sobota, 23 lutego 2013
XXX
Do końca dnia nie mamy żadnych wieści od pana Stefana. Dochodzi 17:00. Odpowiadam na ostatni tego dnia mail. Dzwoni mój telefon na biurku.
- Cześć Słońce, jesteś już wolna?- to Jurek.
- Potrzebuję jeszcze z 15 minut, a ty?
- Mam jeszcze sporo pracy i zastanawiam się co zrobić, może odwiozę cię do domu i wrócę?
- Bez sensu, stracisz mnóstwo czasu. Wolałabym żebyś szybko skończy i dołączył do mnie nim zasnę…
- Jeśli dla tego o czym myślę, to nie wymyśliłbym nic lepszego. Skończę tutaj, pojadę do domu po jakieś rzeczy i jestem u ciebie wieczorem. Jak wrócisz? Weź proszę mój samochód...
- A jak ty wrócisz?
- Wezmę taksówkę.
- Nie, pojadę autobusem, trochę się przejdę, a ty samochodem dojedziesz do mnie szybciej wieczorem…
- Jesteś pewna? Wolałbym żebyś nie musiała jechać autobusem…
- Nic mi nie będzie, czasem tak robię, mam wtedy więcej ruchu, a o tej porze akurat na mojej trasie autobus jest prawie pusty, nie martw się. Wracaj do pracy i… pospiesz się.
- Słońce… do wieczora.
- Pa.
Odkładam słuchawkę i jeszcze przez chwilę z błogością patrzę na telefon. Nawet kilka chwil z nim przez telefon totalnie mnie rozstraja. Szybko zbieram myśli i wracam do pisania maila. Dopiero wtedy dostrzegam stojącego przy schodach Mareczka. Przygląda mi się, a gdy zauważa, moje spojrzenie, zaczyna podążać w moją stronę. O kurczę, nie mam ochoty z nim rozmawiać. Zawsze czułam się w jego towarzystwie swobodnie, ale odkąd widział nas razem z Jurkiem w samochodzie, zachowuje się dziwnie. Te przeciągłe spojrzenia, jego złośliwe komentarze, nie wiem jeszcze co, wszystko sprawia, że jest mi niewygodnie w jego towarzystwie. Próbuje nie utrzymywać kontaktu wzrokowego, ostatecznie może iść gdziekolwiek indziej. Mimo moich największych nadziei zatrzymuje się jednak koło mnie.
- Kiedy boss wraca?
- Jutro, według planu- odpowiadam nie odrywając oczu od komputera, dając mu do zrozumienia, że jestem bardzo zajęta.
- To dobrze, muszę z nim porozmawiać- bierze z mojego biurka folder i leniwie go przegląda, chyba czeka, aż zapytam o czym, chce rozmawiać, ja jednak nie zamierzam, chciałabym żeby już sobie poszedł. On jednak nie daje za wygraną- ten cały nowy system, po co ona nam? Tylko koszty generuje i zabiera nam czas.
- I myślisz, że szef zmieni zdanie, kiedy mu o tym powiesz? Nie zapominaj, że to jego pomysł. Nie sadzę, żebyś był władny odwieść go od projektu, który rozpracowuje od roku, a tak między nami, radzę ci, żebyś tego nie robił.
- Dlaczego? Boisz się, że Jurek straci pracę?
Uśmiecham się z politowaniem.
- Nie. Poradzi sobie, z nami, czy bez nas, uwierz. Przepraszam cię, chciałabym to skończyć i iść do domu.- wracam do pisania maila. Ale Mareczek nie daje za wygraną:
- Czemu nie miałbym powiedzieć mu o moich obawach?
Odrywam wzrok od komputera, patrzę mu prosto w oczy i mówię po chwili najdobitniej jak potrafię:
- Bo się zbłaźnisz, to jedyny powód.
- Może masz rację, zastanowię się- odkłada folder i nieco zmienia ton- no dobra to idę, do jutra.
- Tak będzie najlepiej. Do jutra.
Chcę coś jeszcze dodać, żeby się głęboko zrelaksował, ale gryzę się język, nie chcę go prowokować do dalszej rozmowy. Na szczęście odchodzi, a ja wracam do maila. Kończę go szybko. Wyłączam laptopa. Sięgam po płaszcz i torbę. Ubierając się, schodzę powoli po schodach. Gdy jestem na dole, tęskno patrzę na ciężkie drzwi IT. Wiem, że za nimi znajduje się teraz moje serce. Czy to już miłość? Zastanawiam się i wychodzę na zewnątrz. Wciągam głęboko rześkie powietrze. Tak, jestem zakochana, zauroczona, pochłonięta nim do reszty, ale czy to już miłość? A co on czuje do mnie? Czy to jeszcze dobra zabawa, czy może już coś więcej? Poświęca mi dużo swojej uwagi, czuję się z nim bezpieczna, czuję jego troskę. Jego niedzielny przyjazd do mnie, prosto z drogi zwalił mnie z nóg. Tęsknił za mną, wiem to. Był mnie taki głodny. Na wspomnienie naszych igraszek, aż czuję jak płoną mi policzki. Uśmiechając się do swoich myśli, docieram na przystanek. Nie jeżdżę zbyt często autobusem, więc zerkam na rozkład jazdy. Mój autobus zjawi się za pięć minut. Sięgam do torby po telefon i chwilę szukam słuchawek, potrzebuję muzyki. Nagle wyrasta przede mną Mareczek.
- Witaj znowu, to chyba przeznaczenie, a gdzie twój rycerz, nie wracacie razem? Ochłodzenie uczuć?- wypluwa z siebie słowa. Jest agresywny. Zastanawiam się, skąd się tu wziął. Handlowcy z naszej firmy jeżdżą samochodami służbowymi.
- A ty gdzie zgubiłeś samochód?- staram się być spokojna i udaje, że mało obchodzi mnie jego obecność tutaj. W rzeczywistości, jego zachowanie budzi mój niepokój. Jest w nim coś mrocznego. Niby to ten sam wesołek, ale teraz widzę w jego oczach chmury.
- Postanowiłem się przejść. A twój?
- Został pod domem.
- Przywiózł cię tu, ale nie zamierza odwieźć z powrotem?- jest oburzony- niezbyt elegancko. Może więc zaproponuję ci moje towarzystwo.
- Poradzę sobie, dziękuję za troskę- wyciągam szyję i spoglądam w kierunku, z którego ma nadjechać mój autobus. Niech on już odejdzie. Nie wiem co mnie tak od niego odpycha. To zupełnie irracjonalne. Znamy się od kilku lat. Zawsze czułam się w jego towarzystwie bardzo swobodnie, a teraz? Co się dzieje?
- To żaden kłopot, pozwól, że odprowadzę cię do domu- bez ceregieli chwyta mnie za rękę.
- Co ty wyprawiasz?- mówię podniesionym głosem- odbiło ci?- próbuję wyrwać swoja doń z jego uścisku. Inni ludzie stojący na przystanku zaczynają zwracać na nas uwagę. Jest mi to na rękę, może da spokój i odejdzie.
- Daj spokój, chciałem być miły, co się taka niedotykalska zrobiłaś? Jakiś cyrograf z Jureczkiem podpisałaś na wyłączność? Myślisz, że on tak unika innych dziewczyn? Coś mi się zdaje, że niezły z niego Casanova, czaruje laski pierwszorzędnie, nie liczyłbym na jego wstrzemięźliwość…
- Zajmij się sobą- cedzę przez zęby, a on chwyta mnie w talii i przyciąga do siebie. Blokuję uścisk i odpycham się zdecydowanie od jego klatki piersiowej- co w ciebie wstąpiło, zaczynam się ciebie bać- mówię podniesionym głosem. Teraz patrzą na nas już wszyscy stojący na przystanku. Jeden z mężczyzn rusza w nasza stronę. Jest młody, dość niski i bardzo dobrze zbudowany. Rozkłada ramiona i mówi:
- Monika, kopę lat, skąd się tu wzięłaś?- stoję jak wryta, co to za facet, mam dobrą pamięć do twarzy, staram się sobie przypomnieć, skąd go znam? Nachyla się bliżej mnie, jakby chciał mnie pocałować w policzek- jestem od Stefana- mówi szybko, co mnie w jednej chwili trochę uspokaja.
- Skąd się tu wziąłeś?- próbuje wykrzesać z siebie odrobinę entuzjazmu.
- Miałem spotkanie, tu niedaleko, a ty?
- Pracuję tu- wskazuje palcem na budynek po przeciwnej stronie ulicy.
- Słuchaj, nie widzieliśmy się tyle czasu, wejdziemy gdzieś na kawę? Chyba, że miałaś inne plany- patrzy na Marka, który wygląda na nieco zbitego z tropu.
- Nie, jestem absolutnie wolna i chętnie powspominam stare czasy- kurczę, powinnam ich sobie przedstawić- pozwól to Marek, kolega z pracy- nieznajomy podaje Markowi rękę i od niechcenia mówi:
- Tomek, miło mi.
- No to my idziemy. Cześć Marek do jutra- odchodzę z nieznajomym, z którym i tak czuję się o niebo bardziej komfortowo. Marka najwyraźniej zamurowało, bo tylko bąka coś pod nosem. Nieznajomy skinieniem żegna Marka. Przechodzimy pospiesznie przez pasy i znikamy za pierwszym z brzegu budynkiem.
- Kim pan jest?- pytam, gdy skręcamy za rogiem.
- Jak mówiłem, jestem od Stefana. Sytuacja nie wyglądała najlepiej, dlatego postanowiłem zareagować. Pani towarzysz chyba przekroczył granice.
- Najwyraźniej. Dziękuję. Nie wiem, co w niego wstąpiło. A pan ma mnie pilnować?
- Nie, tylko coś przekazać- zdejmuje z ramion plecak i wyjmuje z niego książkę. Podaje mi ją- Proszę tego tu nie otwierać.
- Dobrze- wkładam książkę do torby- czy to wszystko?
- Tak, odprowadzę panią z powrotem, gdyby ten facet wciąż był na przystanku, to zmieniliśmy plany.
Znowu przechodzimy przez pasy. Na przystanku nie ma już nikogo. Chyba wszystkie autobusy odjechały. Spoglądam na rozkład.
- Jeszcze 5 minut. Tomek, to pana prawdziwe imię?
- Tak.
- Będzie mnie pan teraz pilnował?
- Jeśli dostane takie polecenie.
- Czyli na razie nie.
- Nie, poczekam tylko, aż wsiądzie pani do autobusu. Wolałbym upewnić się, że ten typ tu nie wróci. Na prawdę pani z nim pracuje?
- Niestety.
- Proszę na niego uważać, nie zachowywał się naturalnie.
- Tak coś go ugryzło.
Wkrótce nadjeżdża mój autobus. Zajmuję miejsce i marzę by znaleźć się jak najszybciej w domu. Autobus spełnia moje życzenie. Rezygnuje z pomysłu by wysiąść przystanek wcześniej. Straciłam ochotę na spacer. Szybkimi krokami docieram do siebie. Jeszcze w płaszczu, stawiam torbę na stole i wyjmuję tajemnicza książkę. Okazuje się, że to pudełko, wyglądające jak książka. Otwieram wieczko, w środku jest małe urządzenie. Wygląda jak odtwarzacz mp3. Naciskam duży guzik. Urządzenie okazuje się dyktafonem, bo po chwili słyszę głos pana Stefana.
„ Pani Moniko, jeszcze raz dziękuję za pomoc. Mam pani kilka rzeczy do przekazania przed jutrzejszym dniem. Jestem teraz w Gdańsku i nie mogę użyć telefonu ze względów bezpieczeństwa. Obecnie Remek jest w hotelu w Gdańsku. Hotel został otoczony kordonem sanitarnym. Tak jak podały media. Jutro okaże się, że trzy osoby, w tym Remek, zostały potencjalnie zarażone i te trzy osoby zostaną pod pełnym nadzorem przetransportowane do Warszawy, a następnie umieszczone w odosobnieniu, w willi w Konstancinie. Dostanie pani od Remka telefon w tej sprawie. Przez telefon mówimy tyko o oficjalnej wersji. Proszę zachowywać się tak, jakby tamto działo się naprawdę. Od jutra będę na miejscu, więc będziemy mogli się swobodniej komunikować. Najprawdopodobniej będzie musiała pani przekazać obraz sytuacji pracownikom. Omówimy to jutro. Proszę starać zachowywać się naturalnie. Małecki będzie z panią w stałym telefonicznym kontakcie w sprawach firmy. Najprawdopodobniej od jutra nasz kraj będzie bardzo fascynował się tą historią. Najprawdopodobniej pojawią się w firmie media. Proszę być na to przygotowaną. Do jutra. Powodzenia.”
Ha, mój żołądek wywraca się na drugą stronę. Sytuacja zaczyna mnie mocno stresować. Mamusiu, czy ja dam radę. Oczywiście, że tak. Nie raz wiedziałam o tym co się wydarzy w firmie, zanim inni wiedzieli i udawało mi się zachować zimną krew. Ale to? To nie jest zmiana w organizacji, to udział w kreowaniu alternatywnej rzeczywistości. To ponad moje siły. Muszę się czymś zająć. Biorę szybki prysznic i wkładam moją za dużą koszulę. Idę do kuchni. Gotuje makaron. Z mrożonego szpinaku i pleśniowego sera przyrządzam sos. Przypominam sobie o praniu. Włączam pralkę. Rozlega się pukanie do drzwi. Jurek! Na szczęście jesteś.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz