czwartek, 4 kwietnia 2013

XL

Nie wiem co mnie budzi. Otwieram oczy. W sypialni Jurka panuje półmrok, smuga światła dobiega z salonu. Leżę po lewej stronie łóżka, więc widzę taflę okna w salonie. Przy oknie stoi on. Ma na sobie tylko czarne spodnie od piżamy. Łagodnie zwisają z jego bioder. Stoi tyłem do mnie, opiera czoło na wyciągniętej wysoko w górę, opartej o szybę ręce, w dłoni trzyma komórkę. Przyglądam mu się przez chwilę i zastanawiam się dlaczego nie ma go przy mnie. Gdy podchodzę do niego, widzę odbicie jego twarzy w szybie. Słyszy mnie i widzę jak prawy kącik jego ust wędruje nieznacznie do góry.
- Obudziłem cię? Przepraszam- mówi do mnie, ale nie odwraca się.
Przylegam do jego pleców.
- Co się stało? Wracaj do łóżka.
- Rozmawiałem ze Stefanem, zadzwonił gdy spałaś- podnosi moją dłoń i całuje, odkłada ją na swoje miejsce, to znaczy na swój tors i nakrywa swoją- mocno spałaś, nie słyszałaś telefonu.
- Czy coś się stało?- powtarzam pytanie i widzę, że zbiera myśli. Daję mu chwilę, a czekając na odpowiedź wodzę ustami po jego plecach. Nie jestem pewna, czy jestem przygotowana na złe wieści.
- Właściwie to nie. Próbuje znaleźć inny taki nośnik, żeby przetestować naszą maszynę, nie uszkadzając tego co faktycznie chcemy odzyskać.
- Czy to aż tak cię martwi?
- Nie, skąd- opuszcza głowę i nie widzę już jego odbicia w szybie. Ruchem dłoni proszę go by się odwrócił.
- Daj spokój, przecież widzę, że coś cię trapi, inaczej nie stałbyś tu tylko tulił mnie w łóżku- mówię to i zastanawia mnie moja pewność- prawda?- marszczę czoło. Wypuszcza głośno powietrze. Widzę, że chce mi coś powiedzieć, albo właśnie nie chce, tylko czuje się przyparty do muru. Wpatruję się w niego bacznie. Obejmuje mnie w pasie.
- Sam nie wiem. Pamiętasz opowiadałem ci o Kompasie, kumplu, który uratował mi życie, wtedy po wybuchu na platformie...
- Pamiętam, niedawno dowiedział się, że jego dziecko, nie jest jego...
- No właśnie, potem byliśmy w Gdańsku, chciał sprzedać mieszkanie...
- A czy ta wizyta w Gdańsku nie miała nic wspólnego ze zniknięciem Małeckiego.
Chyba wprawiłam go w zakłopotanie. Czyżby wyszło na jaw jakieś kłamstewko? Spokojnie, przecież późniejsze wydarzenia je usprawiedliwiają, nie wiedziałam wtedy wszystkiego.
- Nie męczysz się czasem tą spostrzegawczością?- pyta z uśmiechem, który tylko na chwilę ukrywa smutek w jego oczach- faktycznie, mieliśmy w Gdańsku rozmowy z Norwegami, no i tam miał zginąć Małecki, to było zadanie Kompasa, a potem plany się pokrzyżowały przez ten twój pomysł.
- No rozumiem, czyli cała ta historia o dziecku i mieszkaniu w Gdańsku była wymyślona dla mnie, żeby uzasadnić twój wyjazd do Gdańska- mówię spokojnie, chcę żeby wiedział, że rozumiem całą sytuację.
- Nie w tym rzecz, wszystko co ci powiedziałem jest prawdą, dowiedział się o dziecku, chciał sprzedać mieszkanie i miał tam chwilę zostać, załatwiać sprawy Stefana z Norwegami i przy okazji swoje, także nie o to chodzi, hej- unosi kciukiem moją brodę i patrzy mi głęboko w oczy- nie oszukałem cię, powiedziałem po prostu tylko tyle ile mogłem.
- No to nic nie rozumiem...
- Od jakiegoś czasu Kompas przestał odbierać moje telefony. To się zdarza, ma taką pracę, że nie zawsze może. Wysłałem mu też parę maili, cisza. Zwyczajnie zastanawiam się co u niego, ta sprawa z dzieckiem na prawdę go dobiła. No i teraz podczas rozmowy ze Stefanem jakoś tak zeszło na temat Kompasa, przy okazji rozmowy o tym, kto mógłby nam pomóc w kwestii zapasowego nośnika i zapytałem Stefana, co właściwie dzieje się z Kompasem.
- No i?
- No właśnie, Kompas poprosił o odsunięcie od tej sprawy, czyli wszystkiego co ma związek z Norwegami i Małeckim i poprosił o oddelegowanie do innych zadań. To oczywiście poufne- patrzy na mnie przeciągliwie, a ja daję znać, że rozumiem i gestem zamykam usta na suwak- Stefan mówi, że może skończyć się nawet w chińskiej placówce. Podobno Kompas jest zdesperowany, chce być jak najdalej stąd.
- Dziwisz mu się? Ta kobieta urządziła mu niezłe piekło. Nie znam go, ale jego pobudki są dla mnie jasne.
- A matka? Często wyjeżdżał, ale zawsze starał się mieć z nią kontakt. No i to odcięcie się ode mnie. Nie rozumiem. Dobra, wyjeżdża, dobra, daleko, dobra nawet na zawsze, ale co mu szkodzi pogadać z kumplem- kręci głową i patrzy gdzieś ponad mną- coś mi tu nie gra. Wolałbym wiedzieć co jest grane. Coś wydarzyło się w Gdańsku, gdy był tam sam. Czekaj, czekaj- siada na kanapie i zawzięcie coś analizuje. Zawiązuję poły kusego szlafroczka, który narzuciłam na gołe ciało, gdy wyskoczyłam z łóżka i siadam niepewnie obok Jurka- Rozmawiałem z nim jeszcze rano, gdy wyszliśmy od Stefana, pamiętasz wtedy, gdy pierwszy raz byłaś ze mną na dole, tam gdzie składamy maszynę. Kontakt urwał się po tej rozmowie.
- A o czym rozmawialiście?
- Aż trudno mi sobie przypomnieć, w tym rzecz, o niczym ważnym. Mówił mi, że się szykuje do akcji, ja mówiłem, co u mnie- uśmiecha się i spogląda na mnie- pamiętam, że powiedziałem, mu o tobie. Wiedział, że z kimś się spotykam, ale wtedy powiedziałem mu, że to coś poważnego, wiesz byliśmy wtedy po naszym pierwszym razie, wiedział, że pilę do powrotu, pamiętam, że przerwaliśmy rozmowę bo dobijał się do niego Stefan. Wtedy słyszałem go ostatni raz, za kilka dni miał wrócić do Warszawy.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć. Jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że z tego co widzę, ma dość specyficzną pracę. Jednego dnia jest z tobą na platformie w Norwegii, drugiego ma sfingować śmierć biznesmena, a trzeciego wyjeżdża do Chin- głaszczę go po głowie- kotku, ta przyjaźń nie może być łatwa. Łączy was specyficzna więź, to zrozumiałe, uratował ci życie. Nawet nie próbuję sobie tego wyobrazić, ale bądź rozsądny, ludzkie losy czasem się rozchodzą, tak już jest...
- Pewnie masz rację- patrzy na mnie ufnie- na pewno masz rację, zwyczajnie, wiem, że jest na zakręcie i chciałbym mu jakoś pomóc, nigdy nie odwdzięczę mu się za to dla mnie zrobił. No nic, szkoda, może jeszcze kiedyś się spotkamy- siedzimy jeszcze chwilę na kanapie, wzrok Jurka znowu wędruje do okna. Zamyśla się, a ja siedzę cicho i go obserwuję. Nie bardzo rozumiem, co przeżywa, nigdy nie miałam takiej przyjaciółki czy przyjaciela. Miałam Martę i Babcię. Były też jakieś koleżanki, ale te znajomości zawsze kończyły się razem z jakimś etapie w moim życiu. Przez to teraz nie mam żadnej psiapsiuły, z którą mogłabym wspominać szkolne czasy. Muszę przyznać, że zanim pojawił się Jurek, trochę nad tym myślałam, szczególnie w samotne, długie wieczory. Fajnie byłoby mieć taką przyjaciółkę jaką miała Ana w osobie Kate Kavanagh. Chyba brakuje mi jakiegoś genu, odpowiadającego za umiejętność zjednywania sobie przyjaźni. Zdaje się, że Jurek miał w Kompasie właśnie kogoś takiego, bratnią duszę. Szkoda, że nie udało mi się go poznać. Jurek spogląda na mnie, wygląda jakby przetrawił tę sytuację. Dziarsko wstaje z kanapy i podaje mi rękę.
- Wracajmy do łóżka.
Chyba stara się z całych sił przekonać siebie i mnie, że daje sobie spokój z tym tematem.  Kładzie się na plecach, ja zakładam pośpiesznie koszulkę do spania i wsuwam się pod kołdrę obok niego. Kładę głowę na jego ramieniu i wkrótce zasypiam.

4 komentarze:

  1. super! kolejny ciekawy wątek :) czekam na kolejną notkę!

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki, w kolejnym odcinku poznam rodziców Jurka...

    OdpowiedzUsuń
  3. to może być bardzo ciekawe i wiele wyjaśniać lub wiele mącić :D nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń