no może poza sensacyjnymi książkami i filmami. A teraz akcja zawiązuje się w moim własnym domu.
- Pytasz kto personalnie?
- No tak, no i w ogóle kim są ci oni.
- Od jakiegoś czasu sprawą zajmuje się agent Stefan Pac- mówi i wie, że ta informacja mnie powali, ma triumfującą minę.
- Pan Stefan?- AGENT Stefan, to niedorzeczne.
- Co cię tak dziwi?- pyta uśmiechając się pod nosem i popija wino.
- Dobrze wiesz co, Jamesem Bondem to on nie jest. Ma taki dobroduszny, pierdołowaty wręcz wygląd, jak ktoś taki może być agentem.
- Pierdołowaty powiadasz- mówi i parska śmiechem- musze mu to powiedzieć, chyba nikt jeszcze tak o nim nie powiedział.
- Nie no proszę cię, nie zrobisz tego. Chodzi mi o to, że ktoś kto jest taki łagodny i czasem niezdarny nie może być agentem.
- Z tego co się zorientowałem nie wielu agentów ma wygląd Jamesa Bonda, a najlepszymi są właśnie ci pokroju Stefana. On ma kilka twarzy. Dla potrzeb kamuflażu jest Stefanem Pacem, dyrektorem IT w firmie Yellow Pages. Cichym, spokojnym, tatuśkowatym Stefanem.
- Tatuśkowatym? A o tym słyszał?- pytam zawadiacko, ha i ja mam na ciebie haka.
- Oczywiście, znamy się od lat.
- Nie wierzę ci, nie powiedziałbyś mu tak.
- Mała, przecież sam sobie wybrał taką rolę. Tak na prawdę jest niesamowicie przenikliwy i mrukowaty. Ma bardzo podzielną uwagę. Jego umysł jest ponadprzeciętny. Na przykład kiedy z tobą rozmawia i wylewa się z niego potok słów, tak naprawdę skanuje otoczenie i pamięta wszystko- kto gdzie wtedy był, w co był ubrany, jaką rozmowę telefoniczną słyszał w tle, jaki numer rejestracyjny miał samochód, który właśnie przejechał...
- To fascynujące- mówię i na prawdę tak myślę. Jak można w jednej chwili być sobą a za moment kimś zupełnie innym. Pan Stefan, nie mogę w to uwierzyć.
- Ty jesteś fascynująca- zniża głos i jednym susem jest przy mnie, nachyla się jakby chciał mnie pocałować, jego ręka przesuwa się powoli od mojej kostki, po łydce, do kolana. Nie całuje mnie jednak, tylko przykłada swoje czoło do mojego. Mięśnie brzucha zaciskają mi się przyjemnie, głośno wciągam powietrze, a kąciki jego ust, gdy to słyszy, unoszą się leniwie. Skubany, wie dobrze jak na mnie działa. Jego ręka wędruje z mojej nogi, ku brodzie. Podtrzymuje ją wskazującym palcem i szybko całuje mnie niewinnie w nos, po czym odskakuje na zajmowane wcześniej miejsce w rogu kanapy- przepraszam cię, ale zostało nam jeszcze jedno, twój udział w tym wszystkim, omówmy to szybko, bo nie wiem ile jeszcze czasu będę potrafił trzymać ręce z dala od ciebie.
- Ok- mówię, ale jestem mocno zawiedziona, ciekawi mnie jednak, co ma mi do powiedzenia. Przypominam sobie, że jestem w centrum jakiejś afery, ale przed chwilą byłam gotowa o tym zapomnieć. Co za brak samokontroli- ganię samą siebie.- Mów. Byle szybko.- patrzę na niego tak zmysłowo jak tylko potrafię. Chcę by wiedział, że też mam na niego ochotę.
- Zapytali twojego szefa, czy zna kogoś, komu ufa, kto umie trzymać język za zębami. Kto pomógłby w jego ukryciu. Nie mógłby to być nikt z jego rodziny, ona też będzie utrzymywana w przeświadczeniu, że zginął.
- O Boże, tak drastycznie? Przecież jego żona tego nie wytrzyma?- nagle wielka gula pojawia się w moim gardle- a dzieci?
- To konieczne, z tego co mówią nie ma innego wyjścia, a dzieci są już dorosłe- próbuje dodać mi otuchy- no i wskazał między innymi ciebie. Stefan zaaprobował ten wybór. Znają się od lat, stąd pewnie tak delikatnie obchodzą się z szefem. Nie do końca rozumiem, po co właściwie musi zniknąć, ale chyba wiedzą co robią. Przyjaciele szefa zostali wyeliminowani, albo byli zbyt blisko, albo agentom nie odpowiadał ich rys psychologiczny. W każdym razie Stefan poprosił mnie bym cię wysondował, dlatego trochę cię obserwowałem i trochę podpytywałem o ciebie udając zainteresowanie, no wiesz zainteresowanie faceta kobietą.
- Udawałeś??- a więc to tak, cały kit, jak to niby go zafascynowałam, wyszedł na jaw.
- Taki miałem zamiar- uśmiecha się i jest spokojny, w przeciwieństwie do mnie- daj spokój, jak mógłbym nie znając cię, tak po prostu się zakochać. Sama w to nie wierzysz.- kiwam głową, ale miło było myśleć, że ktoś tak dla mnie zwariował- Kiedy jednak zacząłem ci się przyglądać, okazałaś się bardzo wdzięcznym obiektem.- mówi dalej i miło łechce moją próżność- Ludzie z firmy nie wiele o tobie wiedzą, kilka randek nie wypaliło, faceci dostawali kosza jeden po drugim, natomiast jako o współpracowniku wszyscy mają o tobie jak najlepsze zdanie. Stefan chciał cię zobaczyć przy pracy. Samo zdanie Małeckiego mu nie wystarczyło, dlatego zaczęliśmy ten projekt zmiany systemu, choć nie bardzo jest na to teraz czas. Okazało się, że podchodzisz do sprawy, jakby to ująć- zastanawia się gładząc dolną wargę kciukiem- zadaniowo. Do tego twój sposób nawiązywania relacji z ludźmi, serdeczny, ale zdystansowany spowodował, że Stefan zgodził się, by wybór padł na ciebie. Zostałaś podobno sprawdzona jako osoba typowana do kategorii „dostęp do informacji niejawnych”.
- No dobrze, ale sam mówisz, że cię nie wtajemniczają, a to wykracza daleko poza informatyczne sprawy.
- Punkt dla ciebie- o, nie wiedziałam, że w coś gramy, marszczę brwi, a on mówi dalej- znamy się ze Stefanem od lat, to on mnie wciągnął w całą tą gazową sprawę, powiedziałem mu, że mi się podobasz, nie chciałem, żebyś brała w tym udział. Stefan uznał, że jest już za późno na typowanie kolejnych osób. Wiedzą, że ktoś już coś wywęszył i muszą działać natychmiast. Nie było nawet czasu cię przygotować.
- Mam mętlik w głowie, niby rozumiem, a nic nie rozumiem- prostuję się- no dobrze, to co miałabym robić.
- To już opowie ci Stefan, jutro, kiedy podpiszesz papiery o zachowaniu tajemnicy. Podobno wiesz już więcej niż powinnaś na tym etapie. To co? Zgadzasz się?
- Nie wiem, zrozum to spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie wiem co się robi, gdy służby werbują cię do współpracy. Nie wiem z czym to się wiąże.- wstaję i zaczynam chodzić po pokoju wyrzucając z siebie słowa.
- Moja rozsądna dziewczynka- podchodzi do mnie i bierze mnie w ramiona.- zadzwonię teraz do Stefana i powiem, że się wahasz i chciałabyś z nim jeszcze jutro porozmawiać.
- Tak będzie najlepiej- czuję się przytłoczona, potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć, ale coś mnie powstrzymuje przed powiedzeniem NIE. Zastanawia mnie w tym momencie jedno:
- A ty, jaka w tym twoja rola? Miałeś mnie zbajerować i przekonać?- pytam odsuwając go nieco od siebie, chcę widzieć jego oczy.
- Jak możesz- pyta z niedowierzaniem- moja rola miała się ograniczyć do grania faceta zainteresowanego tobą, przed innymi, by zobaczyć jakie zdanie ma o tobie otoczenie, tak myślę, bo robiłem to, o co prosił mnie Stefan. Wtedy zainteresowałem się tobą na prawdę. To było jak powiew świeżego powietrza w moim zatęchłym życiu.- patrzy mi w oczy i obejmuje mnie w talii. Wierzę mu, nie wiem czy powinnam, ale wierzę.
- Dobrze, zadzwoń do pana Stefana, ale chcę tylko porozmawiać, powiedz mu, że na razie nie mówię nie.
- Później- mówi i całuje mnie delikatnie sprawdzając moją reakcję, ale ja się nie sprzeciwiam. Nie dostrzegam w nim wyrachowania. Poza tym potrzebuję teraz jego bliskości. Stałam się najwyraźniej podmiotem jakiegoś planu, stało się to zupełnie poza mną, ale czuję w Jurku sprzymierzeńca i obrońcę. Zakładam mu ręce na szyję i przyciskam mocniej do siebie. Jego ręce przesuwają się po mojej tali i biodrach, wędrują na plecy i pupę. Cudne dreszcze przeszywają moje ciało. Wczepiam palce w jego włosy i na chwilę odciągam jego głowę w tył. Chcę na niego spojrzeć. Jego oddech jest przyspieszony, a szczęka faluje. Uwielbiam ten widok. Przyciągam go do siebie i zawzięcie całuję. Dotyka moich pośladków, coraz mocniej i mocniej, podwijając mi spódnicę. Napiera na mnie swoim ciałem, czuję do na brzuchu, staję na palcach i wtedy dotykam go moim wzgórkiem. Wydaję z siebie jęk i odchylam głowę, po chwili wracam i zatapiam się w jego ustach. On nagle robi mocny ruch w dół i jednym ruchem pozbawia mnie rajstop i majtek, unoszę posłusznie nogi by mu pomóc. Wraca do mnie, a ja rozpinam jego koszulę....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz