wtorek, 19 lutego 2013

XXIX

Z trudem rozeszliśmy się do swoich zadań. Na moim biurku czekało mnóstwo spraw, tym bardziej, że nie było prezesa. Nie mogłam w to uwierzyć. Remigiusz Małecki chciał mi powierzyć zarządzanie firmą. Napisał o tej kwestii w testamencie. Teoretycznie wszystko miało być sfingowane i to on podejmowałby decyzje, nie zmienia to faktu, że obdarzył mnie niezwykle szczodrze zaufaniem. Byłam jego asystentką od czterech lat. Czułam, że jest zadowolony z mojej pracy. Powierzał mi coraz więcej zadań. Miałam coraz więcej swobody w realizacji jego postanowień, ale i sama mogłam podejmować coraz więcej decyzji. Kiedy teraz o tym myślę, dostrzegam jak często ostatnio pytał mnie o zdanie na jakiś temat. Bardzo go lubię, a może raczej darzę wielkim szacunkiem. Traktuję go jak bardzo mądrego, dystyngowanego wujka.  Bardzo ceniłam ten jego dystans. Prawie z nikim nie był w firmie po imieniu, nie bratał się z personelem. Trudno było go posądzić o brak obiektywizmu. Teraz jednak okazało się, że i ten marmur ma jakąś skazę. A może jest ofiarą? Trudno na razie mi to ocenić. Faktem jest, że się w coś wplątał, na tyle paskudnie, że przydała mu się znajomość ze Stefanem o dwóch twarzach, który jako wieloletni przyjaciel zapewni mu bezpieczeństwo. No właśnie, Stefan nie pracuje tu od kilku miesięcy, gdzie można datować wybuch całej afery. Pracuje tu od wielu lat. Jurek wspominał, że ta praca była zawsze dla Stefana przykrywką, może więc o to chodzi. Małecki dawał Stefanowi drugie życie, a teraz przyszedł czas oddania długu wdzięczności. Wszystko by się zgadzało, poza tym, że Stefan nie jest samotnym elektronem. Pracuje dla służb, dużej zorganizowanej i z tego co się orientuję, państwowej organizacji. Czyżby agenci sami organizowali sobie alternatywną osobowość? Ciężko mi w to uwierzyć. Co wtedy oznaczałby ten tabun ludzi pracujących w wydzielonej strefie IT?
Im więcej o tym myślałam, tym więcej powstawało nowych pytań. Muszę chyba przestać, przynajmniej na chwile i skupić się na tym, co mam teraz do zrobienia. Na ten moment muszę zająć się bieżącymi sprawami, nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak i pomóc szefowi, jakkolwiek ta pomoc miałaby wyglądać. Na to ostatnie jeszcze chwilę poczekam. Mój pomysł z kwarantanną zostanie najpewniej zrealizowany. Nie wiem jeszcze jaka miałaby być w tym moja rola, zapewne kwestia właśnie się krystalizuje. Muszę się skoncentrować.
Tak na prawdę pod biurkiem przebieram nogami. Moje życie nagle nabrało rozpędu. Do tej pory każdy dzień był podobny do poprzedniego. Żyłam właściwie tylko tym, co działo się w pracy, a bardziej chłonęłam to co robili inni. Bycie z boku zawsze bardzo mi odpowiadało, wolałam obserwować, niż brać w czymś czynny udział. Tak mi się przynajmniej wydawało. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo potrzebowałam odmiany. Czuję to dopiero teraz, gdy znajduję się w centrum wydarzeń. Towarzyszy mi w tym nieprzeciętny facet, który z szybkością i siłą błyskawicy zawładnął moimi myślami, sercem, świadomością i ciałem. Z zamyślenia wyrywa mnie telefon, no tak to siostra:
- Cześć, właśnie miałam do ciebie zadzwonić- ściemniam z uśmiechem, może nie będzie na mnie zła.
- Akurat- odpowiada drwiąco, ale też się uśmiecha- skoro nie dzwonisz, to znaczy, że romans trwa?
- Tak, spotykamy się- uśmiech nie znika mi z twarzy- to bardzo absorbujące- czerwienię się na samą myśl.
- Domyślam się. A co w pracy?
- Oj dzieje się.
- Słyszę właśnie, masz w głosie jakąś taką energię, co się stało?
- Nic specjalnego, ale mam tyle do zrobienia, chyba właśnie to mnie tak nakręca.
- Coś mi się zdaje, że chwyciłaś życie za rogi. Korzystaj. Wreszcie. Tylko odzywaj się, żebym wiedziała, że żyjesz. Do rodziców zadzwoń... Pa.
- Pa.- mam łzy w oczach. Czy ktoś zna mnie tak jak ona? Czy ktoś darzy mnie taką bezwarunkową miłością? Wie, że coś ważnego dzieje się w moim życiu i odpuszcza, daje mi swobodę, podczas, gdy w moim życiu nie działo się nic, ona pozwalała mi być częścią swojego. Wycieram palcem spadającą po policzku łzę. Zaglądam w małe lusterko, żeby sprawdzić, czy razem ze łzą nie rozmazał mi się tusz. Zza lusterka dostrzegam pędzącego w moją stronę Jurka.
- Co się stało?- staje po drugiej stronie mojego biurka i opiera na nim ręce, nachyla się ku mnie i powoduje uciechę obserwatorów, jest autentycznie poruszony.
- Nic- ma nieprzekonaną minę- nic, na prawdę- powtarzam bardziej uspokajającym tonem.
- Na ile cię znam, nie jesteś kobietą, która wylewa łzy z byle powodu- drąży.
- A wtedy, gdy ...
- Wtedy to było z tęsknoty- z troski przebija samozadowolenie- i to za mną, to nie był byle powód, a teraz?- dopytuje.
- Dzwoniła Marta i mnie rozczuliła. Zanim się pojawiłeś byłam z nią w stałym kontakcie, a teraz trochę ją zaniedbuję.
- Ma pretensję?
- Wręcz przeciwnie, cieszy się, że cię spotkałam.
- Czy wszystkie kobiety w twojej rodzinie są takie niezwykłe? Wygląda na to, że nie macie powszechnie występującego genu zaborczości- to piękny komplement, już chcę wyprowadzić go z błędu i przyznać się, jak bardzo ten gen mam rozwinięty, ale gryzę się w język. Przebiega mi przez głowę taka myśl, że skoro tego nie zauważa, to może udaje mi się nad tym zapanować.
- Wszystkie- uśmiecham się promiennie. Przez chwilę patrzymy sobie w oczy. Nie przerywając naładowanego elektrycznością spojrzenia mówi:
- Wiesz co, przyszedłem tu w jakimś konkretnym celu, ale uwierzysz, że zapomniałem w jakim?- układa powoli usta i mówiąc to cały czas się uśmiecha. To jest zniewalające. Nie mogę teraz oderwać oczu od jego ust. Chcę go pocałować. Gdzie tam pocałować, chcę wbić się w niego ustami i zostać tak na zawsze.
- Na pewno bardzo się stęskniłeś- próbuję być tak uwodzicielska jak on.
- Jak zawsze, gdy nie ma cię przy mnie- jego mina lekko się zmienia, dobrze wie, po co tu przyszedł, jest zbyt skoncentrowany- otwórz na przykład TVN24- jego mina powoduje, że ja też poważnieję. Podjeżdżam moim fotelem bliżej laptopa. Wstukuję adres. Po chwili jestem na pierwszej stronie serwisu. Okazuje się, że śledzą na bieżąco wydarzenia z pewnego hotelu w Gdańsku, gdzie jeden z gości zachorował na tajemniczą chorobę. Hotel i okolicę otoczono kordonem sanitarnym. Wszyscy goście i personel są poddawani właśnie badaniom. Serwis obiecuje dostarczanie wiadomości na bieżąco. Zaglądam jeszcze na Onet i kilka innych stron, wszędzie jest to wiadomość dnia.
- O Boże, to się dzieje na prawdę- mówię drżącym głosem.
- Teraz widzisz, na prawdę. Słońce, jest jeszcze czas, żebyś się wycofała.
- Nie ma mowy, nie przepuszczę takiej okazji. To zbyt ekscytujące.
- Ale może okazać się niebezpieczne.
- O to będę się martwić później- sama nie wierzę, że to mówię. Nie poznaję siebie. Zawsze do wszystkiego podchodziłam z wielką rezerwą. Raczej wolałam czegoś nie zrobić w ogóle niż postępować bez rozmysłu.
- Szalona kobieta- obdarza mnie swoim uwodzicielskim uśmiechem i zakłada ręce za głowę, splatając palce na karku. Jego gest powoduje, że kilka damskich ust składa się w ciup i wydaje cichy gwizd. Teraz już i ja śmieje się głośno i wymieniam z dziewczynami porozumiewawcze spojrzenia.

2 komentarze:

  1. Za krótki :) Czyta się super, więc już nie mogę się doczekać kolejnego :)

    OdpowiedzUsuń