- Tak jak ustaliliśmy, pani Moniko, dziś wydzieli pani podzespoły, zgodnie z harmonogramem i specyfikacją Jurka, oczywiście jestem do dyspozycji- w czasie gdy to mówi, udaje nam się dotrzeć do drzwi. Reszta straciła już nami zainteresowanie. Jurek otwiera przed nami drzwi i szybko znajdujemy się w holu głównym. Tutaj zaczął się już poranny tumult. Co chwilę otwierają się drzwi i ktoś wchodzi do firmy, by za chwilę dało się słychać pośpieszne kroki na górę, niektórzy czekają na windę, inni stoją w małych grupkach i rozmawiają. Przystajemy z panem Stefanem na moment:
- Kochani ja teraz lecę, mam sporo do zrobienia, w razie czego jestem pod telefonem, pani Moniko w rozmowach telefonicznych proszę pamiętać o możliwie ogólnikowym formułowaniu myśli. Z resztą ma pani pod ręką Jurka. Proszę pamiętać- prezes jest w delegacji, jutro będzie normalnie w firmie, ok?- patrzy mi w oczy.
- Biegnij- mówi do niego Jurek, podając mu rękę na pożegnanie. Kiedy pan Stefan znika za drzwiami, Jurek podaje mi ramię, odwracamy się w kierunku schodów- chodź Mata Hari, do roboty- uśmiecha się porozumiewawczo. I ze mnie schodzi powietrze, chyba coś mi się udało, nie jestem już tak zdenerwowana. Nie mogę się doczekać co będzie później. W drodze na górę chichoczę, Jurek wydaje się być też w doskonałym humorze.
- Są nasze gołąbeczki- wita nas u szczytu schodów Mareczek- aż miło na was popatrzeć- mówi to z uśmiechem, ale czuję sarkazm w jego głosie. Czego on chce? Spoglądam na Jurka. Jest spokojny, wyciąga do Marka rękę.
- Cześć Mareczku- mówię- ciebie też miło widzieć, co słychać?- pytam z grzeczności.
- No na pewno nie tak dobrze ja u was- mówi ze sztucznym uśmiechem.
Już mam mu kazać się odczepić, ale uprzedza mnie Jurek:
- Dziękujemy, na prawdę nie mamy na co narzekać, przepraszamy cię, ale musimy jeszcze coś omówić. Widzimy się za pół godziny a spotkaniu- klepie go po ramieniu jedną ręką, a mnie drugą obejmuje w talii i po chwili odchodzimy w kierunku mojego biurka.
- O co mu chodzi?- pytam Jurka.
- Zraniona duma, chyba miał względem ciebie jakieś plany.- Jurek jest dość poważny.
- Chyba tak, ale nie demonstrował ich tak, gdy ciebie tu nie było.
- Wtedy jeszcze miał nadzieję, a teraz widzi cię w objęciach innego faceta, ja też miałbym z tym problem. Ale huk z nim. Chciałbym żebyś to przejrzała przed spotkaniem.- Siadam na krześle przy biurku, a on nachyla się nade mną, ograniczając mnie z jednej strony ramieniem. Włącza do jednego z portów pendriva i przeszukuje dokumenty. Jest bardzo skupiony na tym co robi, co ma mi do przekazania. Mogę sobie spokojnie na niego patrzeć. Kiedy jest tak blisko, ja nie mogę się tak łatwo skupić. Muszę się tego od niego nauczyć. Patrzy na mnie kątem oka i dostrzega, że się w niego wpatruję, na moich ustach błądzi leniwy uśmiech.
- Przyglądasz mi się- stwierdza szybko.
- Nie, skąd- zaprzeczam.
- Przecież widzę- sięga po moją dłoń i podnosi ją do ust- zaraz to znajdę.
- Nie przeszkadzaj sobie. Jesteś taki skoncentrowany, ja nie mogę, gdy mnie dotykasz. Jeszcze po tym pocałunku. Chyba zgłodniałam- uśmiecham się.
- Miałaś prawo, nic dziś nie jadłaś- odpowiada beznamiętnie wpatrując się w monitor.
- Nie o takim głodzie mówię- szepczę, wyciągając szyję, by poczuł mój oddech na swoim uchu.
- Przestań, bo nic dziś nie zrobimy- syczy przez zaciśnięte zęby. Jak on mnie podnieca-Chcę żebyś to przejrzała, będzie nam to potrzebne do pracy w grupach zadaniowych- wydaje się być niewzruszony- wystarczy ci pół godziny?- spogląda wreszcie na mnie. Jestem zła. Pierwszy raz mnie tak odtrąca. Przyzwyczaiłam się, że jest bardzo profesjonalny, ale trochę mnie to zakuło. Ja się mizdrzę i mało nie zerwę z niego koszuli, a on każe mi przeglądać jakieś pliki.-Hej, mała co jest? Dasz radę to przejrzeć?
- Oczywiście- mówię chłodno, tylko musisz mnie zostawić samą. Spotkamy się w konferencyjnej, za pół godziny.
- Okej, przynieść ci kawy?- pyta oddalając się do kuchni, pociera palcem wskazującym nos, czyżby się ze mnie śmiał.
- Nie dziękuję- urywam i zaczynam przeglądać pliki. Patrzę na treść i nie mam pojęcia o no w tym wszystkim chodzi, nie mogę się skupić. Zamykam z wściekłością oczy. Skup się, skup. Daję sobie chwilę i wracam do komputera. Otwieram poszczególne sekcje i przeglądam zawartość. Powoli dociera do mnie zarys treści. W mojej głowie buduje się mapa, zaczynam dostrzegać zależności między poszczególnymi aspektami systemu. To co widzę teraz, zaczyna układać się w całość z treścią naszych spotkań z handlowcami. Po pół godzinie jestem gotowa. Biorę pod pachę laptopa i udaję się najpierw do kuchni. Kawa jednak mi się przyda. W kuchni czeka mnie zaskoczenie. Jest tam pełno ludzi, a właściwie pełno kobiet i dwóch facetów Jurek i Paweł szef handlowców. Co jakiś czas rzucają jakąś uwagę, a dziewczyny chichoczą jak nastolatki. O nie. Najpierw jest dla mnie taki zimny, każe mi oglądać jakieś dokumenty, a sam znika w kuchni z wianuszkiem dziewczyn, boskich dziewczyn. Nasz dział handlowy obfituje w piękne i pewne siebie kobiety, nawet jeśli któraś z nich nie jest obiektywnie piękna, to nadrabia to dbałością o sylwetkę i wygląd, z każdej promieniuje poczucie własnej wartości. Ja raczej zawsze unikałam konfrontacji i jakby to obrazowo ująć, czekałam w kolejce na swoją kolej, a nawet pozwalałam się z tej kolejki wypchnąć. Teraz widząc ten wesoły tłumek, cieszę się, że mnie nikt mnie nie zauważył i idę dalej, poczekam w konferencyjnej. Przemierzając wielką salę zastawioną biurkami, dociera do mnie, że zachowuję się jak kiedyś. Zbył mnie, bo co? Bo mieliśmy coś ważnego do zrobienia. Spokojnie. Podchodzi poważnie do swojej pracy, a faktycznie mamy mało czasu. Dodatkowo systemem musimy się zająć, by tak na prawdę móc zrobić coś zupełnie innego, ochronić Małeckiego, by mogli zbudować tę swoją maszynę, by z kolei coś tam rozszyfrować. Kobieto, przecież chwilę wcześniej dał ci wyraźnie do zrozumienia w ciasnym przedsionku, że cię wielbi. A ta scena w kuchni? Nie był sam z jakąś laską, tylko z wieloma kobietami i nie sam, a z Pawłem. To przecież dobrze, że ludzie go lubią, dostrzegają w nim to co ja. Jest uroczym facetem i bardzo pociągającym. Nie jest piękny w oczywisty sposób jak modele. Jest po męsku przystojny. Jego spokój, profesjonalizm, gesty, głos, to jak się porusza, jak się ubiera, tworzą całość, której trudno się oprzeć. A ja ze swoim zachowaniem jestem znowu w liceum. Czego bym chciała? Żeby siedział obok i wciąż patrzył mi w oczy? Nie, zdecydowanie, to jaki jest dużo bardziej mi odpowiada, tym bardziej, że na brak zainteresowania z jego strony nie mogę narzekać. Uśmiecham się do siebie. Jestem zadowolona z uzyskanego konsensusu. Czasem walka z samą sobą jest wyczerpująca. Na szczęście wiem już jaka chcę być i dążenie do tego daje mi ogromną satysfakcję. Z zamyślenia wyrywa mnie dłoń Jurka lądująca na mojej talii.
- Cześć piękna, czemu się tak uśmiechasz?
- Ach, do własnych myśli- mój głos jest spokojny i zalotny. Posyłam mu buziaka wprost w czubek nosa. Przyciska mnie mocniej do siebie.
- Nie mogę z tobą pracować, rozpraszasz mnie- szepcze mi do ucha.
- No coś ty, jesteś mistrzem opanowania- uśmiecham się szelmowsko.
- Udało ci się przejrzeć te materiały?- pyta odchrząkując, mija nas coraz więcej osób, zmierzających na spotkanie.
- Tak, skończyłam chwilę temu.
- I jak, mętlik w głowie?- pyta drapiąc się z zakłopotaniem w głowę.
- Nie, skąd, sprawa wydaje mi się dość jasna. Wszystko zaczyna mi się układać w całość- mówię z satysfakcją.
- Tak? To super- kiwa głową z podziwem- chodźmy- robi gest ręką, zapraszając mnie do środka. Gdy wchodzimy, obejmuje mnie w talii, przyciąga do siebie i całuje w skroń- Moja kobieta- szczepcze mi do ucha, a potem pcha w kierunku stale zajmowanego przeze mnie miejsca. Sam staje na czele sali i zaczyna mówić do zebranych. Po krótkim wstępie uprzedza, że dziś powstaną grupy zadaniowe składające się z handlowców i programistów. Następnie jakby nigdy nic wywołuje mnie:
- Teraz chciałabym przekazać głos Monice, która z ramienia pana prezesa dokona podziału osób do grup i przekaże każdej z grup detaliczne zadania. Za chwilę zjawią się tu ludzie z IT i będziecie mogli rozpocząć prace. Moniko, zapraszam.- wskazuje mi swoje miejsce. Zaczynam się denerwować. Przywołuję się do porządku. Spokojnie, znasz tu wszystkich, oczywiście, że będą o tobie mówić, rób swoje. Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że Jurek wyjdzie. Patrząc na zebranych, zdaję sobie sprawę, że najtrudniejsze będzie mówienie do niego. Nie wiem, czy czyta w moich myślach, czy faktycznie musi pilnie zajrzeć do papierów trzymanych w ręku, w każdym razie, pomaga mi to, że nie zwraca na mnie uwagi. Zaczynam mówić. Po kilku zdaniach wstępu mobilizuję się. Szybko organizuję myśli i przekazuję im wiadomości związane z harmonogramem, omawiając poszczególne elementy systemu. Staram się nie patrzeć w kierunku Jurka, usiadł na szczęście z boku, więc patrząc na handlowców widzę go jedynie kątem oka. Kiedy zbliżam się do końca zauważam, że wstukuje w telefonie jakąś wiadomość. Jak na zawołanie, gdy zabieram się za dzielenie handlowców na grupy, rozlega się pukanie do drzwi. Do sali marszowym krokiem wchodzi pięciu boskich facetów. Wyglądają bardzo podobnie. Krótkie włosy, gładkie twarze, ciężkie buty, bojówki i polarowe bluzy. Wyglądają jak wojsko. Każdy pod ręką ma niewielkiego laptopa.
- Są twoi- uśmiecha się Jurek i dodaje ruchem warg- programiści.
Rozpoznaję ich twarze. Widziałam ich dziś na dole, w sali za śluzą, co oznacza, że tak na prawdę zajmują się też tą drugą sprawą. Przelała się przeze mnie fala gorąca. Przez moment zapomniałam o TEJ sprawie. Jest gdzieś we mnie z tyłu głowy, ale pojawienie się tych facetów uświadomiło mi nagle, że to się dzieje na prawdę. Przykładam złożoną w pięść dłoń do swojego nosa i zakrywam usta, odchrząkuję i na chwilę zamykam oczy.
- Wróćmy do podziału- mówię szybko- panowie zajmą się przebudową naszego systemu, oczywiście przy udziale naszego stałego zespołu IT- mówię to i szukam potwierdzenia w oczach Jurka, kiwa głową. Nasz nowy system ma się składać z pięciu głównych modułów. Za każdy moduł odpowiada inny zespół. W pewnym momencie grupy będą się łączyć w różnych konfiguracjach. Wygląda na to, że ta piątka, która wkroczyła do sali jest we wszystkim nieźle zorientowana. Kolejne zespoły handlowe wychodzą z kolejnymi programistami. Po kilkunastu minutach zostajemy z Jurkiem sami.
- No to mamy ich z głowy, przynajmniej na miesiąc, chyba, że coś się zawali- podchodzi do mnie kocimi ruchami.
- Mogłeś mnie uprzedzić, nie wiedziałam, że będę miała coś mówić, a poza tym myślałam, że wszystkim będą się zajmować nasi zombi.
- Zombi?!- otwiera szeroko śmiejące się oczy.
- Tak nazywałam w myślach naszych informatyków.
- Czemu?- nadal jest rozbawiony.
- Nie wiesz? Zobacz jak wyglądają. Wszyscy są tacy sami: chudzi, ubrani na czarno, ich skóra jest ziemista, a oczy przekrwione. Wydają z siebie niewiele dźwięków.
- Ale przy tym są nieźli w tym co robią- mówi poważniej.
- Niezaprzeczalnie. A wracając do twojego wojska...
- Wojska? Twoje skojarzenia są...
- No wojska, wmaszerwali tu wyprostowani, dziarscy, również jednakowi
- I jeszcze lepsi w te klocki. Uznaliśmy ze Stefanem, że będzie szybciej jak szkic napiszą oni, a potem dokończą chłopaki z IT. Oczywiście nie musimy się nikomu tłumaczyć, ale w razie pytań chłopaki z „wojska” są moim zespołem, który zaangażowałem żeby „zombi” mieli czas na swoje zwykłe obowiązki. Takie wsparcie.
- A tak na prawdę?
- Kiedy oni będą się tym zajmować, nie będę musiał niczego kontrolować i będę miał więcej czasu na odtworzenie czytnika do tego archaicznego nośnika danych. Na szczęście Stefan jeszcze pamięta jak to mniej więcej wyglądało. Nie jest pewien, czy nie było tam wtedy jakiś dodatkowych domowych usprawnień. Był wtedy szeregowym pracownikiem służb, w dodatku nie darzyli go zaufaniem, słusznie jak się okazało.
- A co się stało?- nie wiele rozumiałam z tych zawiłości, ale każda dodatkowa informacja mogła się przydać, by kiedyś złożyć to w całość.
- Co? Dołączył do grupy, która rozwaliła wszystko od środka, tak im się przynajmniej wydawało.
- Nic nie rozumiem. Co rozwalili?
- Komunizm w Polsce. Była taka frakcja w służbach, do której należał Stefan, która przyczyniła się do całej rewolucji. Teraz już wiedzą, że to mrzonki. Tak na prawdę cała rewolucja była jedną wielką mistyfikacją, a ci którzy wtedy byli u władzy są przy niej nadal, bądź ich następcy. Z tym wiąże się też sprawa dostaw gazu do Polski, jak i inne międzynarodowe umowy.
Kiedy go słucham moje oczy robią się wielkie i zdziwione.
- Musisz mi to spokojnie wszystko wytłumaczyć. Bardzo chciałabym zrozumieć, dlaczego szef musi się ukrywać. Dla mnie to po prostu mądry i dobry człowiek, co mogło spowodować, że wplątał się w coś takiego.
- Też jeszcze nie wszystko rozumiem.
- No to mój mały kobiecy móżdżek będzie musiał zaczekać, ale koniecznie musisz mi opowiedzieć to, co już wiesz.
- Nie mów tak- zaperza się- zauważyłem, że nie doceniasz możliwości swojego umysłu. Jeśli to kokieteria, jestem na ciebie..., zawiódłbym się- mówi mi patrząc prosto w oczy.
- Zaskakują mnie twoje słowa, na prawdę myślisz, że się nie doceniam? Nie zastanawiałam się nad tym. Sądziłam zawsze, że jestem dość przeciętna. Ani przez szkołę, ani przez studia nie przeszłam śpiewająco- analizuję na szybko to co powiedział. Zabolało mnie podejrzenie o kokietowanie. Każdy lubi komplementy, ale bez przesady, człowiek inteligentny wie, że jest inteligentny, nie potrzebuje dodatkowych pochwał- ale dziękuję, że ty mnie doceniasz.
- Proszę cię- kiwa z politowaniem głową. Trzyma ręce w kieszeniach spodni i stoi w lekkim rozkroku. Wwierca się we mnie swoim wzrokiem.- Twój pomysł z kwarantanną był ponadprzeciętny. Nie był odkrywczy, zgoda, ale nikt inny na to nie wpadł, był wspaniały w swojej prostocie. A opracowanie systemu? Miałaś na niego pół godziny, a nie dość, że go pojęłaś, to byłaś w stanie przekazać to innym i na bieżąco na nim pracować. Na prawdę sądzę, że się nie doceniasz. Nie jesteś przeciętna. –wyciąga w moim kierunku rękę i gładzi mnie wskazującym palcem po policzku. Jest mi teraz bardzo bliski. Zdążył mnie nieźle poznać przez ten krótki czas. Poruszam głową poddając się jego głaskaniu, a on rozchyla dłoń i wpłata mi ją we włosy. Patrzy na mnie gorącym wzrokiem, a ja nie mam siły się dłużej powstrzymywać i namiętnie go całuję.
- Nie odtrącaj mnie znowu- szepczę mu w usta.
- Hej, mała- trzyma moją głowę w objęciach swoich rąk i bacznie mi się przygląda- hej, hej, kiedy cię odtrąciłem?- pyta z niedowierzaniem.
- Rano, przy moim biurku, syknąłeś tylko, żebym przestała, bo nic nie zrobimy- mówię z wyrzutem.
- Oto chodzi- uśmiecha się tym swoim półuśmieszkiem w którym unosi mu się tylko prawy kącik, odchyla głowę do tyłu- syknąłem, bo nie mogłem się na niczym skupić, byłaś tak blisko i mnie dotykałaś. Jeszcze chwila i wziąłbym cię na biurku przy wszystkich...-nie wiem, czy chciał coś jeszcze powiedzieć, ale znowu wpiłam się w jego usta. Przycisnął mnie mocno do siebie i oddając mi pocałunek ruszył w kierunku drzwi. Przekręcił w nich klucz, a ja słysząc chrobot w zamku uśmiechnęłam się, nie przestając go całować. Przycisnęłam go do ściany przy samych drzwiach i szybko rozpięłam mu rozporek w jego spodniach. Jego ręka uwolniła moje włosy z kucyka.
- Nie mamy za dużo czasu- szeptał i teraz to on mnie przyszpilił sobą do ściany- cholera masz na sobie spodnie, rozpiął je szybko i pociągnął w dół, padając przede mną na kolana. Czekała go niespodzianka, która rozpromieniła jego twarz. Na nogach miałam pończochy. Przytrzymał mnie za ręce, a ja kopnęłam spodnie daleko od nas. Trzymając mnie za biodra znowu przycisnął mnie do ściany. Objęłam go jedną nogą i wysunęłam ku niemu biodra. Jego dłonie zacisnęły się na moich pośladkach. Ta pieszczota gwarantowała moją gotowość niemal od razu. Nie zdjął mi majtek, chyba uznał, że szkoda na to czasu, odchylił je nieco i pomasował mnie tam palcami, nagle wsunął jeden we mnie dość gwałtownie.
- Co to? Nie chcesz mnie?- wyszeptał mi do ucha.
- Chcę bardzo- jęknęłam, skąd mu przyszło do głowy, że nie chcę.
- Nie jesteś jeszcze gotowa na mnie.
- Jestem, wejdź we mnie, proszę- moje mięśnie zaciskały się gwałtownie.
- Będzie cię bolało..
- Nie będzie, wejdź..
Odsunął się na chwilę, z kieszeni spodni wyjął gumkę i wprawnie ją założył. Jego widok powodował, że musiałam zacisnąć nogi. Skurcze były coraz gwałtowniejsze, potrzebowałam, żeby wszedł we mnie natychmiast. Mój oddech przyspieszył. Jurek gwałtownie i szybko rozpiął guziki w mojej bluzce i brutalnie wysunął moje piersi z miseczek stanika. Jeszcze raz dotknął mnie na dole i uśmiechnął się:
- Teraz lepiej- uniósł mnie lekko, a ja instynktownie oplotłam jego biodra swoimi nogami. Wbił się we mnie jednym ruchem. Przez chwilę poczułam ból, kurcze miał rację. Ścisnęłam go mocniej nogami. Przez chwilę zamarł. Zatoczył biodrami kółko i delikatnie się wycofał. To było już bardzo przyjemne. Przywarłam do niego mocniej i poruszyłam biodrami, dając mu znak, by wszedł znowu. Czułam na uchu jego uśmiech. Wchodził we mnie powoli, ale mocno i zmysłowo. To było jak burza. Szybkie i gwałtowne. Po wszystkim zdałam sobie sprawę, że jesteśmy w pracy. W każdej chwili ktoś mógł chcieć wejść do sali. Jurek miał ułatwioną sprawę, wystarczyło, że zapiął spodnie, ja musiałam w pośpiechu zapinać bluzkę. Przysiadł na skraju stołu i wpatrywał się w moje gorączkowe dopasowywanie guzików. Kiedy ponownie próbowałam spiąć włosy w kucyk. Przez chwilę stałam tak z uniesionymi rękami, bluzka odsłaniała moje uda przepasane pończochami. Na nogach miałam szpilki.
- Piękny widok- mruczał z zadowoleniem.
Sięgnęłam po spodnie walające się po ziemi. Wstał, podał mi rękę. Pozbyłam się butów, szybko wsunęłam spodnie. Ponownie założyłam buty i wtedy ktoś szarpnął za klamkę.
- Nie ma ich, już wyszli- dało się słyszeć zza drzwi. W pierwszej chwili Jurek chciał otworzyć drzwi, ale go powstrzymałam. Kiedy intruzi oddalili się od drzwi zapytał:
- Czemu nie pozwoliłaś mi otworzyć?
- A niby czemu się tu zamknęliśmy? Co by pomyśleli?
- Racja. To co teraz, czekamy tu do wieczora i udajemy, że nas nie ma a klucz się zgubił- zachichotał. Podeszłam do drzwi i lekko otworzyłam zamek.
- Siadaj, pewnie zaraz tu wrócą- usiedliśmy po dwóch stronach stołu, rozłożyliśmy kartki, które wcześniej trzymał w rękach i otworzyliśmy mojego laptopa. Nie myliłam się. Za chwilę znowu ktoś szarpnął klamkę i otworzył drzwi. W drzwiach stanął Paweł.
- Już kończymy- rzuciłam w kierunku drzwi.
- Nie przeszkadzajcie sobie, zostawiłem notes. Można?- i wszedł- przed chwilą mógłbym przysiąc, że było zamknięte.
- Coś ty, siedzimy tu cały czas- odparł Jurek- złośliwość rzeczy martwych, za słabo chwyciłeś klamkę, my cię nie słyszeliśmy- odchylił głowę w jego stronę.
- Nieistotne- Przystanął koło nas, opierając się o stół- system zapowiada się nieźle i na prawdę Jurek, jestem pod wrażeniem, wygląda na to, że sprawa idzie piorunem. Ten twój zespół musi być niezły.
- Twój też, w mig pojęli w czym problem. Jeśli nadal będzie bez zgrzytu jak teraz, kto wie, w pół roku może będziemy gotowi.
- Ciężko im będzie, ale damy radę. Wiesz, sprzedaż musi się toczyć, niezależnie od wszystkiego.
- Postaramy się być elastyczni.
- To do zobaczenia- powiedział Paweł udając się do drzwi- Monika, dobra robota- zamknął za sobą drzwi, a my odetchnęliśmy z ulgą.
- Nigdy więcej w pracy, zbyt nerwowo- powiedziałam wypuszczając powietrze.
- Dlatego zrobimy to jeszcze nie raz- uniósł prawy kącik ust.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz